Ostatnio mam przypływ weny i maksymalnie go wykorzystuję. Wiem mógłbym to przedłużyć i wprowadzić parting, ale to tylko przerywka między kolejną częścią Aoi x Ruki ;3
~~
- Kouyou! - rozległ się doniosły głos, świadczący, że nie wywoływał mnie po raz pierwszy.
Zerwałem się z miejsca, omal przy tym wywracając stół zapełniony dokumentami.
- Przepraszam, zamyśliłem się.
- Co z Tobą? Wyglądasz jakbyś w ogóle nie spał tej nocy.
- Tak właśnie było. Wyobraź sobie, że.. - przerwało mi huczne wejście lidera.
- Dzień dobry - ziewnął, przeciągając się. Miał na sobie podkoszulek z logiem zespołu oraz nie pasujące kolorystycznie rzucające się w oczy bokserki. Oskarżycielsko wskazałem na niego palcem.
Obaj spojrzeli na mnie zdziwieni.
- To przez tego idiotę - warknąłem patrząc na nowo przybyłego z mordem w oczach. Hitsugi wyszczerzył się szeroko. Sposób w jaki to zrobił mógł przerazić w połączeniu z taką ilością kolczyków jaką się szczycił.
Uraczyłem go tym samym spojrzeniem. - wyobraź sobie, że przyszedł do mojego pokoju i zaczął walić pałeczkami w szafkę, udając, że gra na perkusji.
- Ja? - Tanabe wskazał na siebie z nie dowierzaniem.
- A wiesz co było w tym najgorsze? - kontynuowałem, nie zwracając uwagi - nawet moje krzyki go nie powstrzymały.
Nim któryś cokolwiek odpowiedział do kuchni wtoczył się Ruki.
- Zabiję cię Takshima- wymamrotał niewyraźnym głosem, zatoczył się i głośno osunął na ostatnie wolne miejsce siedzące. - twoje darcie mnie obudziło i nie mogłem ponownie zasnąć - chwycił kubek Hitsugiego, przywłaszczając sobie pozostałą w nim kawę. Gitarzysta nawet nie protestował, nauczył się już, że tej małej zrzędzie się nie odmawia.
- Gdyby nie Kai, nie musiałbym tego robić. - Takanori spojrzał wściekle na obiekt naszej rozmowy. Perkusista zakłopotany, zaczął powolutku przesuwać się do drzwi. Uniemożliwił mu to Aoi, wyglądający niewiele lepiej niż my.
- Albo ten dom jest nawiedzony albo komuś mieszkającemu koło mnie kompletnie odwaliło - trzepnął najniższego w głowę.
- Co się stało? - zapytałem, nie mając pojęcia o co może chodzić.
- Przez bite parę godzin ktoś walił w ścianę, wiesz coś może o tym? - ponowił czynność.
- Nie bij go! - w drzwiach stał basista, oburzony zachowaniem przyjaciela przybrał groźny wyraz twarzy.
- To zabierz go do siebie, nie mogłem przez niego spać i nie mam ochoty, żeby się to powtórzyło.
- Też nie mogłeś spać szlachetny obrońco? - Hitsugi z trudem opanowywał śmiech. Rzeczywiście, sytuacja z obcego punktu widzenia była komiczna.
- No, a co?
- Ja tam się wyspałem - szepnął bębniarz, niby to sam do siebie.
Wszyscy zawiesili na nim wzrok.
- Czyżby? - wstałem ociężale - co to miało być?
- Ale co?
- To co robiłeś w moim pokoju.
- Przecież tam nawet nie byłem
- Nie zgrywaj idioty!
- Uruha, o co ci chodzi? - zaczął się jeszcze bardziej wycofywać, aż przywarł plecami do ściany.
- Właśnie, co tam robił? - wokalista trzymał dłoń z tyłu głowy, w miejscu gdzie przed momentem oberwał.
- Bawił się w perkusistę.
- Że co? - Aoi na moment oderwał się od dźgania Rukiego w bok.
- Przecieżbym pamiętał - pisnął lider.
- Chyba muszę częściej wpadać do was na śniadanka - Gitarzysta zaprzyjaźnionego zespołu już nie krył się z rozbawieniem.
- Zapraszamy - Kai uśmiechnął się nerwowo, pokazując przy tym swoje urzekające dołeczki.
- Trzymajcie mnie bo zaraz go zatłukę - westchnąłem zrezygnowany, łapiąc się za głowę. Trudno, stało się, nie ma co się obrażać i wyzywać. W końcu jesteśmy prawie jak jedna wielka rodzina. A zemsta będzie słodka.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz