środa, 4 maja 2016

Dziki bez - Drarry oneshot

Potter ściskając w dłoni list niemal biegł do przełożonego. Od kilku dni brygada najlepszych czarodziejów w całym Zjednoczonym Królestwie stacjonowała w Południowej Szkocji wyczekując na najlepszy moment na ujęcie niebezpiecznych, fanatycznych wyznawców ideologii pokonanego już ponad rok temu Voldemort'a.
Brunet wszedł do, z zewnątrz wyglądającego na uciążliwie mały, namiotu który w środku był bazą dowodzenia aurorów. Szybko odnalazł wzrokiem rosłego mężczyznę w średnim wieku z blizną rozcinającą policzek, ginącą w rzadkim zaroście siwiejącej brody. Rufus Smith zajęty był opracowywaniem strategi w towarzystwie czterech równie doświadczonych kolegów.
- Kapitanie ?- Wybraniec doskonale znał swoje miejsce, które pomimo dobrej sławy jego nazwiska wciąż znajdowało się stosunkowo nisko w hierarchii, ale ta sprawa nie cierpiała zwłoki
Mężczyzna zatytułowany przez Pottera 'kapitanem' odwrócił się i spojrzał na niego uważnym, bystrym wzrokiem - O co chodzi chłopcze? Wyglądasz na roztrzęsionego - dał towarzyszom znak by przerwali na chwilę obrady, poprowadził Harrego do odrębnego pomieszczenia, będącego jego biurem i kazał spocząć. Złoty Chłopiec jego oddziału po raz pierwszy się sprzeciwił. Stał wpatrzony w zabierającego miejsce przy mahoniowym biurku dowódce, w dalszym ciągu dzierżąc w dłoni pomięty kawałek papieru
- Podejrzewam, że masz do mnie bardzo ważną sprawę skoro przerwałeś nam w obradach - rozpoczął, nie mogąc doczekać się wyjaśnień ze strony bruneta
- Muszę natychmiast wracać do Londynu, sir
- Dodaj proszę do tego dwa zdania które mają mnie przekonać
- Moja.. Mój.. Draco jest w szpitalu, chcę dowiedzieć się co się stało - na dowód swoich słów położył przed mężczyzną napisany odręcznie przez Hermionę krótki, zwięzły list. Przywódca właśnie takie uwielbiał, bez niepotrzebnych emocji, grzeczności, dramaturgii.Krótka, dosadna treść.  Założył na nos okulary i przez moment przyglądał się kartce papieru w całkowitym milczeniu. Następnie z westchnięciem, powoli odłożył list na biurko, popychając go lekko z powrotem w stronę Harrego
- Eh, Potter powiedz mi co mam z tobą zrobić - podniósł się ciężko z krzesła, które zatrzeszczała nagle pozbawione obciążenia i zaczął przechadzać się po krótkim dystansie za biurkiem. Wzrok Wybrańca nie opuszczał go ani na sekundę - Zdajesz sobie sprawę, że jesteśmy już blisko osiągnięcia celu tej misji? Można powiedzieć, że mamy już ich w klatce, wystarczy lekko popchnąć i domknąć drzwiczki a to tego jesteś potrzebny właśnie ty - znów spojrzał na rozmówcę lustrującym wzrokiem, jakby chciał zajrzeć wgłąb jego duszy - Ale w tym stanie, jesteś kompletnie rozkojarzony, nie mógłbym dopuścić cię do działania, jeszcze byłbyś zagrożeniem dla samego siebie i reszty oddziału - myślał na głos
- Kapitanie, proszę.. - zaskomlał Potter, nie mogąc znaleźć odpowiedniego argumentu. W gabinecie zapadła grobowa cisza, w czasie której Wybraniec miał wrażenie, że słyszy dźwięk własnych pracujących w przyspieszeniu organów
- Dobrze, ale pod jednym warunkiem. Masz wrócić natychmiast jak się uspokoisz. Postaramy się na ciebie poczekać - zadecydował w końcu Smith - Rozumiemy się?
- Tak jest, sir! Dziękuję - zawołał, będąc już w progu pomieszczenia. Nie miał na co czekać. Natychmiast, tak jak stał, przeniósł się prosto do gmachu zajmowanego przez Szpital Świętego Mung'a. Gnając po klinicznych korytarzach jak uciekające przed śmiercią w paszczy drapieżnika, zwierze szukał kogoś kto mógłby mu powiedzieć cokolwiek o Malfoy'u. Gdzie jest? Dlaczego? Jak się czuje?
- Przepraszam - zatrzymał się przed, wychodzącą ze znajdującego się za metalowymi drzwiami pokoju, ubraną w białe, ubabrane jeszcze ciepłą krwią stroje, grupą uzdrowicieli - Szukam Draco Malfoy'a. Dostałem wiadomość, że dziś rano go tutaj przynieśli - dwójka z zaczepionych wymieniła porozumiewawcze spojrzenia, dzięki którym szybko ustalili który przekaże Wybrańcowi wieści
- Jest pan z rodziny? - zapytał formalnie wyższy z nich, jakby nigdy w życiu nie słyszał ani o Potterze ani o Malfoy'u.
- Tak.. Nie. Spotykamy się - odparł brunet, czując jak górna powieka jego lewego oka pulsuje w tiku nerwowym - Prócz mnie nie ma nikogo.. Błagam, co z nim? - dodał szybko, widząc jak mężczyzna otwiera usta by powiedzieć, jak bardzo mu przykro ale nie ma prawa do przekazywania tego typu informacji obcym. "Obcy" tym właśnie był w życiu zhańbionego arystokraty. Od kilku miesięcy ich relacje z dnia na dzień diametralnie się zmieniały. Po wojnie, po tym jak blondyn uświadomił sobie niektóre sprawy, w końcu dojrzał i przeprosił bruneta za wszystkie drobne i niby nieznaczące nic przykrości z czasów szkolnych. Złapali kontakt, zaczęli rozmawiać ze sobą, coraz częściej się widywać. Chociaż z początku żaden z nich nie przewidywał, że ich stosunki pójdą właśnie w tym kierunku to od trzech miesięcy byli parą.
- Zrobię dla pana wyjątek, ostatni raz - .zaznaczył mężczyzna - Nie jest najlepiej. Odniósł liczne rany, których pochodzenie ciężko nam zidentyfikować. Teraz jest nieprzytomny. stracił dużo krwi
- Mogę go zobaczyć ? - pulsowanie narastało, robiąc się coraz bardziej uciążliwe
- Dobrze, byle nie długo. Musi odpocząć - zaznaczył, wymownie położył rękę na ramieniu aurora i przez kilka sekund patrzył na niego zawodowym wzrokiem, następnie wraz z kolegą po fachu ustąpili mu miejsca i ruszyli korytarzem tam skąd przybiegł Potter.
 Brunet obejrzał się za nim jeszcze, nie wiedział co miało to znaczyć. Chyba nie chciał przekazać mu w ten sposób najgorszych rokowań.. Otrząsnął się i nacisnął na klamkę. Z pomieszczenia dobywała się struga jasnego, wręcz rażącego światła i zapach środków odkażających. Pokój był śnieżno biały, na środku, przy oknie stało jedno, samotne łóżko a na nim przykryty kołdrą blondyn. Gdyby nie liczne zadrapania na jego twarzy Potter pomyślałby, że nic się nie stało a arystokrata najzwyczajniej śpi. Usiadł na stojącym obok posłania krześle i w zamyśleniu przyglądał się partnerowi
- Mówiłeś idioto żebym na siebie uważał a sam to co robiłeś? - mruknął pomimo, że  nie liczył na uzyskanie odpowiedzi
- Na początek zwykłe "cześć" by wystarczyło
- Draco?
- A kogo się spodziewałeś ? - Malfoy uchylił powiekie i spojrzał na przybysza lodowatymi, szarymi tęczówkami
- Mógłbyś chociaż raz być poważny i powiedzieć w co się wpakowałeś albo przestać udawać żeby mieć kilka dni wolnego - Wybraniec uśmiechnął się lekko
-Och, a ty jak zawsze masz mnie za lenia. - szepnął ciut zachrypniętym głosem próbując odwzajemnić uśmiech, jednak zamiast tego kąciki jego ust wykrzywiły się w odwrotnym kierunku - No dobra.. A co ty tu robisz? Nie miałeś być przypadkiem na misji? - zapytał po chwili
- Miałem ale ty mnie tu ściągnąłeś
- Od kogo się dowiedziałeś?
- Hermiona mi napisała. Wiesz jak się o ciebie martwiłem kretynie?
- Pewnie mniej niż o własną dupę
- Nie kpij. Nie dzisiaj
- No weź, przecież to właśnie we mnie lubisz.
Potter pokręcił głową, śmiejąc się pod nosem. Blondyn miał rację. Uwielbiał jego zadziorność i złośliwe odzywki

  - Hej. Mówię coś do ciebie - nagle dotarł do niego głos arystokraty. Najwidoczniej zmęczenie dawało mu o sobie znać. Adrenalina spadła kiedy uspokoił się, że Malfoy widocznie czuje się całkiem dobrze skoro jest w swoim żywiole
- Hm? - mruknął spoglądając na niego z uniesionymi brwiami, na co Draco jedynie westchnął w duchu. Jego kochanek jest niereformowalny. Nawet gdyby leżał teraz na łożu śmierci coś byłoby o wiele ciekawsze dla Pottera niż jego ostatnie słowa i podział majątku
- Mówiłem żebyś poszedł do domu się przespać i wziąć prysznic. Solidny prysznic
- Przestań. Chcę spędzić z tobą chwilę
- Mówię poważnie. Ogarnij się trochę i dopiero do mnie przyjdź
-Draco no..
- Pysiu, ty nie masz wyboru
- Myślisz, że jak będziesz tak do mnie mówił to mnie przekonasz?
- Ja tak nie myślę. Ja jestem tego pewien. Kotku. Skarbie. Misiaczku mój, idź do domu
- Przestań bo aż mi niedobrze
- To spadaj się wyspać.
- Nie
- Tygrysku...
  Potter w końcu się poddał namową i przeniósł się do swojego dwupokojowego mieszkania ukrytego w centrum Londynu. Żadne z nielicznych wnętrz nie było sprzątane od kilku tygodni. Wszędzie zaczynały bezkarnie panoszyć się kurz i pajęczyny wraz ze swoimi architektami i jednocześnie mieszkańcami. Auror przy użyciu ,zastosowanego kiedyś na jego oczach przez zmarłego dyrektora Hogwartu, czaru szybko doprowadził swój dom do akceptowanego stanu. Zrzucił z siebie mundur i poszedł do łazienki nalać wody do wanny na zasłużoną kąpiel. Kiedy ta zapełniała się gorącą wodą Wybraniec poszedł do szafy po ręcznik. Wyjmując pierwszy z brzegu zauważył, że pomiędzy złożonym na kostkę materiałem coś jest. Szybko odwinął znalezisko i aż uśmiechnął się mimowolnie
- A więc tutaj je zostawiłem - mruknął. W ręku trzymał cztery poruszające się monotonnie zdjęcia. Z trzech z nich krzywiła się do niego niezadowolona twarz Malfoya. Doskonale pamiętał tamten dzień.Wyskoczyli jedynie na piwo,czy jak wolał arystokrata kieliszek wina a skończyli w jego sypialni. Potter albo nigdy nie wiedział, albo zapomniał dlaczego postanowił zrobić blondynowi kilka zdjęć.
Na ostatniej fotografii z pliku  były Śmierciożerca skrywał twarz w jego ramieniu. Śmiał się. Wybraniec mógłby przysiąc, że do dziś doskonale pamięta ten śmiech, który jak jadowita strzała utkwił w jego sercu i zalewał jego organizm słodką trucizną. Choć już nigdy nie słyszał aby Draco Malfoy śmiał się równie melodyjnie i niepohamowanie co wtedy.
Odłożył fotografię na szafkę nocną w sypialni - Będę musiał kupić ramkę - stwierdził, przyglądając się prowizorycznie postawionemu, opartemu o książkę z dziedziny transmutacji ulubionemu  zdjęciu. Chociaż pewnie jego częstemu gościowi się to nie spodoba to chciał móc częściej na nie patrzeć.
Dumny z siebie w końcu mógł w spokoju oczyścić się z brudu tego dnia.
Po kąpieli bez chwili zwłoki ułożył się w łóżku, spojrzał ostatni raz na swoje znalezisko i zamknął oczy.
Jednakże nie spał tej nocy spokojnie. Jego ciałem targały dreszcze, a umysł niepokoiły najokropniejsze koszmary. Rzucał się na łóżku jak w gorączce i dopiero nad ranem zdołał opuścić krainę nocnych marów. Podniósł się do siadu. Był cały zlany potem i przerażony jak dziecko. Lecz w przeciwieństwie do większości dzieci nie mógł zawołać rodziców na pomoc.
Zapalił lampkę nocną, chociaż słońce za oknem zaczynało budzić świat do życia.
To odrobinę mu pomogło
- To tylko sen Potter. Co z tobą? Miewałeś gorsze - przetarł twarz dłońmi a następnie wymierzył sobie solidny policzek żeby sprawdzić czy na pewno otacza go rzeczywistość. Kiedy miał już stuprocentową pewność zdecydował się wstać z posłania. Przeszedł kilka kroków do kuchni zanim przypomniał sobie, że to wszystko na próżno. Lodówka tak samo jak kuchenne szafki była pusta.
Zatrzymał się w połowie korytarza. Nagle trąciło nim przerażające przeczucie. Przeczucie które wżerało się głęboko w jego duszę i zjadało go od środka. Przez moment zabrakło mu tchu, miał wrażenie, że tonie.
Gdy tylko wstępnie doszedł do siebie pędem się ubrał i wybiegł na ulice. Teleportacja była szybszym i lepszym sposobem, ale Chłopiec Który Przeżył doskonale wiedział jak skończy się to dla jego organizmu w tym stanie i o tak wczesnej porze.
Biegł tak długo aż jego mięśnie zaczęły produkować kwas mlekowy, wtedy pobiegł jeszcze trochę. Zatrzymał się dopiero pod bramą szpitala. Zdyszany i obolały.
Mimo tej godziny personel szpitalny nie próżnował. Chociaż wydawało się, że nikt nie zwrócił na niego uwagi. Nikt nie powstrzymał go przed wtargnięciem do sali w której wczorajszego wieczora Malfoy rzucał w jego kierunku niekończącą się nawałnicą czułych słówek. Otworzył drzwi i jego serce zamarło.
Łóżko było puste, leżała na nim jedynie czysta, niedawno zmieniona pościel..
Po ,wydaje się trwającej wieki, chwili poczuł jak ktoś zdecydowanie chwyta go za ramię i ciągnie na korytarz.
Byle jak najdalej tego pokoju. Najdalej promieni słonecznych, zapachu czystości i tej przeraźliwej, przybierającej białe barwy pustki..
Auror zatoczył się i runął na podłogę. Nad nim stał znajomy mężczyzna. Kucnął i wyciągnął rękę w kierunku Pottera
-  Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, może pan być tego pewien - widać było, że młody uzdrowiciel nie nawykł do przekazywania tego typu informacji. Wybraniec nie reagował.
Siedział na podłodze oddychając ciężko wpatrzony w przestrzeń przed sobą
- Panie Potter. Rozumie pan co mówię? - pomachał mu, wcześniej wyciągniętą w pomocnym geście, dłonią przed oczami.
- Kiedy? - zdołał wykrztusić
- Między drugą a trzecią w nocy. Proszę pójść ze mną - dłuższe prośby były na marne. Harry już nie słuchał.
Podobno gdy umierasz,całe życie przebiega ci przed oczami. A co jeżeli umiera ktoś ci bliski? Co wtedy? Potter nigdy się nad tym nie zastanawiał ale zapytany o to po latach odpowiedziałby, że w tamtej chwili przed oczyma miał noc ich pożegnania przed jego wyjazdem i jak się okazało ich ostatniego pożegnania.
- W końcu jesteś. Myślałem już, że nigdy się ciebie nie doczekam - burknął blondyn otwierając mu drzwi
- Zatrzymali mnie w ministerstwie. Ale przecież nie będziemy rozmawiać o mojej pracy
- Wiesz, że nie toleruję spóźnień. Należy mi się coś w ramach rekompensaty 
Auror zamknął za sobą drzwi i przyciągnął do siebie właściciela domu. Musnął ustami jego wargi by zaraz zatopić się w nich jak w najsłodszej pokusie - Czy taka rekompensata ci wystarczy? - uśmiechnął się perfidnie
- Nie oferuj mi czegoś co miałem zamiar przywłaszczyć sobie sam 
Wybraniec chwycił arystokratę pod uda i przeniósł go do najbliższej znajdującej się w tym, zdecydowanie za dużym jak dla niego samego domu, sypialni. 
- Rozbieraj się - zażądał Malfoy. Harry potulnie wykonał jego rozkaz i gdy tylko pozbył się spodni wraz z bokserkami usta arystokraty znalazły się wokół jego męskości. Pewne ruchy głową, pieszczące go ręce. To sprawiło, że szybko poczuł jak jego penis sztywnieje
- Wystarczy Draco. Nie bądź taki zachłanny - zaśmiał się i odciągnął blondyna od swojego krocza. Rozchylił jego nogi i zacisnął dłoń na jego pośladku jakby badając jego strukturę. Następnie przejechał palcami między, kreśląc przy tym kilka kółek na jego wejściu. Wsunął w niego jeden palec co zaskutkowało słodkim jękiem dobywającym się z piersi arystokraty 
- Nie baw się ze mną. Jestem dużym chłopcem i zasługuję na duże zabawki - warknął 
- Psujesz całą zabawę - zaśmiał się Potter. Umyślnie trafił palcem w punkt którego nawet najdelikatniejsze dotknięcie wywoływało u Malfoya skurcz podniecenia i kiedy ten chciał krzyczeć o więcej wyciągnął z niego palec i niespiesznie zastąpił go swoją męskością.
Cienie dwóch złączonych ze sobą w miłosnym tańcu ciał balansowały po ścianach pokoju. Targane najmniejszym, poruszającym promień świecy podmuchem. Stonowane pomruki i nieokrzesane jęki wypełniały posiadłość aż do chwili osiągnięcia przez kochanków celu swojej podróży. 
Harry wysunął się ciała koloru porcelany i chwycił je w swoje ramiona. Malfoy wtulił się w jego pierś 
- Obiecaj mi, że nie dasz się zabić - szepnął 
- Obiecuję - słowa aurora wywołały na jego twarzy subtelny uśmiech

I tylko ten uśmiech, dotyk wilgotnych, rozchylonych warg, ciepło jego ciała pozostawał mu w pamięci tak silnie jak zapach stojącego w wazonie na oknie dzikiego bzu