wtorek, 27 października 2015

Słodko-słony cios. R1

Akcja rozgrywa się podczas szóstego roku nauki w Hogwarcie.  Wiele rzeczy zostało zmienione. Miłego czytania.


Oczywiście że nie ma miłości

nie ma

i nigdy nie było
nawet to
cośmy robili
w żaden sposób
nie zahacza o termin miłość

Oczywiście że nie ma miłości
można już odetchnąć
można wetchnąć
resztkę swojego ciepła
w resztki ciepła świata
~


       Dworcowy peron, pociąg, niewielka garstka uczniów którzy po wydarzeniach ostatniego roku odważyli się jeszcze wracać do szkoły, a wśród nich dwie doskonale mu znajome postacie. Na jego widok jedna z nich energicznie pomachała ręką w jego kierunki a następnie ciągnąc za sobą towarzysza ruszyła slalomem na przełaj przez zgromadzonych i już po chwili cała trójka ściskała się i witała po ponad dwumiesięcznej rozłące.
- Harry! Strasznie się zmieniłeś. - nie omieszkała skomentować rudowłosa. Chłopak niemal wszystkie letnie dni spędził z nosem w książkach. Wieczory natomiast upływały mu na wzmacnianiu swojej siły fizycznej. Po śmierci Syriusza zrozumiał, że jest za słaby by stanąć oko w oko z Voldemortem i jego posłusznymi Śmierciożercami i nie zawiść wszystkich którzy jeszcze w niego wierzyli. Gdyby tylko wtedy w Departamencie..
- Spójrzcie - Ron ukradkiem wskazał palcem na zmierzającego w ich stronę blondyna- nie spodziewałem się, że Malfoy odważy się jeszcze wrócić do szkoły.
Przyjaciele skierowali wzrok na chłopaka, ale ten nawet nie uraczył ich najkrótszym spojrzeniem.
On również sporo się zmienił. Harremu przeszło przez myśl, że wygląda wręcz olśniewająco. Jego twarz nabrała męskości, fryzura idealnie się z nią komponowała a prawie, że biała skóra zdawało się odbijała promienie słoneczne. Wychudzona sylwetka oraz głębokie sińce pod oczyma tylko dodawały mu wdzięku. Zapominając o przyjaciołach, wpatrywał się uparcie we wsiadającego do pociągu Ślizgona.
- Harry!A tobie co? - na ziemie sprowadziła go dopiero pięść Rona. Pokiwał głową, jakby chciał wyrzucić z niej ostatnią myśl.
-Gdzie jest Ginny?- szybko zmienił temat.
- Ledwo co uprosiłem mamę, żeby pozwoliła jechać mi- nie musiał kończyć. Harry już wiedział. Rudzielec widząc minę przyjaciela szybko dodał - To nie tak, że przestała wierzyć w działania Dumbledora, ciebie czy Zakon . Po prostu.. - brunet położył dłoń na ramieniu przyjaciela.
- Dziękuję Ron - powiedziawszy to udał się spokojnym krokiem w stronę wagonu. Pociąg miał za chwilę odjechać. Weasley jedynie spojrzał na równie zdziwioną dziewczynę i oboje bez słowa podążyli za Wybrańcem.
 Znalezienie wolnego przedziału nie sprawiło im w tym roku najmniejszego problemu.
Ruszyli.
***
- Mówię wam Malfoy coś kombinuje. Jeszcze nie wiem co, ale jestem tego pewien - upierał się rudzielec. Za oknem padał deszcz. Harry spoglądał na spływające smutno po szybie strużki wody.
- No proszę cię Ron. Według ciebie on zawsze ma jakiś niemiłosiernie okrutny plan. A kończy się na kilku wyzwiskach, jego płaczu i okrzyku, że o wszystkim dowie się jego ojciec.
- Bo jak dotąd ta przeklęta fretka nie wygrała z Gryffindorem - napuszył się chłopak - z resztą jak znów nazwie cię szlamą to chyba go zabiję - wymamrotał, na tyle głośno że dziewczyna była w stanie zrozumieć jego słowa. Na jego policzkach wyskoczyły delikatne rumieńce.
- Zajebię tego cholernego Malfoya! - dodał, tym razem definitywnie za głośno i definitywnie w nieodpowiednim momencie gdyż jasnowłosy akurat przechodził korytarzem. Słysząc swoje nazwisko przystanął. Hermiona posłała Ronowi karcące spojrzenie. Harry oderwał się od szyby by zaobserwować dlaczego nagle zapadła krępująca cisza. Jego wzrok natychmiast wyhaczył Draco, który po raz kolejny już tego dnia nawet na nich nie spojrzał. Ruszył tylko dalej. Tym swoim dumnym krokiem. Zero emocji.
- Ha! A nie mówiłem!? Oni mu tam chyba zrobili pranie mózgu! - wykrzyknął Weasley na tyle szybko by powstrzymać, przynajmniej na chwilę, dziewczynę od bolesnego skarcenia jego zachowanie - normalnie już by się przypieprzył i oberwał w ten zarozumiały ryj.
- Ronaldzie Weasley! Pierwszy dzień szkoły jeszcze się dobrze nie zaczął a ty już poszukujesz kłopotów.
Harry nie mogąc na powrót skupić się na krajobrazie, wstał i bez słowa wyszedł z przedziału. Postanowił pójść za blondynem.
- Widzisz? Nawet Harry tak uważa - Hermiona w odpowiedzi machnęła z rezygnacją ręką i rozsiadła się wygodniej. Czy Harry na pewno wie co robi?
***
Po krótkiej chwili dogonił Malfoya. Ślizgon poświęcał się tej samej czynności co on kilka minut temu. Nie wiedział dlaczego tak go do niego ciągnie. Jeszce kilka miesięcy temu oddałby wiele by ten nadęty dupek gdzieś zniknął. A teraz? Teraz nie był już pewny czy te słowa należały do niego czy do Rona. Bez wątpienia chłopak oddziaływał na niego jak magnes. Może miało to coś wspólnego z Voldemortem?
Rozmyślania przerwał chłodny głos Dracona.
- Mamusia nie nauczyła cię szacunku do czyjejś prywatności, co Potter? - jego nazwisko zabrzmiało tak jakby ledwo przeszło blondynowi przez gardło.
- Ja.. Przepraszam - nie wiedział za bardzo co odpowiedzieć. Zaraz? Czy on właśnie przeprosił chłopaka, którego podobno tak nie znosił. W dodatku przecież nic mu nie zrobił.
 Malfoy poczuł się równie zaskoczony jak Harry, z tą różnicą, że nie dal tego po sobie poznać. Na twarzy Harrego szybko wymalował się solidny rumieniec. Który pogłębił się momentalnie w chwili gdy pociąg gwałtownie zwolnił przez co obaj chłopcy wpadli na siebie nieoczekiwanie. Gryfon odruchowo objął Draco w pasie.
- Puszczaj mnie Ty .. - Blondyn bezzwłocznie wyszarpnął się z objęć i nie czekając chwili dłużej szybkim krokiem wrócił tam skąd przyszedł.
Harrego zamurowało. Cała ta sytuacja była dość dziwna, ale najgorsze w tym wszystkim było to, że jemu się to spodobało. Zakrył usta w geście jakby chciał powstrzymać odruch wymiotny. Czyżby..?
- Coś nie tak?- za plecami usłyszał głos Rona - pospiesz się. Już dojeżdżamy.
***
Podczas uczty powitalnej niemal nie odrywał wzroku od stołu Slytherinu. A konkretniej od jednego osobnika , który robił wszystko byle na niego nie spojrzeć. No co za..
- Harry, na pewno wszystko ok? Nic nie zjadłeś - Hermiona nie raz,nie dwa zachowywała się jak matka której nie było mu dane  poznać.
- Nie jestem głodny - rozmowę przerwało im melodyjny stukanie łyżeczką o kieliszek. Czas na ponowne wystąpienie dyrektora.
- Moi drodzy! Pragnę wam przedstawić nowego członka kadry, który w tym roku przejmie stanowisko nauczyciela obrony przed czarną magią. Starsi uczniowie zapewne go kojarzą. Profesor Remus Lupin.
Po sali rozbrzmiały szepty. Dumblerdor odczekał chwilę po czym przedstawił zasady panujące w szkole, plany zajęć na jutro i pozwolił im się rozejść do swoich dormitoriów, dodając jeszcze żeby nie siedzieli za długo bo lekcje zaczynają się punkt ósma. A wcześniej przecież jeszcze trzeba zjeść śniadanie.
Blondyn niemal wyleciał z sali jako pierwszy,  za nim ruszył Zabini i reszta Ślizgonów.
- Co zrobiłeś Potterowi? Wpatrywał się w ciebie jak w promocję mioteł - zagadał z sarkastycznym uśmieszkiem gdy tylko znaleźli się na korytarzu.
- Zamknij się - wysyczał przez zęby Dracon.
- Podobasz mu się. Haha, czyżby się w tobie zakochał? - na te słowa blondyn stanął jak wryty, na jego twarzy malował się gniew zmieszany z odrazą. Ręce trzęsły mu się ze złości. Z szybkością światła sięgnął do kieszeni po różdżkę. Blaise zanim się obejrzał znajdował się zaledwie kilka centymetrów od Malfoya, który zawzięcie dociskał różdżkę do szyi przyjaciela. Wszyscy uczestnicy zgromadzenia zamarli.
- Jeszcze słowo - warknął nienawistnie. Trwali tak chwilę, patrząc sobie prosto w oczy. Po czym Draco najzwyczajniej w świecie uciekł szybkim, nerwowym krokiem.
**
"Impreza" w Dormitorium Gryfonów trwała w najlepsze. Piwo kremowe lało się hektolitrami a wszyscy imprezowicze odczuli nagłą chęć zaimponowania innym co takiego interesującego robili podczas tegorocznych wakacji. Nie licząc oczywiście tych którym zabrakło sił aby na dobry początek pozbierać się z podłogi.
Tylko on, Chłopiec-Który-Przeżył nudził się jak mops u boku kolejnej naiwnej uwodzicielki.
Dziewczyna co chwilę szeptała mu do ucha słodkie słówka, jaki to on nie jest dzielny, że podjął się ratunku świata czarodziejów przed okropnym Voldemortem. Tego wieczora irytowało go to jak nigdy dotąd. Co innego mógł zrobić? Los go do tego zmusił. Równie dobrze ktoś inny mógłby zostać tym pieprzonym wybrańcem. Oczywiście, bez mrugnięcia okiem  pomógłby w walce ze złem, ale w tym scenariuszu może udałoby mu się pozostać w śród żywych na trochę dłużej.
-   Podobam ci się  Harry? - Alison wyszeptała zmysłowym głosem, który zamiast ekscytacji seksualnej budził w nim obrzydzenie. Dziewczyna nie była brzydka, wręcz przeciwnie, cieszyła się dużym zainteresowaniem wśród czwarto i piątorocznych. Lecz coś się zmieniło. Nawet Cho, do której przez ostatnie 2 lata, jak to powiedział Ron "ciągnęło go jak do kotki w rui", wydawała mu się zupełnie inna. Dostrzegał w niej coraz więcej wad i niedoskonałości.
- Jesteś naprawdę ładna Alison, ale ja już muszę iść - w kilku susach dotarł do sypialni. Ze skrzyni wyciągnął skrywaną na samym dnie mapę. Nie chciał marnować więcej czasu na szukanie peleryny niewidki więc ostatecznie postanowił iść bez niej. Nie takie rzeczy się już robiło.
Potrzebował się przewietrzyć, pomyśleć. Zatopić na moment w osobistej świątyni dumania.
Przedarcie się przez zamkowe korytarze nie sprawiło mu najmniejszej trudności. Ogólną ciszę mąciły tylko odgłosy dudniącej muzyki dochodzące z Dormitorium Slytherinu. Smells like teen spirit o ile się nie mylił. Hulaj dusza póki Snape nie wkroczy do akcji.
Wychodząc na dwór poczuł ogromne zadowolenie z siebie, że zabrał ze sobą najcieplejszą bluzę jaką posiadał. Nie patrząc na mapę ruszył w kierunku błoni. Był niemal pewny, że o 2 w nocy nie spotka tam żywego człowieka.
Jakieś 200 metrów od jeziora nad którego brzegiem uwielbiał przesiadywać usłyszał podejrzany szelest. To pewnie jedno z wielu magicznych stworzeń zamieszkujących okolicę wybrało się na żer.
Upewnił się, że różdżka spoczywa bezpiecznie w  kieszeni spodni.Wolał trzymać ją w pogotowiu.
Rajd między przeszkodami w ciemnościach nie należał do najprostszych, ale wizja, że tam za rogiem czeka na niego hipogryf, jednorożec bądź inny równie fascynujący stwór dodawała mu motywacji.
Już prawie. Jeszcze kilka kroków. Między liśćmi prześwitywała już blond grzywa. Najciszej jak tylko mógł wychynął z zarośli. Och, ale cóż to? Na brzegu zamiast pięknego rumaka siedział skulony smok.
Nie najgorzej. Chciał podejść bliżej, chciał go dotknąć, chciał na niego patrzeć, obserwować, pożądać.
Ta przedwczesna euforia szybko przyniosła mu zgubę. Z nieuwagi potknął się o wystający z ziemi korzeń.
Obiekt jego westchnień zerwał się na równe nogi. Wyglądał jak przerażona sarenka, zagoniona przez myśliwego w kozi róg. Nie mógł ukryć, że podnieciło go to jeszcze intensywniej.
- Potter - wyrwało się cicho z jego bladych warg.