niedziela, 30 czerwca 2013

Ruki x Reita - pechowiec

Hey. Wreszcie koniec! Nie za wiele tego ale mam nadzieje, ze wywoła pozytywne emocje.
Od jutra wedle życzenia biorę się za opowiadanie Uruha x Kai. A jak na razie uciekam i życzę miłego czytania c:

~*~
Walizki spakowane. Jedzenie dla Korona przygotowane. Yutaka poinformowany. Smycz. Dokumenty zabrane. Ostatnie sprawdzenie bagażu. Wszystko było gotowe a nadal miałem wątpliwości. Jakaś obawa wewnątrz mnie nie dawała się zagłuszyć. Moje pierwsze wakacje od.. Właściwie, ostatni wyjazd na jakim byłem to obóz jeszcze we wczesnych czasach podstawówki. I pewnie by tak pozostało gdyby nie Kouyou. Mój najlepszy przyjaciel, który to całkowicie niedawno wparował do mojego mieszkania z wieścią brzmiącą mniej więcej tak: "Taka, za tydzień wyjeżdżamy do Francji!".
Z początku byłem pewny, że za żadne skarby tego świata nie dam się przekonać, ale jak widać nadal nie znam tego upartego faceta.
 Dzwonek do drzwi obwieścił przyjazd Takashimy.  Cały zestresowany powlokłem się by mu otworzyć.
- Gotowy? - na mój widok na jego twarzy zawitał promienny uśmiech. Skąd on ma w sobie tyle energii?
- Muszę poczekać na Yutake. Ma się zaopiekować Koronem - pociągnąłem go do salonu.
- Daj spokój. Dałeś klucze, nagrałeś się 30 razy na sekretarkę. Temu potworowi nic się nie stanie jak pobędzie trochę sam. - nigdy nie przepadał za moim pupilem, nie wiem dlaczego. Jak można nie polubić tego uroczego psiaka? Wziąłem na ręce obiekt naszej rozmowy. - eh, traktujesz go lepiej niż mnie- zrezygnowany chłopak spoczął w fotelu, który zawsze zajmował przebywając tu.

10 minut później w drzwiach pojawił się zdyszany Tanabe.
- sorki, że tak długo. Musiałem pomóc siostrze w przeprowadzce - wysapał - no  idźcie już, bo spóźnicie się na samolot - Takashima chwycił stojącą pod ścianą walizkę
- Kurna, co ty tam masz?! - zawołał zaskoczony, nie spodziewając się tak dużego obciążenia.
- potrzebne mi to! - lubię mieć wszystko prze sobie, co w tym dziwnego? Nigdy nie wiadomo co może się przydać. Założyłem nowe okulary, buty i wziąłem dużą torbę z bagażem podręcznym.
- moje maleństwo, będę za tobą tęsknić - mówiłem delikatnym tonem, głaszcząc zwierze ostatni raz przed wyjazdem. Nigdy się z nim nie rozstawałem na dłużej niż kilka godzin. Nawet podczas tak małego odstępu czasu nękały mnie myśli z najczarniejszym scenariuszem.
- Nie martw się Takanori, dobrze się nim zajmę - zapewniał mnie, non stop szczerzący się szeroko Yutaka.
Kou musiał na siłę zaciągnąć mnie do swojego samochodu.
- i nie puszczaj go samego! - krzyknąłem przez okno. W odpowiedzi brunet pomachał mi ręką. Czy na pewno słusznie postępuję zostawiając moje maleństwo z tym gościem?
Starszy ruszył. Jakoś nie przepadam za jazdą z nim, chyba od czasu gdy spowodował wypadek. Tamtej nocy wracaliśmy z imprezy na której trochę wypił. Straciłby dumę dając się usadzić na miejscu pasażera. W efekcie zawziętości, nadmiaru alkoholu uderzającego do głowy oraz zapewne kilku innych czynników wylądowaliśmy na rosnącym samotnie przy ulicy drzewie. Resztę nocy spędziłem w karetce, następnie na komisariacie aż w końcu o 5 rano autobusem dotarłem do domu. Niespełna 2 godziny później Takashima  wpadł z wizytą, opakowaniem lodów, setką zmartwień i  rzewnymi przeprosinami.
Oczywiście nie obyło się bez parogodzinnego focha z mojej strony, przez tego idiotę dłuższy czas miałem problemy z kręgosłupem, na szczęście nie było to nic zagrażającego mojemu życiu czy zdrowiu.

 Droga na lotnisko trwała niemiłosiernie krótko, chociaż tyle czasu wystarczyło mi do namysłu.
- nie lecę - oznajmiłem stanowczo, ciągnąc walizkę w stronę najbliższego przystanku autobusowego.
- nie wydurniaj się Taka-chan! - od dzieciństwa tak na mnie mówi. Bywało to irytujące, ale musiałem przyznać, że bardzo urocze.
- Nie chcę! Zostaję! Baw się dobrze! Paa! - na moje szczęście właśnie podjechał mój transport, wraz z bagażem szybko wpakowałem się do środka.
Odjeżdżając zerknąłem na tylną szybę, widok jaki ujrzałem wywołał we mnie smutek. Zawiodłem przyjaciela. Zepsułem mu urlop którego tak pragnął. Zmuszając mnie do czegoś nie mógł osiągnąć nic pożądanego. W ten sposób próbowałem zagłuszyć wyrzuty sumienia.
16 przystanków i znalazłem się w dzielnicy którą to jak wmawiam sobie od 2 lat 'zamieszkuję jedynie tymczasowo', mieszkanie może nie było pokaźnych rozmiarów ale za to okolica spełniała moje wszelkie oczekiwania. Cicha, spokojna okolica, dobra komunikacja i wbrew pozorom nie tak daleko do centrum. Z samego rana wybiorę się po moje kochanie. Mam nadzieje, że bezstresowo przetrwa noc z tym draniem.

Po otwarciu drzwi natychmiastowo udałem się do sypialni, dzień w pracy i przygotowania do felernej  podróży kompletnie mnie wykończyły.
Przebrany w czarną bokserkę z białym napisem 'MELT' i piłkarskie spodenki w tym samym ubarwieniu wsunąłem się pod miękką kołdrę i niemal natychmiastowo odpłynąłem do sennej krainy Morfeusza.

Za oknem panował nieprzenikniony mrok, obudzony niezidentyfikowanym odgłosem dobiegającym z salonu, niespełna rozumnie opuściłem wygodne posłanie i jak najciszej na palcach udałem się w miejsce skąd dochodziły ów odgłosy. Nie potrzebuję specjalistycznych kwalifikacji z dziedziny fonetyki by stwierdzić, że coś a raczej ktoś w tym momencie bezkarnie buszuje w moim mieszkaniu. Osoba ta musiała być poinformowana o moim wyjeździe. Moje podejrzenia padały na Yuu, dobrego znajomego Kou i Yutaki, posługiwali się nim (a zwłaszcza ten drugi) gdy trzeba było coś przynieść, zanieść, wynieść. Ogólnie rzecz biorąc w sprawach banalnie prostych a wyjątkowo nielubianych w kwestii wykonawczej. Co do osoby pana Shiroyamy, nie przypadliśmy sobie do gustu. Od pierwszego spotkania, później było już tylko gorzej. Wzajemne oskarżenia, kłótnie, były w tej relacji na porządku codziennym.
Moją obecność ujawniło głośne skrzypnięcie podłogi. Odgłosy rozgardiaszu momentalnie ucichły. Stoję jak sparaliżowany. Powolnie zaczyna ogarniać mnie strach. 3 kroki ciężkich butów, najprawdopodobniej glanów. Wstrzymuję oddech. Dociera do mnie jaką głupotę popełniłem. Lepszym rozwiązaniem byłoby od razu powiadomić policję. Niestety już stanowczo za późno. Kolejne 2 głośne kroki i stanąłem oko w oko z włamywaczem. Blondynem ubranym w kurtkę moro. Znakiem szczególnym było coś przypominającego bandaż zakrywający nos. W prawej ręce trzymał sportową torbę marki Nike, zaś w lewej odbijający promienie księżyca nóż.
Na mój widok, szybko zerwał się z miejsca i nim zdążyłem zareagować jego twarz znalazła się zaledwie kilka centymetrów przede mną. Głuchą ciszę zakłócało jedynie zdecydowanie za szybkie bicie serca.
- co mały, taki wścibski jesteś? - jego głos wywołał we mnie dreszcze. Nogi mam jak z waty. Czuję, że jeszcze moment a odmówią mi posłuszeństwa. - może byś łaskawie kurwa odpowiedział, jak coś do ciebie mówię, hę?
- to chyba ty powinieneś się tłumaczyć co robisz w moim mieszkaniu? - napadł mnie krótkotrwały przypływ odwagi. Próbowałem wychwycić położenie telefonu, niestety nie znalazłem go w zasięgu wzroku.
- Masz jakiś pomysł co mam z Tobą zrobić? - ignorując moją wypowiedź, rzucił kolejne pytanie. To oczywiste, że każdy odpowiedziałby "nic nikomu nie powiem tylko nie rób mi krzywdy"., "weź co tylko chcesz" Nie mógł zaleźć nic cenniejszego od kilku srebrnych bransoletek, pierścionków i naszyjników z części kolekcji której postanowiłem nie zabierać. Reszta leżała starannie ukryta na dnie walizki.. Zaraz! Co ja z nią zrobiłem?!
Nie otrzymawszy upragnionej odpowiedzi, odrzucił torbę i z całej siły chwytając za szyję przywarł mną do ściany. Zaciśnięta dłoń utrudniała mi złapanie oddechu w efekcie czego zacząłem się dusić.
- Trochę się zabawimy - ciepły, cuchnący alkoholem oddech oplatał moją twarz.
- Puść - czuję jakbym w gardle miał wielką gulę.
- Błagaj - szepnął wprost do mojego ucha, przygryzając małżowinę. Wyrywam się, szarpię, próbuję kopać, na próżno. Moja bezradność go bawi. Wolną rękę wsuwa w moje spodnie, przesuwa ją do mojej męskości.
- Puszczaj!! Proszę! - krzyczę jak najgłośniej, mając złudną nadzieję, ze ktoś mi pomoże. Dawno zdążyłem zafundować sobie nie najlepszą opinię wśród sąsiadów. Liczne imprezy niezażądane przez Kouyou, nocne hałasy, krzyki, głośna muzyka, nieciekawi goście często przebywający na korytarzu, mógłbym tak wymieniać jeszcze przez długi czas. Po kilku interwencjach policji, nie mających wielkiego wpływu, spotkało mnie kilka niemiłych niespodzianek w formie listów i petycji dotyczących mojej osoby, kiedy nawet to nie zadziałało, bezsilnie się poddali.
Zaczyna przesuwać dłoń w górę i dół, szarpię się jak tylko mogę, co jedynie pogarsza sytuację.
- Nie wyrywaj się, bo będzie bolało- szepnął z nutą zmysłowości, przyspieszając drażniące ruchy.  Na swój sposób jest to podniecające, dla pewnej grupy ludzi.
Z największym trudem udało mi się wyrwać z objęć blondyna. Adrenalina przepływająca przez moje żyły dała mi siłę do podjęcia ucieczki. Jak najszybciej rzuciłem się w stronę drzwi. Czego mogłem się po sobie spodziewać? Fakt, faktem zawsze byłem pechowcem, więc i tym razem zamiast w bezpiecznym miejscu skończyłem na podłodze w dodatku cały obolały. Kuląc się z bólu, chwyciłem za głowę, obraz przed oczyma przez moment rozmazywał się i wirował. Potrzebowałem zwiększenia koncentracji by w końcu mógł się wyrównać.
- To nic nie da mały - klęka, blokując mnie biodrami. Ręce powracają w to samo miejsce. Nie słucham, nadal próbuję uciec, krzyczę, proszę, wyrywam się. Na marne. Ta bezradność z początku wywołuje we mnie wściekłość, podsycającą  starania. Kiedy i to nic nie dało z moich oczu zaczynają spływać pierwsze łzy.
- Tak, właśnie tak, płacz - wyszczerzył się szeroko, zaczynając ściągać ze mnie ubrania.
Głośnie szlochy połączone z urywającymi się krzykami rozbrzmiewają w całym mieszkaniu. Wołanie na pomoc nie ma większego sensu, błaganie go również nie przyniesie oczekiwanego efektu, pozostało mi modlić się żeby ten koszmar skończył się jak najszybciej.
Żebra bolą mnie od płaczu, resztki sił upływają ze mnie z zabójczą szybkością. Rozpina rozporek czarnych bojówek.
- błagam - powiedziałem ostatni raz, zamykając oczy. W moim wyobrażeniu nie minęła sekunda a już czuję jak wsuwa się we mnie, aż do samego końca. Jak najmocniej.
Z mojego gardła wydziera się rozpaczliwy okrzyk. Paraliżuje mnie niemiłosierny ból, stopniowo zwiększający się gdy zaczyna się we mnie nierówno poruszać. Robi to brutalnie i chaotycznie, żeby zadać mi ból i równocześnie się zaspokoić.
Niemal całkowicie ze mnie wychodzi jedynie po to by z większą siłą ponownie wsunąć się głębiej.
Ból zwiększa fakt, że ostatnimi czasu żyłem w całkowitej abstynencji.
Kolejne kilka pchnięć i spuszcza się we mnie. Na przekór mnie, nie wychodzi od razu. Drażni się ze mną chwilę, wywołując kolejne krzyki i jeszcze większy ból. W końcu wycofuje swoja męskość i wstaje.
Bez słowa kieruje się do salonu. Słyszę dźwięk pakowania. Zabiera nie tylko swoje rzeczy i opuszcza moje mieszkanie.
Całkowicie pozbawiony sił leżę na zimnej posadzce. Ból rozprowadza się po całym  klejącym się od mieszaniny łez, potu i spermy ciele. Czuję się jak zwykła dziwka. Staram się jak najszybciej wyrównać płytki, urywany oddech.
Ludzie wykorzystują jedynie marne 10% swoich możliwości fizycznych, próbuję sięgnąć do rezerw, żeby wstać. Po kilku nieudanych próbach poddaje się. Leżę w bezruchu, nie mam nawet siły by płakać, łzy bezwładnie spływają po moich policzkach i bezgłośnie skapują na podłogę.

Nie wiem jak długo tak trwałem. Udało mi się podnieść. Podpieram się o ścianę i krzywiąc się z bólu wywołanego nawet najmniejszym ruchem. W powolnym tempie udaje się do łazienki by zmyć z siebie resztki nasienia.
Odkręcam wodę i od razu upadam. Zimny strumień płynący z prysznica obmywa moje ciało. Minuty mijają, aż przeradzają się w godzinę. Dawno zdążyłem to z siebie zmyć a nadal czuję się brudny.
Zrozumiałem, że dalszy prysznic nie zmieni mojego samopoczucia. Zapragnąłem jak najszybciej ponownie znaleźć się w łóżku.
Resztkami sił doszedłem do sypialni i bezwładnie runąłem na łóżko. Przez myśl przepłynęło mi żeby skontaktować się z Kouyou, nie żeby opowiedzieć mu co przed chwilą miało miejsce, po prostu chcę usłyszeć jego głos. Lecz równie szybko zrezygnowałem, po tonie od razu by poznał, że coś jest nie tak. Nie chcę psuć mu wymarzonego wyjazdu.
Muszę zasnąć. Obudzić się rano z krzykiem i stwierdzić, że całe nocne zdarzenie to jedynie niemający prawa bytu sen.

środa, 26 czerwca 2013

Info.

Ostatnio nie mam weny ._. 
Komentarze mogły by mi pomóc ; - ; 
Więc bardzo proszę. Podobało się? Pozostaw kilka miłych słów :3 
Pomóżcie biednemu chłopcu uwierzyć w ludzi.
W gruncie rzeczy mam nadzieje, ze mój kolejny twór pojawi się wkrótce i będzie lepszy niż poprzedni.
Trzymajcie się i komentujecie <3
~ Warumono.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Ruki x Reita - przypadek 2/2

[Reita]
Na powitanie obudził mnie pulsujący ból głowy, musiałem za dużo wypić, mam słabość do alkoholu i gdy już zacznę pić ciężko mnie powstrzymać. Z trudem zmusiłem się do otwarcia oczu, przez przerwy w żaluzjach do pomieszczenia wpadały zimne promienie słoneczne. Leżę w łóżku mogącym spokojnie pomieścić 3 osoby. Zamarłem, przy moim boku spał całkowicie nago wokalista, tulący się szczelnie do mojego ramienia. Moje obawy się potwierdziły, też nie miałem nic na sobie.
- o kurwa.. AAA!!! -  Mój krzyk obudził współtowarzysza. Malec spojrzał na mnie zaspanym wzrokiem, nie fatygując się zabrać dłoni - co się stało Akiś? - ziewnął. Zaistniała sytuacja nie wywarła w nim najmniejszego zdziwienia. Przysunął się bliżej.
- jak się spało? - zamruczał prowokująco.
- łeb mi pęka. - odsunąłem się.
- oh nie dziwię się, znowu za dużo wypiłeś- rękoma oplótł moją szyję. - chcesz kawy? - powiedziawszy to  przylgnął ustami do mojego czerwonego policzka. Jego usta były delikatne jak kobiece. Odskoczyłem od niego jak oparzony.
- my... Pieprzyliśmy się?! - wydukałem.
- nie pamiętasz? - w jego głosie wyczułem smutek - nie pamiętasz jak powiedziałeś, że też mnie kochasz?! Że bałeś się o tym mówić?! Kurwa jestem zbyt głupi, na chuj słucham jebanego pijaka - warknął, wybiegając do łazienki. Skłamałbym mówiąc, że jego ciało w pełnej okazałości nie przykuło mojego wzroku.
Co ja narobiłem? Miałem okazję przelecieć pociągającą dziewczynę, a zamiast tego z niewiadomych przyczyn wylądowałem  w łóżku z przyjacielem. Chwila, czy on właśnie powiedział 'też mnie kochasz' ? Ubrałem się, zabrałem wszystkie swoje rzeczy i bez słowa wyszedłem z pokoju.
[Ruki]
Jak mogę być tak tępy. Nawet dzieciak by w to nie uwierzył. Wykorzystałem okazję by móc go w sobie poczuć, a mój tępy mózg dopisał sobie całą resztę. Uderzyłam z pięści w drzwi. Nie przestawałem powtarzać czynności póki skóra na ręce n zrobiła się czerwona i zaczęła boleć.
[ Reita]
Nie mogłem zapomnieć słów wokalisty, panicznie próbowałem przypomnieć sobie choć najmniejszy fragment minionej nocy. Do stolika przy którym siedziałem dosiadł się Uruha.
- Uu zaszalało się bracie- wziął łyka aromatycznej kawy.
- A gdzie podziałeś Aoia? - starałem się zmienić temat.
- jeszcze śpi. W nocy trochę go pomęczyłem - uśmiechnął się niewinnie. Wywróciłem oczyma i bezwładnie położyłem głowę na stole.- mów co cię gryzie, bo wiedzę, że coś jest na rzeczy.
- po pijaku przespałem się z Rukim Wydaje mu się, że to coś więcej- nie dałby mi spokoju, w sumie potrzebowałem teraz rozmowy. Swoim piciem, mogłem rozbić zespół.
- Serio? Akira, tylko szczerze, jakie konkretnie emocje cię ogarniają, kiedy o tym myślisz? - Takashima interesował się psychologią, swoje nauki testował akurat na nas. Od kiedy go znam stara się wszystkim pomagać. To miłe, że jeszcze egzystują tacy ludzie.
- bo ja wiem - zastanowiłem się, przeżyłem szok uświadamiając sobie, że wcale nie czuję obrzydzenia. Wspomnienie nagiego ciała wokalisty wzbudziło we mnie przyjemny dreszcz - powiedzmy, że jest to ... Neutralne?
Jego usta wykrzywiły się ku górze - Akira, nie oszukuj samego siebie. Troszczysz się o niego, martwisz. Niby wszystko co robi przyjaciel, ale przynajmniej mógłbyś spróbować go uszczęśliwić. Jak nie wyjdzie to trudno, nie możesz się dusić. Posłuchaj mojej rady, proszę.
Jestem bi? Co mi szkodzi posłuchać najlepszego przyjaciela. Od liceum, dawał mi świetne rady, dzięki niemu    moje życie nabrało kolorów. To on przekonał mnie do założenia zespołu, opuszczenia rodzinnego miasta i umówienia się z Lindą.
- pogadam z nim - wstałem od stołu, zabrałem 2 kubki kawy i kawałek ciasta czekoladowego.
Stał przy zasłoniętym oknie, przez szparę przepuszczającą słońce obserwował krajobraz.Nie zdążył się ubrać. Podszedłem do niego od tyłu - Taka, posłuchaj. Przepraszam. Za ostro zareagowałem. Po prostu był to dla mnie niezły szok. Głupio wyszło. Zraniłem twoje uczucia. - objąłem go lekko w pasie. - wybaczysz mi?
Obrócił się żeby spojrzeć mi w oczy - Chyba też powinienem cię przeprosić Nie powinienem od razu krzyczeć. Nie twoja wina. Zapomnijmy o tym, co? - zmuszał się do wypowiedzeniowa tych słów.
- Nie chcę zapomnieć nocy z tobą której w ogóle nie pamiętam. Opowiedz mi jak było. Byłem dla ciebie wystarczająco dobry?
- Wystarczy ci, że powiem wspaniale?
- jak na razie wystarczy- uśmiechnąłem się, mierzwiąc jego rozczapierzone blond włosy. - ubierz się, co? - powiedziałem jak do dziecka. W odpowiedzi posłał mi prowokujące spojrzenie i machając tyłkiem poszedł do łazienki.
Wracasz. Dlaczego nie mogę oderwać od ciebie wzroku? Masz na sobie bluzkę którą ci podarowałem na zeszłoroczne święta. Nie sądziłem, że nadal ją masz a tym bardziej, abyś brał ją na wyjazd. Gdy tylko ją zobaczyłem w sklepowej wystawie od razu pomyślałem o tobie. Pasuje idealnie. Ogarnij się Rei!

Podszedłem do wokalisty, podałem mu kubek kawy, która dawno zdążyła wystygnąć. i ciasto.
Usiadł na łóżku, zakładając nogę na nogę, przyciągnął mnie do siebie. Zaskoczony nie zdążyłem zareagować i runąłem niemalże prosto na niego, prawie rozlewając napój.
Milczymy. Cisza staje się nieznośna, odczuwam silne pragnienie jej przerwania, ale tego nie robię. Trudno mi cokolwiek powiedzieć. Muszę sobie wszystko starannie poukładać.
- jedz - rzuciłem, dla maksymalnego przedłużenia czasu. Staram się na niego nie patrzeć. O dziwo posłuchał i zajął się wchłanianiem aromatycznego posiłku. Mała niezdara musiała się ubrudzić bitą śmietaną. Delikatnym, niepewnym ruchem starłem krem z jego nosa. Natychmiastowo przybliżył się do mnie. Odległość między nami nie była większa niż centymetr. Nie czekając na moją reakcję, złączył nasze usta w pocałunku. Jego ciepłe, aksamitne wargi przed chwilę, zdającą się trwać wieki nie wykonały najmniejszej czynności. Spokojnie trwając w miejscu.
Przez myśl przemknęły mi słowa Kouyou. Co może się stać? Tak, zrobię to. Pogłębiłem pocałunek.
Malec rozchylił lekko wargi, pozwalając mi wsunąć język do ich wnętrza. Połączył go z własnym w chaotycznym tańcu.
Jego małe dłonie oparły się o mój tors. Pospiesznie zaczęły się przesuwać to w dół to w górę. W końcu wsunęły się pod materiał koszulki, podwijając ją ku górze. Szybko się jej pozbył.
[Ruki]
Moje serce waliło jak szalone. Dalej był niespełna  rozumu? Trudno, nie powstrzymam się. Chce go poczuć w sobie. Teraz. Zabrałem się do rozpinania paska przyjaciela. Ulżyłem mu tym, ubranie powoli robiło się za ciasne.
Tak na ciebie wpływam Rei? Urocze.
Równie szybko sam zostałem w samych bokserkach. Jego usta znalazły się na mojej szyi, wywołując tym przyjemny dreszcz. Ogarniała mnie paląca fala gorąca, moje ciało było rozgrzane do czerwoności. Być może basista nie był obdarzony wybitną inteligencją ale za to jak całował. Nie do porównania. Silna dłoń znalazła się na moim podbrzuszu, usta powolnie zjeżdżały w dół.
[Reita]
Zjechałem ustami na delikatną klatkę, wyginającego się i coraz głośniej stękającego partnera.
- nie baw się tyle - wyjęczał, poganiając mnie. Najwolniej jak się tylko da przesunąłem dłonią na jego krocze, wywołując tym kolejny rozkoszny jęk.
Podsunąłem mu 2 palce do ust.
- n-nie chcę - zaprotestował
- ale będzie bolało.
- nie pierdol tylko mnie pieprz! - jak zwykle uparty, co ja poradzę? Nic.
W momencie gdy wsunąłem się w niego do samego końca z gardła wokalisty wyrwał się krzyk na tyle głośny, że reszta zespołu zakwaterowana w pokojach na drugim końcu korytarza wraz z resztą gości spokojnie mogła go usłyszeć.
Począłem się w nim poruszać. Zamknąłem usta młodszego pocałunkiem, tamując tym wydobywającą się z nich fale jęków.
Wyginał się blokowany ciężarem mego ciała, odchylając głowę w tył. Postanowiłem przyspieszyć tepa uprzedzając jego błagania.
Kolejny głośny krzyk w momencie gdy natrafiłem na jego prostatę.
- Akira! - po chwili doszedł, wykrzykując moje imię. Następne trzy pchnięcia później sam spuściłem się w jego wnętrzu. Dysząc ciężko wyszedłem z niego i opadłem wykończony na łóżko. Pomimo zmęczenia ogarniało mnie wspaniałe uczucie. Objąłem blondyna ramieniem. Chłopak sprawiał wrażenie nieobecnego, jakby zdarzenie sprzed chwili nadal trwało. Dopiero po chwili wrócił na ziemie, kładąc głowę na moim torsie.
- Reita.. - zaczął cicho, głosem upodabniającym się do niewinnego dziecka. Zabawne, na scenie zachowywał się jak zboczony perwers, chociażby poprzez posuwanie statywów, barierek i nie wiadomo co  jeszcze padło ofiarą krocza malca. Za to będąc ze mną sam na sam często wymuszał coś słodkim uśmieszkiem. Chociaż bywało to irytujące to muszę przyznać, że brakowało mi tej słodkości.
- słucham?
- kocham cię - szepnął mi do ucha, przygryzając je lekko.
- ja ciebie też - słowa same wyrwały się z mojego gardła. Nie, to nie z gardła lecz prosto z serca. Umysł już się nie liczy. Musiałem kompletnie zwariować chcąc spędzić resztę życia z tym małym wariatem.

 ~.~
To już niestety koniec, ale zaczynam pracę nad kolejnym opowiadaniem Reituki c:

czwartek, 20 czerwca 2013

Ruki x Reita - przypadek 1


[Ruki]
Po koncercie, pożegnaniu z fanami i podziękowaniu wszystkim za kolejne wspaniałe chwile do zapamiętania,  jako pierwszy zszedłem ze sceny. Pierwszą czynnością którą wykonałem było pochwycenie butelki z wodą. Jednym łykiem  opróżniłem ponad połowę jej zawartości.
- no chłopaki, dobra robota. - pochwalił nas menadżer.
- no a jak - roześmiał się Kai.
- przebierajcie się i ruszamy do Osaki- odwrócił się i opuścił pomieszczenie, zostawiając nas samych.
Spojrzałem po przyjaciołach. Aoi i Uruha śmiali się z czegoś, znów się do siebie klejąc. Ta dwójka od niedawna powoli zaczynała działać mi na nerwy. Rozumiem, są razem, kochają się, no ale na miłość boską nadal jesteśmy w pracy!
Przeniosłem wzrok na Reite, jednakże szybko zrezygnowałem. Chłopak stał pół nagi, łapczywie pijąc napój energetyczny. Jego zgrabnie wyrzeźbione ciało świeciło się od potu. Poszedłem do drzwi. Co się ze mną dzieje?
- Taka, gdzie idziesz? - rzucił za mną perkusista.
- zapalić - odburknąłem, Wyszedłem przed budynek, na przeciwko znajdował się mały sklep. Kupiłem w nim paczkę Marlboro Menthol Light. Wyciągnąłem z niej jednego papierosa, odpaliłem i zaciągnąłem się porządnie. Po chwili wypuściłem z ust chmurę szarego dymu.
[Reita]
Na pożegnanie dodałem kilka słów od siebie i zniknąłem za kulisami.
- no chłopaki, dobra robota. - usłyszałem słowa menadżera,
- no a jak - na ustach lidera widniał szeroki uśmiech. Podziwiam tego gościa, ledwo stoi na nogach na emituje od niego niezwykła energia. Zawsze gdy ma problemy zwalcza je promiennym uśmiechem.
- przebierajcie się i ruszamy do Osaki- bez wahania go posłuchałem i zrzuciłem z siebie górę stroju. Zerknąłem na Ruksa, przyglądającemu się naszej zespołowej parze. Mam wrażenie, że  ostatnio  mnie unika. Stał się jakiś milczący, jakby zamknięty w sobie.
- Taka, gdzie idziesz? - głos Kaia zmusił mnie do spojrzenia w stronę drzwi.
- zapalić -Maleństwo się złości. Dotarło do mnie, ze praktycznie nie wiem nic o jego życiu prywatnym.
- Też to zauważyliście? - westchnął Uru, obejmując Shiroyame.
- hę?
- małego Rukiego coś gnębi - najsłabszym punktem wokalisty były komentarze na temat jego wzrostu,  dlatego też staraliśmy się nie mówić tego w jego obecności.
- może się zakochał ? - zasugerował Tanabe - hmm ciekawe co to za dziewczyna, znając gust Chibi-chana musi być wyjątkowa.
- Ruki to pedał - tylko ja i perkusista byliśmy normalni w tym domu wariatów. Nie no, nie mam nic do homoseksualistów, Właściwie to nawet kiedyś eksperymentowałem jak to jest z mężczyznami, nie wyszło.
- fakt. Same cioty - zaśmiał się Kai żartobliwie. Obaj akceptowaliśmy orientację przyjaciół. Doskonale o tym wiedzieli.
- no dzięki- starszemu gitarzyście na szczęście nie  brakowało poczucia humoru i dobrze zinterpretował wypowiedź Yutaki.
- Akira, sądzę, że powinieneś  pójść z nim pogadać- Takashima rozczesywał swoje lśniące, rudawe włosy.
- Że ja? - burknąłem.Szkoda mi było tego dzieciaka, ale ewidentnie dawał mi do zrozumienia, że nie chce mieć ze mną do czynienia. Więc nie chcę się wtrącać wbrew jego woli.
- Zaufaj mi.
- jebnij jeszcze tekstem typu "kobieca intuicja' - chwyciłem bluzę. Na dworze było zimno, nie ma się co dziwić. Uroki póżno listopadowych nocy.
Szybko odnalazłem wokalistę wzrokiem. Nawet się nie przebrał, znów się przeziębi i znów pali. Podszedłem do niego od tyłu i zarzuciłem mu własną bluzę na ramiona.
- nie pal krasnalu - w mgnieniu oka obrócił się o 180 stopni i obdarzył mnie piorunującym spojrzeniem.
- bo ?- mruknął
- nie będziesz w stanie śpiewać - wyjaśniłem spokojnie, sam nie byłem święty. Wyglądał tak uroczo, ze aż uśmiech sam zawitał na moje usta.
- co się tak szczerzysz? - rzucił niedopałek na ziemie.
- Rusz dupę i idź się ogarnąć - pogoniłem bachora, popychając go do klubowych drzwi.
- nie dotykaj mnie - odwarknął
[Ruki]
- Rusz dupę i idź się ogarnąć - przez materiał bluzy poczułem jego dłoń między łopatkami. Przeszył mnie lekki dreszcz. W głębi siebie błagałem by nie wyczuł mojej reakcji.
- nie dotykaj mnie - wypowiedziałem wbrew sobie, oddałem mu okrycie i wróciłem do garderoby.
Wszyscy byli już dawno gotowi i zajmowali się pakowaniem  sprzętu.
- pospiesz się do cholery Matsumoto! - nasz menadżer łatwo dawał się wyprowadzić z równowagi. W szczególności przeze mnie. Na każdym kroku zawodziłem, razem z Kaiem niemal  codziennie się na mnie wydzierali. Niedawno nawet pojawił się temat zmiany wokalisty. Jednak szybko został zamknięty, reszta zespołu jednogłośnie oświadczyła, że Gazette to Reita, Uruha, Aoi, Kai i Ruki. Nikt więcej. Nikt mniej. Albo gramy razem albo wszyscy odchodzimy.
  Sceniczną kreację zamieniłem na czarne rurki, rozciągniętą koszulkę z logo Nirvany i czerwone Conversy. Takie same nosiłem będą w liceum. Zapakowałem swoje manele i wsiadłem do stojącego na tyłach budynku autobusu.
- dobra, mamy problem. Klub w ostatniej chwili oznajmił, że nas nie przyjmie. Mamy 2 dni wolnego, więc zatrzymujemy się dziś w hotelu w Sakai- Kai specjalnie podniósł głos, aby wszyscy go wysłuchali.
- genialnie - Aoi powinien się cieszyć, że będzie mógł spędzić więcej czasu sam na sam z Kouyou.
Nie, nie było genialnie. Zawiedliśmy naszych fanów, nie zależało to od nas, ale zawiedliśmy .  Po drugie, więcej wolnego czasu = więcej wolnego czasu z Reitą. Sprzeczności we mnie biły się o zwycięstwo. Chciałem być jak najdalej, nie musieć go widzieć, a jednocześnie znaleźć się w jego silnych objęciach. Móc usłyszeć bicie jego serca, sprowokować go do działania. Stop Ruki! Nie myśl tak! Koniec tego dobrego, debilu, myślący o tym o czym wyjątkowo nie chcesz myśleć. To brzmi lepiej. Zamknąłem oczy.
[Reita]
Takanori siedział kila rzędów za mną, postanowiłem kolejny raz podjąć próbę rozmowy. Dopiero gdy znalazłem się koło niego zauważyłem, że śpi z policzkiem przyklejonym do zaparowanej szyby. Wyglądał wyjątkowo spokojnie. Lekko drżał. Odruchowo przykryłem go kocem, co nie obyło się bez komentarza.
- Proszę, proszę. Książę odnalazł swoją śpiącą królewnę - zachichotał młodszy gitarzysta.
- nie chcę, żeby później marudził- zmieszałem się. Uruha dobrze wie, że wolę laski Duże cycki, zgrabne, długie nogi, płaski brzuch i jędrne, seksowne pośladki. Chodzący ideał. A Ruki? Już pomijając fakt, że jest facetem o delikatnej, dziecięcej urodzie, to wciąż trochę odbiega od tego opisu. Muszę przyznać ma swoje uroki. Uroczy, nieznośny dzieciak. Gdy nie śpi zazwyczaj zamienia się w prawdziwe diablątko. Wszędzie go pełno. Nigdy nie byłem u niego w domu. Mieszka na drugim końcu miasta, na przedmieściach. Podobno bardzo spokojna okolica. Z opowieści Yutaki dowiedziałem się, że w całym mieszkaniu panuje bałagan niemożliwy do opisania.
Między fotelami odnalazłem kilka batonów, zakupionych jeszcze w Tokyo.
[ Ruki]
- Matsumoto! - ktoś mną potrząsnął, wywabiając z krainy snów. Otworzyłem niechętnie oczy, jeszcze nie w pełni przytomnie uśmiechnąłem się na widok nachylającego się nade mną basisty. Zdziwiony pociągnął mnie z autobusu. Na ramieniu niósł 2 torby, większa była moją.
- możesz mi powiedzieć, co z tobą nie tak? - rozpoczął rozmowę, w końcu musiała się kiedyś zacząć.
- nic - a co mam ci debilu powiedzieć? Że zakochałem  się w przyjacielu, koledze z zespołu i świetnemu basiście w jednej osobie? Chciałbyś to usłyszeć?
- czyżby?
- taa kurwa!
- nie denerwuj się tak, po prostu czuję, że mnie unikasz. Jesteś smutny. Martwię się o ciebie. - martwisz się? O mnie? Serce mi zamarło, to jedynie kilka słów, w dodatku nie wiadomo czy wypowiedzianych szczerze, jeżeli nawet to nie z oczekiwaną przeze mnie intencją.
- i tak nie zrozumiesz ćwoku - odwróciłem wzrok.
- ej mały jak mam spróbować jak nie chcesz mi o niczym powiedzieć.
- a wiesz jak to jest kochać kogoś, kogo nigdy nie będziesz mógł mieć. Cierpieć codziennie widząc tą osobę. Dobrze zdając sobie sprawę, że to uczucie nie ma prawa do istnienia ?! - wypaliłem zirytowany. - zresztą zapomnij - dopowiedziałem, nim zszokowany chłopak cokolwiek odpowiedział zniknąłem za drzwiami pokoju 313.
[Reita]
 - i tak nie zrozumiesz ćwoku - mówiąc to, wyglądał jeszcze marniej. Nie wiem dlaczego miałem ochotę go przytulić.
- ej mały jak mam spróbować jak nie chcesz mi o niczym powiedzieć.- powiedziałem spokojnie, nie mogąc oderwać od niego wzroku. Z trudem powstrzymywałem pokusę. Takiego mogłem go nawet przelecieć.
- a wiesz jak to jest kochać kogoś, kogo nigdy nie będziesz mógł mieć. Cierpieć codziennie widząc tą osobę. Dobrze zdając sobie sprawę, że to uczucie nie ma prawa do istnienia ?! -krzyknął, wystarczająco głośno by reszta gości mogła usłyszeć, miałem wrażenie, że zaraz wybuchnie płaczem. Nigdy nie widziałem go płaczącego, wstydził się własnych łez. - zresztą zapomnij - zamurowało mnie. Czyżby chodziło mu o .. mnie?
- Ruki.. - szepnąłem, w niezłym szoku wlepiając wzrok w hotelowe drzwi. Ciągle trzymałem jego torbę. Zapukać? Oddać mu ją teraz? Osobiście? Nie chce mnie widzieć, a ja nie chce go wkurzać.
[ Ruki]
Z hukiem runąłem na ogromne, dwuosobowe łóżko Z moich oczu bezwładnie popłynęło kilka gorzkich łez. Akira dlaczego jesteś tak ślepy? Chciałbym żebyś tu teraz był, żebyś o wszystkim wiedział. Nie potrafię tego wypowiedzieć, boję się.
Myśl o nim spowodowała obfitszy potok łez.
Chcę poczuć twoje przyjemne ciepło, wtulić się w nie z całej siły i trwać tak do samego końca cokolwiek by  się działo. Pragnę Cię.
[ Reita]
Po kilku nieudanych próbach odnalazłem pokój lidera, po drodze widziałem niezłą laskę, chyba wybierała się do baru.
- Akira? Co tu robisz? - w pasie był owinięty hotelowym ręcznikiem, mokre włosy opadały mu na oczy a w ustach trzymał szczoteczkę do zębów.
- przecież mieszkamy razem głąbie - po jego reakcji nie bylem pewien.
- masz pokój z Rukim, jak zwykle mnie nie słuchałeś - oparł się o futrynę drzwi.
- Co?! Jak to?! Nie mogę zostać tu?! Kai, no kurwa weź! Dobrze wiesz, że ma do mnie jakieś wąty! - wrzasnąłem.
- Przykro mi, nie mam ochoty z Tobą spać - uśmiechnął się złośliwie - tak lepiej, będziecie mogli to sobie wyjaśnić.
- tak właśnie można na ciebie liczyć stary - wyszedłem trzaskając za sobą drzwiami.
Wróciłem pod drzwi pokoju który miałem dzielić z maleństwem. Postanowiłem, że zostawię rzeczy i pójdę na dół. Może uda mi się poderwać tą dziewczynę. Ostrożnie wszedłem do środka. Wokalista leżał na łóżku, odwrócony twarzą w drugą stronę, pewnie spał.
Odłożyłem torby, przykryłem go kołdrą i na palcach wyszedłem.
Zamówiłem butelkę wódki, blondynka siedziała przy stoliku koło wyjścia na taras.
- mogę się przysiąść? - uśmiechnąłem się.
- eee? A, tak, jasne.
Zająłem miejsce naprzeciwko niej - Co taka dziewczyna jak ty sama robi w tym  miejscu? - rozpocząłem rozmowę, w końcu byłem w swoim żywiole.
- to i owo - odparła tajemniczo, sącząc kolorowego drinka. Zainspirowało mnie to do otwarcia półlitrówki.
- chyba, że właśnie zająłem miejsce jej faceta.
- nie pomyłaś pan, że jest singielką?- mocny makijaż podkreślał jej kasztanowe oczy, całość dopełniały pomalowane na ostrą czerwień usta.
- tak piękna kobieta, pewnie nie może odpędzić się od mężczyzn.
- czeka na tego jedynego. I chciałaby poznać pańskie imię.
- Akira - wziąłem kolejnego z kolei łyka alkoholu.
- Naomi. - wyszeptała wprost do mojego ucha.
[Ruki]
Musze się przejść. Zszedłem na dół, przez szklaną szybę, oddzielającą hol od baru zauważyłem Suzukiego siedzącego w towarzystwie klejącej się do niego kobiety. Co za dziwka. Dlaczego mu się to podoba?  Widok wzbudzał we mnie zazdrość.  Nie mogłem dłużej na to patrzyć, wybiegłem na dwór, biegłem przed siebie póki zmęczenie nie wdało się we znaki.
Dlaczego zabolało? Dalej nieświadomie się łudzę?
Opadłem na parkową ławkę i odpaliłem papierosa. Zakryłem twarz dłońmi. Jestem beznadziejny.