poniedziałek, 2 listopada 2015

Słodko-słony cios R2




Mam już jeden nóż w plecach
i nie ma tam miejsca
na następny.
Ja przyszedłem się kochać .
Odpada dylemat:
Kawa-herbata. Ja
Przyszedłem się kochać
przyszedłem tu umrzeć



- Potter
Strach na jego bladym obliczu sprawnie przerodził się w grymas niezadowolenia.
- Śledziłeś mnie ?- burknął ozięble.
- Chciałbyś -  odparł bez zastanowienia, drobnymi kroczkami próbował zbliżyć się do niego jak do nieufnego stworzenia, którym poniekąd był. Małym, zbłąkanym kotkiem. Brunet aż się uśmiechnął na tę myśl.
- Nie podchodź do mnie-  nogi Malfoya odruchowo zaczęły się cofać, tak, że Ślizgon po chwili poczuł jak w jego nienagannie czystych butach chlupocze lodowata woda. Był w potrzasku.
- Nie wydurniaj się Draco - Potter nigdy w życiu nawet w myślach nie nazwał blondyna po imieniu,dlatego też te słowa wywołały u oby z nich niemałe zdziwienie.
- Co ty odpierdalasz Potter?! -  Dalsze cofanie nie miało sensu, z każdym krokiem robiło się głębiej a szanse natrafienia na zapaść rosły. Jego umysł zdążył już otrząsnąć się z szoku. Przecież nie był zwykłym człowiekiem, słabym, kruchym, bezbronnym w swojej naturze, potrzebującym cudzej pomocy. Mógł w jednej chwili powalić tego cholernego Pottera. Wynikłoby z tego male zamieszanie, ale ojciec pewnie pociągnąłby za kilka sznurków w Ministerstwie i cała sprawa odeszłaby w niepamięć. Na jego wargach pojawił się typowy dla Malfoyów cyniczny uśmieszek. Niedbałym lecz bardzo zgrabnym krokiem wybrnął na brzeg. O ile wcześniej było mu zimno, to teraz było to kurewsko lodowato.
Harry zauważył, że to cudowne, stojące na przeciw niego ciało całe się trzęsie. Nie myśląc za długo, ściągnął z siebie bluzę i wręczył ją Draconowi.
- Po co mi to coś? - chwilę rozważał swój kolejny ruch.Ostatecznie odebrał od bruneta ubranie i okrył się nim jak najszczelniej. Zabrał to co mu się należało. Jak zawsze - mugolska szmata- nie mógł się powstrzymać od komentarza.
Harry zaśmiał się głośno. Malfoy zmierzył go przenikliwie. Nie chciał jeszcze wracać do zamku, nie chciało mu się wysłuchiwać gadek podpitego Zabiniego, ogarniać płaczącej mu w ramię Parkinson.     Usiadł pod pobliskim dębem, opierając plecy o szorstką korę. Liczył na to, że chłoptaś zrozumie ten gest i da mu spokój. Jak bardzo się przeliczył. Potter nie dał za wygraną i usiadł koło niego, zdecydowanie za blisko. Blondyn nonszalancko narzucił kaptur na twarz, na niego też nie miał ochoty patrzeć.
Harry odczuwał ulgę, spokój, pociechę przy jego boku natomiast Draco sprawiał wrażenie jakby znajdował się w szkolnej kozie i tylko odliczał minuty do końca odsiadki. Nawet nie miał już ochoty dogryzać Potterowi. Po paru chwilach ta cisza zaczęła mu nawet odpowiadać, ale tylko wtedy kiedy zamykał oczy i odcinał się od świata rzeczywistego.
- Więc, co tu robisz? - niewychowany mugolub zniszczył tę piękną atmosferę.
- Mogę o to samo spytać ciebie- burknął z wciąż zamkniętymi oczyma.
- Chciałem chwilę pomyśleć na spokojnie. Chyba sam rozumiesz dlaczego nie robię tego w Dormitorium.
- Taaa - po kilku kolejkach, któryś z szóstorocznych wpadł na pomysł, żeby puścić muzykę. Mugolską muzykę. O dziwo cały dom, prócz niego, Draco Malfoya ochoczo się zgodził. Dopił drinka i wymknął się.
- Sądziłem, że lubisz pić na umór- ponownie zaśmiał się ciepło. Podejrzanie. Jakby czytał w jego myślach.
- Powiedzmy -odparł krótko. Podniósł głowę i spojrzał tymi chłodnymi szarobłękitnymi oczyma wprost w szmaragdowe oczy Gryfona. Bruneta aż przeszył dreszcz - z faktu, że naruszyłeś mój spokój, jesteś mi coś winny.
- Chcesz mnie o coś prosić? Zapowiada się ciekawie. Co to takiego? - jego myśli były już hen hen daleko w nieprzyzwoitej krainie. Fala gorąca powoli zalewała jego twarz.
- Chyba nie wyraziłem się dość jasno. To nie jest prośba -zawzięcie w jego oczach nie pozwalało na sprzeciwy. Cudowny, nieugięty książę Slytherinu.
- Tak?
- Uderz mnie.
- Proszę? - myślał, że się przesłyszał
- Uderz mnie Potter.Jak najmocniej potrafisz - wstał. Myśli w głowie Harrego zaczęły niebezpiecznie się kumulować . Co jeżeli to kolejna oślizgła sztuczka? Spojrzał na wyczekujące spojrzenie Malfoya,  było w nim coś niepopodrabianie autentycznego, coś krzyczącego, że jego właściciel tego właśnie w tym momencie potrzebuje. Tak jak niektórzy przytulenia, pocałunku, miłego słowa uspokajającego zszargane nerwy. On nie znał tych delikatnych gestów. Malfoyowie nigdy nie okazywali swojemu synowi rodzicielskiej miłości.
Z westchnięciem podniósł się z ziemi. Nie chciał okaleczać tej pięknej twarzy, tego wspaniałego ciała, ale pragnął mu pomóc, tak mocno, że mógłby zostać jego workiem treningowym.Przez chwilę przymierzał się do zadania pierwszego ciosu po czym wymierzył chłopakowi solidny prawy sierpowy, prosto w twarz. Draco zachwiał się na nogach, odruchowo zakrył obolałe miejsce dłonią. Gryfon już miał przeprosić
- No nieźle Potter - nie tracąc czasu,zdał brunetowi cios prosto w brzuch. Harry zgiął się w pół, wydawało się, że tylko po to by natychmiast powrócić do naturalnej pozy i odwdzięczyć się napastnikowi tym samym. Po kilkunastu ofensywach, kilku krwotokach i wielu mniej lub bardziej bolesnych obrażeniach udało mu się przygnieść Dracona na ziemię. Czuł na swoim ciele każdy płytki, szybki oddech blondyna. Wdech, wydech, wdech, wdech. Jego usta były przerażająco blisko. Chciał móc zatopić się w nich bez opamiętania,lecz zamiast tego dostał solidnego kopniaka. Nie obraziłby się gdyby zęby chłopaka zacisnęły się na jego szyi. Ukąsiły wrażliwą skórę.
 Po kolejnej 'rundzie' na powrót odzyskał kontrolę. Miał wrażenie, że każdy fragment jego ciała płonie żywym ogniem, a przecież był silniejszy od Malfoya. Zerknął na dyszącego pod nim chłopaka. Jeszcze nigdy nie widział go tak spokojnego. To było trochę jak seks. Bardziej po męsku. To samo poczucie intymności, czegoś wspólnego,bardzo osobistego. Podniósł się do siadu, w taki sposób, że jego krok znajdował się na kroczu Ślizgona.  'Usługa za usługę' pomyślał i nachylił się by złożyć delikatny pocałunek na zakrwawionych, kusząco rozwartych wargach.
- Potter! - warknął, rozumiejąc co zaraz się zdarzy.
- Jest tam kto?! - na lewo, w sporej odległości od nich Hagrid był w trakcie drogi do Zakazanego lasu,w znanym tylko sobie celu. Przez wczesną porę nie był w stanie rozpoznać czy to zwierze czy ludzie kręcą się w miejscu gdzie nie powinno ich o tej godzinie być. Postanowił to sprawdzić.
Gryfon, widząc zbliżającą się w ich kierunku znajomą sylwetkę półolbrzyma zerwał się na równe nogi, pomógł wstać blondynowi i po chwili oboje resztkami sił biegli przez las.
- Ach ci młodzi, zakochani - zaśmiał się gajowy. Gdyby tylko wiedział..
**
Harry miał ochotę się śmiać.  Mocno ściskał kościstą dłoń szarookiego, ciągnąc go za sobą. Nic innego się nie liczyło, nic. Słońce powoli wschodziło budząc świat ze słodkiego, sennego otępienia a on biegł, biegł trzymając go za rękę.
Cóż może być piękniejsze?
Nim się obejrzał stali pod gmachem zamku. Draco miał trudności ze złapaniem oddechu, jego mięśnie wytworzyły tyle kwasu mlekowego, że jeszcze chwila a przerósłby on ilość krwi pompowanej przez bijące w zawrotnym tempie serce.
- Do następnego, Potter -  rozstali się na zamkowych schodach. Trzy proste słowa, zawiązały między nimi pakt.
Gwiżdżąc pod nosem, udał się do skrzydła szpitalnego. Chciał uniknąć natrętnych pytań przyjaciół.
Pani Pomfey wcisnął  kit, że spadł ze schodów.Nie uwierzyła, ale nie zadawała zbędnych pytań.
Podała mu kilka eliksirów, założyła kilka opatrunków i po godzinie był jak nowo narodzony. Jak wspaniały jest żywot czarodzieja.
Podłoga pokoju wspólnego Gryffindoru była zasłana śpiącymi uczniami. Uśmiechnął się na widok śpiącej na kanapie pary obejmujących się przyjaciół. Poszedł się umyć.
Kiedy wrócił Ron i Hermiona już nie spali. Rudzielec uparcie tłumaczył coś dziewczynie.
- Gdzie się podziewałeś Harry ? - zawołała na jego widok
- Poszedłem wziąć prysznic. Wam radzę to samo
**
Poczekał na przyjaciół po czym wspólnie udali się na śniadanie do Wielkiej Sali.
Nałożył sobie porcję jajek z bekonem, co wywołało obrzydzenie w siedzącym naprzeciw rudzielcu. Choroba dnia poprzedniego.
Do sali wkroczył, a raczej dokuśtykał Malfoy w towarzystwie swoich przygłupawych goryli. Prawie się zakrztusił herbatą. Dlaczego chłopak nie zrobił nic z obrażeniami? Jego twarz była cała w siniakach.
Ron na ten widok nieoczekiwanie się rozpromienił.
- Ktoś w końcu dołożył temu palantowi - skomentował z zadowoleniem. Mina zrzedła mu gdy Ślizgon ruszył w ich kierunku. Podszedł do Harrego i bez słowa wręczył mu zakrwawioną bluzę.
Okularnik zaklął w myślach. Draco, dlaczego akurat teraz musiałeś to zrobić?
- H.. Harry? Skąd ta gnida miała twoją bluzę? - Ron spoglądał z przerażeniem to na przyjaciela, to na spoczywający w jego dłoni fragment odzienia. Lecz Harry nie odpowiadał. Myślami był przy wczorajszej nocy. W co on się wpakował w tym roku? Zwyciężenie Bazyliszka było nieporównywalnie prostsze od rozgryzienia Malfoya. Przeżycie w Turnieju Trójmagicznym  bardziej oczywiste, a wizja walki z Voldemortem mniej przerażająca niż utrata tego ...
- Harry! Mówimy do ciebie! Harry!- Hermiona wraz z Ronem nie dawali spokoju.
- Spotkałem go wczoraj. Zaczął się mnie czepiać, więc chcąc mieć spokój dałem mu to czego chciał. Oczywiście mowa o bluzie. Najwidoczniej było mu zimno. Tyle - skłamał
- Nie widzisz w tym nic dziwnego? Naprawdę?
- Nie i skończmy już. Chciałbym dokończyć śniadanie, bo za dziesięć minut zaczynają się eliksiry. Mmm, te jajka są dziś wyjątkowo dobre. Na pewno się nie skusisz Ron?
Rudzielec pobladł i nic już nie mówił.




wtorek, 27 października 2015

Słodko-słony cios. R1

Akcja rozgrywa się podczas szóstego roku nauki w Hogwarcie.  Wiele rzeczy zostało zmienione. Miłego czytania.


Oczywiście że nie ma miłości

nie ma

i nigdy nie było
nawet to
cośmy robili
w żaden sposób
nie zahacza o termin miłość

Oczywiście że nie ma miłości
można już odetchnąć
można wetchnąć
resztkę swojego ciepła
w resztki ciepła świata
~


       Dworcowy peron, pociąg, niewielka garstka uczniów którzy po wydarzeniach ostatniego roku odważyli się jeszcze wracać do szkoły, a wśród nich dwie doskonale mu znajome postacie. Na jego widok jedna z nich energicznie pomachała ręką w jego kierunki a następnie ciągnąc za sobą towarzysza ruszyła slalomem na przełaj przez zgromadzonych i już po chwili cała trójka ściskała się i witała po ponad dwumiesięcznej rozłące.
- Harry! Strasznie się zmieniłeś. - nie omieszkała skomentować rudowłosa. Chłopak niemal wszystkie letnie dni spędził z nosem w książkach. Wieczory natomiast upływały mu na wzmacnianiu swojej siły fizycznej. Po śmierci Syriusza zrozumiał, że jest za słaby by stanąć oko w oko z Voldemortem i jego posłusznymi Śmierciożercami i nie zawiść wszystkich którzy jeszcze w niego wierzyli. Gdyby tylko wtedy w Departamencie..
- Spójrzcie - Ron ukradkiem wskazał palcem na zmierzającego w ich stronę blondyna- nie spodziewałem się, że Malfoy odważy się jeszcze wrócić do szkoły.
Przyjaciele skierowali wzrok na chłopaka, ale ten nawet nie uraczył ich najkrótszym spojrzeniem.
On również sporo się zmienił. Harremu przeszło przez myśl, że wygląda wręcz olśniewająco. Jego twarz nabrała męskości, fryzura idealnie się z nią komponowała a prawie, że biała skóra zdawało się odbijała promienie słoneczne. Wychudzona sylwetka oraz głębokie sińce pod oczyma tylko dodawały mu wdzięku. Zapominając o przyjaciołach, wpatrywał się uparcie we wsiadającego do pociągu Ślizgona.
- Harry!A tobie co? - na ziemie sprowadziła go dopiero pięść Rona. Pokiwał głową, jakby chciał wyrzucić z niej ostatnią myśl.
-Gdzie jest Ginny?- szybko zmienił temat.
- Ledwo co uprosiłem mamę, żeby pozwoliła jechać mi- nie musiał kończyć. Harry już wiedział. Rudzielec widząc minę przyjaciela szybko dodał - To nie tak, że przestała wierzyć w działania Dumbledora, ciebie czy Zakon . Po prostu.. - brunet położył dłoń na ramieniu przyjaciela.
- Dziękuję Ron - powiedziawszy to udał się spokojnym krokiem w stronę wagonu. Pociąg miał za chwilę odjechać. Weasley jedynie spojrzał na równie zdziwioną dziewczynę i oboje bez słowa podążyli za Wybrańcem.
 Znalezienie wolnego przedziału nie sprawiło im w tym roku najmniejszego problemu.
Ruszyli.
***
- Mówię wam Malfoy coś kombinuje. Jeszcze nie wiem co, ale jestem tego pewien - upierał się rudzielec. Za oknem padał deszcz. Harry spoglądał na spływające smutno po szybie strużki wody.
- No proszę cię Ron. Według ciebie on zawsze ma jakiś niemiłosiernie okrutny plan. A kończy się na kilku wyzwiskach, jego płaczu i okrzyku, że o wszystkim dowie się jego ojciec.
- Bo jak dotąd ta przeklęta fretka nie wygrała z Gryffindorem - napuszył się chłopak - z resztą jak znów nazwie cię szlamą to chyba go zabiję - wymamrotał, na tyle głośno że dziewczyna była w stanie zrozumieć jego słowa. Na jego policzkach wyskoczyły delikatne rumieńce.
- Zajebię tego cholernego Malfoya! - dodał, tym razem definitywnie za głośno i definitywnie w nieodpowiednim momencie gdyż jasnowłosy akurat przechodził korytarzem. Słysząc swoje nazwisko przystanął. Hermiona posłała Ronowi karcące spojrzenie. Harry oderwał się od szyby by zaobserwować dlaczego nagle zapadła krępująca cisza. Jego wzrok natychmiast wyhaczył Draco, który po raz kolejny już tego dnia nawet na nich nie spojrzał. Ruszył tylko dalej. Tym swoim dumnym krokiem. Zero emocji.
- Ha! A nie mówiłem!? Oni mu tam chyba zrobili pranie mózgu! - wykrzyknął Weasley na tyle szybko by powstrzymać, przynajmniej na chwilę, dziewczynę od bolesnego skarcenia jego zachowanie - normalnie już by się przypieprzył i oberwał w ten zarozumiały ryj.
- Ronaldzie Weasley! Pierwszy dzień szkoły jeszcze się dobrze nie zaczął a ty już poszukujesz kłopotów.
Harry nie mogąc na powrót skupić się na krajobrazie, wstał i bez słowa wyszedł z przedziału. Postanowił pójść za blondynem.
- Widzisz? Nawet Harry tak uważa - Hermiona w odpowiedzi machnęła z rezygnacją ręką i rozsiadła się wygodniej. Czy Harry na pewno wie co robi?
***
Po krótkiej chwili dogonił Malfoya. Ślizgon poświęcał się tej samej czynności co on kilka minut temu. Nie wiedział dlaczego tak go do niego ciągnie. Jeszce kilka miesięcy temu oddałby wiele by ten nadęty dupek gdzieś zniknął. A teraz? Teraz nie był już pewny czy te słowa należały do niego czy do Rona. Bez wątpienia chłopak oddziaływał na niego jak magnes. Może miało to coś wspólnego z Voldemortem?
Rozmyślania przerwał chłodny głos Dracona.
- Mamusia nie nauczyła cię szacunku do czyjejś prywatności, co Potter? - jego nazwisko zabrzmiało tak jakby ledwo przeszło blondynowi przez gardło.
- Ja.. Przepraszam - nie wiedział za bardzo co odpowiedzieć. Zaraz? Czy on właśnie przeprosił chłopaka, którego podobno tak nie znosił. W dodatku przecież nic mu nie zrobił.
 Malfoy poczuł się równie zaskoczony jak Harry, z tą różnicą, że nie dal tego po sobie poznać. Na twarzy Harrego szybko wymalował się solidny rumieniec. Który pogłębił się momentalnie w chwili gdy pociąg gwałtownie zwolnił przez co obaj chłopcy wpadli na siebie nieoczekiwanie. Gryfon odruchowo objął Draco w pasie.
- Puszczaj mnie Ty .. - Blondyn bezzwłocznie wyszarpnął się z objęć i nie czekając chwili dłużej szybkim krokiem wrócił tam skąd przyszedł.
Harrego zamurowało. Cała ta sytuacja była dość dziwna, ale najgorsze w tym wszystkim było to, że jemu się to spodobało. Zakrył usta w geście jakby chciał powstrzymać odruch wymiotny. Czyżby..?
- Coś nie tak?- za plecami usłyszał głos Rona - pospiesz się. Już dojeżdżamy.
***
Podczas uczty powitalnej niemal nie odrywał wzroku od stołu Slytherinu. A konkretniej od jednego osobnika , który robił wszystko byle na niego nie spojrzeć. No co za..
- Harry, na pewno wszystko ok? Nic nie zjadłeś - Hermiona nie raz,nie dwa zachowywała się jak matka której nie było mu dane  poznać.
- Nie jestem głodny - rozmowę przerwało im melodyjny stukanie łyżeczką o kieliszek. Czas na ponowne wystąpienie dyrektora.
- Moi drodzy! Pragnę wam przedstawić nowego członka kadry, który w tym roku przejmie stanowisko nauczyciela obrony przed czarną magią. Starsi uczniowie zapewne go kojarzą. Profesor Remus Lupin.
Po sali rozbrzmiały szepty. Dumblerdor odczekał chwilę po czym przedstawił zasady panujące w szkole, plany zajęć na jutro i pozwolił im się rozejść do swoich dormitoriów, dodając jeszcze żeby nie siedzieli za długo bo lekcje zaczynają się punkt ósma. A wcześniej przecież jeszcze trzeba zjeść śniadanie.
Blondyn niemal wyleciał z sali jako pierwszy,  za nim ruszył Zabini i reszta Ślizgonów.
- Co zrobiłeś Potterowi? Wpatrywał się w ciebie jak w promocję mioteł - zagadał z sarkastycznym uśmieszkiem gdy tylko znaleźli się na korytarzu.
- Zamknij się - wysyczał przez zęby Dracon.
- Podobasz mu się. Haha, czyżby się w tobie zakochał? - na te słowa blondyn stanął jak wryty, na jego twarzy malował się gniew zmieszany z odrazą. Ręce trzęsły mu się ze złości. Z szybkością światła sięgnął do kieszeni po różdżkę. Blaise zanim się obejrzał znajdował się zaledwie kilka centymetrów od Malfoya, który zawzięcie dociskał różdżkę do szyi przyjaciela. Wszyscy uczestnicy zgromadzenia zamarli.
- Jeszcze słowo - warknął nienawistnie. Trwali tak chwilę, patrząc sobie prosto w oczy. Po czym Draco najzwyczajniej w świecie uciekł szybkim, nerwowym krokiem.
**
"Impreza" w Dormitorium Gryfonów trwała w najlepsze. Piwo kremowe lało się hektolitrami a wszyscy imprezowicze odczuli nagłą chęć zaimponowania innym co takiego interesującego robili podczas tegorocznych wakacji. Nie licząc oczywiście tych którym zabrakło sił aby na dobry początek pozbierać się z podłogi.
Tylko on, Chłopiec-Który-Przeżył nudził się jak mops u boku kolejnej naiwnej uwodzicielki.
Dziewczyna co chwilę szeptała mu do ucha słodkie słówka, jaki to on nie jest dzielny, że podjął się ratunku świata czarodziejów przed okropnym Voldemortem. Tego wieczora irytowało go to jak nigdy dotąd. Co innego mógł zrobić? Los go do tego zmusił. Równie dobrze ktoś inny mógłby zostać tym pieprzonym wybrańcem. Oczywiście, bez mrugnięcia okiem  pomógłby w walce ze złem, ale w tym scenariuszu może udałoby mu się pozostać w śród żywych na trochę dłużej.
-   Podobam ci się  Harry? - Alison wyszeptała zmysłowym głosem, który zamiast ekscytacji seksualnej budził w nim obrzydzenie. Dziewczyna nie była brzydka, wręcz przeciwnie, cieszyła się dużym zainteresowaniem wśród czwarto i piątorocznych. Lecz coś się zmieniło. Nawet Cho, do której przez ostatnie 2 lata, jak to powiedział Ron "ciągnęło go jak do kotki w rui", wydawała mu się zupełnie inna. Dostrzegał w niej coraz więcej wad i niedoskonałości.
- Jesteś naprawdę ładna Alison, ale ja już muszę iść - w kilku susach dotarł do sypialni. Ze skrzyni wyciągnął skrywaną na samym dnie mapę. Nie chciał marnować więcej czasu na szukanie peleryny niewidki więc ostatecznie postanowił iść bez niej. Nie takie rzeczy się już robiło.
Potrzebował się przewietrzyć, pomyśleć. Zatopić na moment w osobistej świątyni dumania.
Przedarcie się przez zamkowe korytarze nie sprawiło mu najmniejszej trudności. Ogólną ciszę mąciły tylko odgłosy dudniącej muzyki dochodzące z Dormitorium Slytherinu. Smells like teen spirit o ile się nie mylił. Hulaj dusza póki Snape nie wkroczy do akcji.
Wychodząc na dwór poczuł ogromne zadowolenie z siebie, że zabrał ze sobą najcieplejszą bluzę jaką posiadał. Nie patrząc na mapę ruszył w kierunku błoni. Był niemal pewny, że o 2 w nocy nie spotka tam żywego człowieka.
Jakieś 200 metrów od jeziora nad którego brzegiem uwielbiał przesiadywać usłyszał podejrzany szelest. To pewnie jedno z wielu magicznych stworzeń zamieszkujących okolicę wybrało się na żer.
Upewnił się, że różdżka spoczywa bezpiecznie w  kieszeni spodni.Wolał trzymać ją w pogotowiu.
Rajd między przeszkodami w ciemnościach nie należał do najprostszych, ale wizja, że tam za rogiem czeka na niego hipogryf, jednorożec bądź inny równie fascynujący stwór dodawała mu motywacji.
Już prawie. Jeszcze kilka kroków. Między liśćmi prześwitywała już blond grzywa. Najciszej jak tylko mógł wychynął z zarośli. Och, ale cóż to? Na brzegu zamiast pięknego rumaka siedział skulony smok.
Nie najgorzej. Chciał podejść bliżej, chciał go dotknąć, chciał na niego patrzeć, obserwować, pożądać.
Ta przedwczesna euforia szybko przyniosła mu zgubę. Z nieuwagi potknął się o wystający z ziemi korzeń.
Obiekt jego westchnień zerwał się na równe nogi. Wyglądał jak przerażona sarenka, zagoniona przez myśliwego w kozi róg. Nie mógł ukryć, że podnieciło go to jeszcze intensywniej.
- Potter - wyrwało się cicho z jego bladych warg.