środa, 31 lipca 2013

Aoi x Ruki -i don't know anything about you, my friend. cz.1

Przepraszam, że tak długo mnie nie było ; __ ; Co prawda jestem w domu od ponad tygodnia, ale jakoś nie miałem siły pisać, czasu również - prawie codziennie jestem u jakiegoś lekarza. E tam nie będę opowiadać o swoim zdrowiu. Mam nadzieję, ze wasze wakacje są udane :3. Dziękuję Reiko za informacje. 
No cóż, kolejny raz pojawia się Ruki (przepraszam taka mała obsesja ._.'  xd) Jak narazie tylko tyle, z czasem pojawia się kolejne części, sam jeszcze nie wiem jak dużo ich będzie. Zostawiajcie komentarze i do następnego. ~ Warumono


- A ja sądzę, że jednak sobie nie poradzisz - uśmiechnąłem się szeroko na widok przyjaciela niosącego niemal zakrywające go całkowicie ozdobne pudło, widok był naprawdę zabawny i dość niecodzienny.
- Cicho, muszę się skoncentrować - odpowiedział stanowczy głos z wyczuwalną odrobiną irytacji, której zwykle nie braknie.
- Oczywiście - zaśmiałem się - UW.. - nie zdążyłem dokończyć ostrzeżenia, a  chłopak w mgnieniu oka wraz z obciążeniem przeleciał przez krawężnik. Zawartość pudełka wyleciała na ulice, w środku była niezliczona ilość słodyczy, gier, płyt dvd i przeróżnych gadżetów.
- Kurde, na co Ci tyle tego?! - Chwilę trwało nim oderwałem wzrok i przeniosłem go na ich właściciela. - Wszystko w porządku? - zawahałem się Podszedłem do niego, trzymał ręce na ukrytej w wysokich butach lewej kostce.
- Jaki skurwysyn to tu postawił - warknął, chcąc zwalić winę na cokolwiek innego niż własna nieuwaga i upartość. 
- Pomóc ci wstać? - wyciągnąłem dłoń w jego kierunku, sądząc, że od razu ją odsunie. Ku mojemu zdziwieniu chwycił ją bez słowa sprzeciwu. Pociągnąłem drobną postać do góry, gdy już stanął na obu nogach na jego twarzy pojawił się grymas bólu a z ust wyrwał się cichy syk. - mówiłem abyś uważał - nie było opcji żebym mu tego nie wypomniał.
Uraczył mnie wyjątkowo mrożącym spojrzeniem - mogłeś mówić, że tam jest ten pierdolony krawężnik.
- Nie złość się już. Dasz radę iść czy cię ponieść? - zaśmiałem się, co było nietaktowne w tej sytuacji i mogło wyglądać złośliwie.
- Prędzej doczołgam się stąd do Kyoto niż ty spełnisz swoją obietnicę.
- Chcesz sprawdzić? 
- Nie? 
Uśmiechnąłem się po raz kolejny, zostawiłem go na moment bez podparcia żeby sprzątnąć nadal leżące bezpańsko manele, następnie wrzuciłem pudło do bagażnika mojego samochodu. 
- Co mnie okradasz?! - usłyszałem za plecami. 
- Zamierzasz jechać tak do domu? Zabieram Cię do lekarza, żebyś nie marudził biorę i to - wyjaśniłem. 
- Po co do lekarza? Sam pojadę do domu, obaj lepiej na tym wyjdziemy - powoli przeszedł kilka kroków i znów się zatrzymał. 
- Uwierz mi, wolałbym iść się napić ale Cię tak nie zostawię, nie myśl sobie- zatrzasnąłem klapę, odwróciłem się żeby podejść do młodszego i pomóc mu przejść resztę krótkiego dystansu, lecz ten uparciuch stał ze mną oko w oko. - nie przemęczaj się - wyminąłem go, żeby otworzyć drzwi samochodu. 
- Nie traktuj mnie jak kalekę - burknął. A jak miałem ? W końcu tymczasowo nim był. Zajął miejsce, odetchnął cicho kiedy już odciążył uszkodzoną nogę.
Usiadłem za kierownicą i odjechałem z biurowego parkingu. 
- Dla kogo tego nakupiłeś? - to pytanie nie dawało mi spokoju
- Przywaliłeś się, weź zmień temat - starał się wymigać, co dodatkowo podsyciło moją ciekawość. Jednak wiedziałem że muszę dać spokój.
Nie potrzebowałem wiele czasu by wymyślić kolejne pytanie. Z zupełnie innej kategorii. 
- Kai robi imprezę w sylwestra.
- Nie znudziło mu się po zeszłorocznym? 

- Jak widać, widok gołego Uru w swoim łóżku go nie zniechęcił.- zaśmiał się cicho i nerwowo po czym zapadła niezręczna cisza.
- Eeee.. Aoi, pamiętasz co się wtedy stało ? - spytał po chwili.
- No co ty, nie pamiętam nawet co miałem na sobie. - dobrze wiedział jaką wagę przywiązuję do swojego wyglądu i potrafię zapamiętać swoje wszelkie stylizacje.
- Chyba nie za dużo - przyciszył ton, mając nadzieje, że nie usłyszę tej wypowiedzi, niestety musiałem go zawieść.
- Spójrz na siebie. Kto skakał do basenu z balkonu na 4 piętrze? - nie mogłem sobie wybaczyć niezapamiętania tego wydarzenia, na całe szczęście Reicie w tej części imprezy nie brakło determinacji do filmowania wszystkiego wokoło. 
- Jakbyś mi nie podsuwał tych swoich drinków to nic bym nie zrobił, co to w ogóle było? Ohyda.
- Wódka z mlekiem i whisky. Och nie zwalaj wszystkiego na mnie. Minął już prawie rok, daj na zapomnienie. 
- Taa, spoko. Święty Shiroyama, nic nie widziałem, nic nie słyszałem, normalnie ciemny jestem.
- Wiesz co, jakbyś się choć chwilę wahał to sam bym cię wypchnął marudo. 
- Przed tym byś się upewnił czy w basenie nie ma wody, mogę się założyć, jakimś cudem by nagle wyparowała - sam uśmiechnąłem się na widok śnieżnobiałych  zębów uśmiechających się lekko w moim kierunku. Jego uśmiech jest wręcz na wagę złota.
- Nie marzę o niczym innym.
- Nie zdziwię się jak nie dożyję 2 stycznia. - odparł sarkastycznie. 
Zatrzymałem się pod szpitalem 
- I po co to? Nie zaszkodzi Ci czasem mnie posłuchać.
- Przykro mi, ale jesteś zdany na moją łaskę - wysiadłem i przeszedłem żeby mu pomóc.
- Puszczaj! - nie widziałem innego sposobu, więc najzwyczajniej w świecie chwyciłem go w pasie i wziąłem na ręce, niziołek mimo bólu nogi próbował stawiać opór. 
- Jesteś taki uroczy maluchu 
- Wal się - nie zdawał sobie sprawy, ze poprzez wulgaryzmy jedynie utwierdzał mnie w tym przekonaniu.
Zaprowadziłem go pod drzwi gabinetu, na nasze szczęście na  korytarzu nie było wielu osób i już po 15 minutach oczekiwań Ruki został zaproszony do środka. Zostałem na korytarzu, w końcu byłem jedynie namolnym kolegą, nawet nie wiem czy przyjacielem. Usiadłem na wolnym siedzeniu, rozbrzmiał dźwięk telefonu. Watkin Tudor Jones - Be kind to animals, piosenka która zawsze źle działała na moje nerwy. Kilkakrotnie prosiłem Ruksa żeby zmienił dzwonek Bezskutecznie. 
Zacząłem szukać aparatu w czarnej, torbie, chłopak nosił przy sobie dosłownie wszystko co niepotrzebne. Cały wachlarz różności, od  ulotek reklamujących  premierę filmu wchodzącego do kin 2 lata temu po młotek i klamkę od drzwi, znalazłbym więcej szokujących przedmiotów gdybym się uparł. 
Zdążyłem odebrać nim osoba po 2 stronie się rozłączyła. Postanowiłem poczekać aż to ona coś powie.
- Taka-chan? - nigdy wcześniej nie słyszałem tego głosu, należał do chłopaka, to bez wątpienia. Nie byłem pewny co do jego wieku, nie brzmiał poważnie i dorośle. 
- Ruki w tej chwili nie może rozmawiać, przekazać mu coś? - nic lepszego nie przyszło mi do głowy
- Hę? Kim jesteś? Eee, powiedz mu żeby do mnie zadzwonił
- A dokładniej do kogo?
- A no tak, Sora.
- Dobra, powiem mu. - kim do cholery jest ten cały Sora? Nie miałem zamiaru wspominać Rukiemu o telefonie, rozłączyłem się, wszedłem w spis połączeń i usunąłem dowód rozmowy. 
W momencie kiedy ponownie zapinałem torbę z gabinetu wyszła ta mała ofiara. 
- I co? - zerwałem się z miejsca. 
- Stłuczona - burknął wściekły na cały świat. - mam się oszczędzać blablabla.. No, dzięki, że mnie podwiozłeś. Do jutra.. Wróć, przecież są święta. To do Sylwestra. A nie, zapomniałem! Przecież mnie nie będzie 
- Ruki, zjedz Snikersa? 
- Po co? 
- Widocznie jesteś głodny bo zaczynasz być cholernie upierdliwy.
- Zabiję 
- Nie dasz rady kaleko, za silny i za wysoki jestem jak dla ciebie.
- Tylko się zbliż. 
- A co mi zrobisz? - powolnym krokiem przybliżyłem się do drobnej osóbki. 
Chwycił mnie za nadgarstek i wbił w niego szereg ostrych kłów. 
Pozostawił po sobie, widoczny czerwony ślad.
- Ej, ugryzłeś mnie! To boli! Na kolana i błagaj o wybaczenie niziołku! - złapałem go w pół i zachowując resztki ostrożności zacząłem go łaskotać 
- Przestań! Aoi przestań! Aoi! - zrobił się czerwony od śmiechu, z oczu zaczęły mu lecieć pojedyncze łzy. 
- Błagaj! - nie zamierzałem tak łatwo odpuścić.
- Błagam - pisnął, dusząc się kolejnym napadem śmiechu, puściłem go niechętnie, dbając żeby się nie przewrócił. Zachwiał się ale z moją drobną pomocą szybko złapał równowagę. - nienawidzę cię - wysapał.
- Też cię kocham - podałem mu torbę - Nie mam pojęcia co tam nosić ale to waży z 5 kilo - kłamstwem była jedynie pierwsza cześć mojej wypowiedzi. 
- To wszystko jest mi potrzebne - musiałem się wysilić żeby nie wybuchnąć śmiechem, 'po co ci klamka?' zapytałem w myślach
- Zachowujesz się jak baba. 
- No, no no jestem 100 razy bardziej męski niż ty.
- Chciałbyś, dzieciaczku. Chodźmy stąd
- Nie wiesz co odpowiedzieć? Nie umiesz okłamywać sam siebie. Racja, już późno,ostatni pociąg mi ucieknie. 
- Jaki pociąg, jedziesz ze mną.
- Do ciebie? Nie ma mowy. 
- Do ciebie, muszę  pilnować żebyś nie narobił sobie więcej siniaków, a, że potrwa to jakiś czas nie widzę innego rozwiązania ale będę musiał pobyć dłużej.
- Właśnie wpraszasz się do MOJEGO domu czy tylko mi się wydaje?
- Nie wydaje ci się.
- Wykluczone!
- Ukrywasz coś przede mną? Jesteś psychopatą trzymającym w piwnicy koty na grilla? - nigdy u niego nie byłem, przez tyle lat nie zdradził swojego adresu.
- Grrr
- Trudno - podniosłem go do góry - będziemy jeździć tak długo póki nie podasz swojego adresu dzikusie.- 
zabrałem go z powrotem do wozu. 
- Może pd razu zapisz mnie do przedszkola.
- Już nawet Snikers nie pomoże.
- Yuu, jestem dorosły i dam sobie w życiu radę. 
- Zrozum, martwię się o ciebie i nie chcę żebyś sobie narobił więcej kłopotów.
Widocznie nie wiedział co ma odpowiedzieć albo był tak zmęczony, ze dał sobie spokój, lecz nadal nie zamierzał zaprosić mnie do miejsca swego zamieszkania. 

Od ponad 45 minut krążyłem po niewielkich Tokijskich uliczkach.  
 Mój współtowarzysz siedział z założonymi rekami. 
Wraz z dobrze znanym mi sygnałem informującym o powolnym końcu paliwa poddałem się. 
Nie chciałem zabierać go do siebie. Nic lepszego nie jestem w stanie wymyślić.
- Wygrałeś  Na jakiś czas zamieszkasz u mnie - pomysł był tak beznadziejny, że jakaś cześć mnie modliła się brutalna odmowę.
-  Dobra - zamiast tego otrzymałem szyderczy uśmieszek. 
Westchnąłem bezgłośnie i skręciłem w lewo, prosto na drogę biegnąca wzdłuż parku Yoyogi. Kolejne minuty powolnej jazdy wystarczyło żeby Ru usnął.
  Omal nie wjechałem w barierkę, co zmusiło mnie do oderwania od niego wzroku.
Spojrzałem w okno na 9 piętrze mieszkalnego budynku, światło było zapalone. 
- Ruki - szturchnąłem go lekko. - Ruki - powtórzyłem, nie otrzymawszy odzewu. Znów nic. Wysiadłem i przeszedłem na 2 stronę by wziąć go na ręce, faktycznie musi być wykończony. 
Z trudem otworzyłem drzwi wejściowe. Na szczęście rzadko kiedy działająca winda  przyjechała za naciśnięciem guzika. 
Otwarcie drzwi mieszkania zajęło mi niewiele mniej, przy czym chłopak prawie nie prawie wylądował na ziemi. 
Wszedłem do środka najciszej jak to tylko możliwe
- Yuu? O Której to się wraca do domu? - kolejny raz omal nie puściłem Rukiego, podskakując wystraszony. 
- Cii, zaraz ci wszystko wyjaśnię - odszepnąłem, zanosząc młodszego do sypialni. Położyłem go na łóżku, ściągnąłem z niego buty i kurtkę, resztą zajmę się później. Wychodząc zamknąłem drzwi. Skierowałem się do kuchni gdzie czekała na mnie nieprzyjemna rozmowa.
- Więc? - kobieta siedziała przy kuchennym stolę z kubkiem herbaty i gazetą przed sobą. 
- Mój przyjaciel miał mały wypadek i trochę czasu nam zleciało. - usiadłem naprzeciwko.
- To ten którego przyprowadziłeś? - Przytaknąłem. 
- Jakiś pijak, schlał się do nieprzytomności i teraz będzie spał
- Nic nie pił.
- Mam sprawdzić? - odpowiedziała z niedowierzaniem, przez tyle lat ile żyję na tym świecie nie mogła ani razu wierzyć mi na słowo. 
- Daj mu spać, zostanie tu kilka dni.
- O nie nie, mój drogi. Nie ma mowy, z samego rana ma wracać do domu, zrozumiano? - nie mogę na to pozwolić, nie tym razem. 
- Nie! To mój dom a ty jesteś w nim jedynie gościem. Pozwoliłem ci zostać bo są święta i nie chciałem żebyś spędzała je sama, więc nie rządź się tak, mam prawo przyprowadzać kogo chcę. - starałem się nie podnosić głosu. Rozumiałem, że starsza kobieta troszczy się o mnie i stara się ochronić mnie przed wszystkim co złe, ale nie mogła bezpodstawnie oskarżać Rukiego. 
- Ja tylko chciałam.. Masz racje, Yuu jesteś już dorosły, muszę się do tego przyzwyczaić, śpij dobrze - szybko wyszła z pomieszczenia. W tej chwili zrobiło mi się przykro, mogłem powiedzieć to delikatniej, nie chciałem jej urazić. 
Dopiero teraz dotarło do mnie jaki jestem głodny, przez cały dzień nic nie jadłem, to nie zdrowe opychać się na noc ale w przeciwnym wypadku nie będę w stanie zasnąć.
W lodówce znalazłem ostatni kawałek ciasta. Nieszczególnie miałem ochotę na dawkę cukru, lecz brakło mi również sił na szykowanie czegokolwiek innego. 
Nalałem sobie z dzbanka zimnej herbaty.
Oparłem się o blat, wyglądając przez okno, w ciemności niewiele widziałem. Gwiazd na niebie praktycznie nie było, zajęte egzystencją pochowane za czarnymi chmurami. 
Jedynie biały śnieg okrywający ziemie odbijał zimne światło latarni. 
Jakiś szelest dobiegał z głębi mieszkania, pewnie to kwestia mojej wyobraźni. 
Kolejny raz i w kuchni pojawił się opatulony kocem Ruki. 
- Wiesz w jakim szoku byłem budząc się w obcym domu? - jego głos był zachrypnięty co dowodziło, że jeszcze chwilę temu smacznie spał. Wyglądał przeuroczo.
- Przepraszam, mogłem zostawić kartkę. - uśmiech mimowolnie zahaczył się o moje usta. Chłopak opadł na krzesło, kładąc się przy tym w połowie na stole. 
- Ładne mieszkanie - ziewnął. 
- W końcu moje.
- Pasuje do ciebie, jest tak samo puste jak twój umysł. - położyłem dłonie na jego ramionach.
- Masuj - zamruczał, nie domyślając się, że właśnie z tym zamiarem wykonałem ten ruch.
 Posłusznie zacząłem spełniać rozkaz - wisisz mi jedną przysługę.
- Jeszcze czego , jestem ofiarą idiotyzmu japońskich architektów a ty chcesz się mną wysługiwać, pff - powoli się rozbudzał, jego ciało potrzebowało masażu, był strasznie spięty. 
-  Przez całe życie nim nie będziesz skarbie.
-  Skarbie? 
-  Zbyt pedalsko?
-  No co ty nie powiesz, ale to całkiem .. przyjemne - czyżby się zarumienił? 
- Przyjemne?  To też jest przyjemne? - powiedziałem prosto do jego ucha, muskając nosem szyje niższego. Na co powolnie i ociężale odwrócił się twarzą do mnie. Znajdował się przerażająco blisko, 
Światło w korytarzu rozbłysło
- Mieszkasz z kimś? - odsunął się ode mnie na kilka centymetrów. 
W ramach mojej odpowiedzi do kuchni weszła ona.
- O tej godzinie się śpi - jej głos brzmiał całkowicie trzeźwo, opętało mnie wrażenie, ze podsłuchiwała całą rozmowę.  Spojrzałem na Rukiego, jego mina była zabójcza, coś pomiędzy zdziwieniem a frustracją. 
- Rozmawiamy. To właśnie jest Ruki. Możesz właśnie zauważyć, że nie jest pijany. - powiedziałem aby Matsumoto nie mógł się wcześniej wtrącić.
-  Dobrze, wierzę ci. Ale czy moglibyście już iść spać? Rano nie będziesz w stanie wstać.
- Dobranoc - byłem na przegranej pozycji, chwyciłem Rukiego pod ramie. 

Zamknąłem za nami drzwi sypialni i przekręciłem klucz. 
- Co to kurwa miało być ? - nie wiedział czy się roześmiać - kto to? Twoja matka? 
- Babcia. - opadłem na łóżko - przyjechała bez zapowiedzi, nie chciałem żeby spędzała święta sama w domu, zresztą nie miałem wyboru, nie wiem jak długo tu zostanie. 
- Ja pierdole jaka ona musi być stara jeżeli ty jesteś już tak stary. 
- Rozumiem, że nie mówisz an co dzień literacką japońszczyzną ale proszę przynajmniej w tym domu wyrażaj się kulturalnie - dobiegło zza drzwi. 
- Nie, to już przesada - Mimo wszystko ściszył głos do szeptu. 
Machnąłem dłonią żeby dał spokój. 
- Rozumiemy się? - nie odeszła. Ruki kuśtykając podszedł do drzwi, otworzył je, stając oko w oko z moją babcią. Nie święci się nic dobrego, a wręcz przeciwnie. 
- Nie! Będę mówił jak mi się kurna podoba! A pani niech po prostu nie podsłuchuje! Jestem prawie u siebie a ty się tu sprowadziłaś i wszystkim przeszkadzasz! - 'prawie u siebie?' co on wyprawia? 
- Ru, uspokój się - wstałem z miejsca 
- Siadaj! - oboje warknęli. Wróciłem więc na miejsce
- Mam prawo odwiedzać mojego wnuka kiedy chcę! I jakiś gówniarz nie będzie mnie pouczał! 
- Nie będziesz mi rozkazywać ani mnie obrażać! Również mam prawo przebywać tu ile chcę, kiedy chcę! Więc się nie wpierdalaj!!
- Ruki! 
- Nie wtrącaj się! - znów odpowiedział mi chórek. 
Zrezygnowałem. 
- Nie podnoś głosu gdy do mnie mówisz! I wynocha w tej chwili z tego domu! Liczę do 3 i już cię tu nie ma! 
- Jeszcze chwila a to ty stąd wylecisz! Aoi powiedz coś! - zdecydowałby się kiedyś. 
- Sądzę, że jest już późno i moglibyście się zachowywać nieco ciszej bo jeszcze ktoś wezwie policję i to ja będę miał kłopoty - powiedziałem spokojnie, dwie pary nienawistnych spojrzeń przygwoździło mnie do ściany. 
- Zabieram cię do siebie! - osiągnąłem swój cel, szkoda tylko, że właśnie w taki sposób. 

Babcia nie fatygowała się zatrzymywaniem mnie. 
Zegarek wskazywał 4:12 kiedy wsiadaliśmy do samochodu. 
- Zawsze musisz być taki agresywny? - zapytałem, widząc, że Takanori cały czas jest niespokojny. 
- A co to moja wina, że masz wkurwiającą babcię? Przynajmniej dowiedziałem się po kim to - czasem mam ochotę strzelić go w łeb za te uwagi. Ale muszę stwierdzić, że uwielbiam tego dzieciaka. 
- Nie o to mi chodzi.. Bierzesz wszystko na serio, to niezdrowe.. Zresztą. - i tak mnie nie posłucha. - lepiej daj mi ten adres. 
- To konieczne? Możemy jechać do Kai'a.
- Nie, kochany teraz już się nie wywiniesz - uśmiechnąłem się szyderczo. 
- Takamatsu, Nerima 21- 3. Mam zacząć się bać, starszy człowieku? 
- Jak znajdę odpowiedni sznur to owszem. -oplotłem dłońmi jego chudą szyję, udając, że sprawdzam jej obwód. 
- Jak będę chciał umrzeć to wiem do kogo mam się zgłosić. Nie obchodzi mnie co będzie się działo z moim ciałem.
- Sugerujesz, że mam coś wspólnego z nekrofilią? 
- Nieeeee no wcale - zaśmiał się cicho - możemy już jechać? Zimno mi. 
- Chcesz moją kurtkę? - zaproponowałem.
- Mhm.- Zdjąłem część ubrania i okryłem go nią - dzięki. 
- Spoko. 

Dotarcie pod wskazany adres sprawiło mi mały problem, nigdy nie byłem w tej części miasta. Wskazówki Rukiego były mało pomocne. Po pewnym czasie stwierdził, że tak samo wie gdzie jesteśmy jak ja. 
- Mówiłem żebyś skręcił w lewo- zamarudził zmęczony. 
- Chwilę temu miało być prawo. 
- Lewo, nie wpieraj mi, że lewo, wiem lepiej. 
Zatrzymałem się na środku drogi, o tej porze nikt tędy nie jeździł. 
- Aoi? Co.. Co ty? - zacząłem szukać nawigacji między nogami niższego. 
- Nie ruszaj się - mruknąłem, nie zabierając ręki. Oczywiste było, że nie posłucha, gwałtownie przesunął biodro w lewo, przez co osunąłem się w jego stronę a moja dłoń wylądowała idealnie na jego kroczu 
Z gardła wokalisty wyrwał się cichy syk, ku memu zdziwieniu wcale nie odskoczył. 
- Mówiłem, żebyś się nie ruszał idioto - wstanie byłoby najlepszym rozwiązaniem,  gdyby nie to, że musiałbym jeszcze bardziej go wymacać. 
-  Aoi proszę zabierz tą rękę .. JUŻ.
-  Tylko się nie ruszaj. Jasne? NIE RUSZAJ. - czułem, ze dzieje się coś niedobrego, ręką wyczułem jak w kroczu chłopaka powstaje wybrzuszenie. 
Podniecił się. Ja go podnieciłem? 
Szybko się podniosłem. 
Ruki był cały czerwony, unikał kontaktu wzrokowego. Będą wolnym od razu podciągał nogi, dodatkowo zasłaniając krok kurtką. 
- Wpiszę adres i za kilka minut powinniśmy być na miejscu -  przyjąłem strategię jakby nic się nie stało. Czasem lepiej przemilczeć niektóre sprawy. 




piątek, 5 lipca 2013

Uruha x Kai - pozytywna zmiana poglądów-

Ohayo. Trudno było oderwać się od South parku, ale jakoś się udało. Tylko proszę, mnie nie bić, jeżeli się nie spodoba ^ ^'
~*~

Zdyszany zatrzymałem się na peronie.
- Ja pierdolę - warknąłem pod nosem, właśnie uciekł mi pociąg. Kolejny przyjedzie dopiero za godzinę. Nie mam zamiaru czekać tak długo na mrozie. Być może przesadzam, w rzeczywistości kalendarzowa zima skończyła się ponad 3 tygodnie temu ale pogoda na najbliższe dni nie zapowiadała się kolorowo. 
Ruszyłem przed siebie. W pierwszej chwili wpadłem na pomysł odwiedzenia przyjaciela z czasów liceum, od jakiegoś czasu planowałem odnowienie tej znajomości. 
Jednak skończyłem jak zwykle przy kieliszku wódki w obskurnym barze na przedmieściach.
Ostatnio co raz więcej czasu spędzałem w tego typu miejscach, niegdyś po pracy codziennie spotykałem się ze znajomymi, nie koniecznie przy alkoholu. Miło spędzaliśmy czas na rozmowie, zabawie i weekendowych wypadach za miasto. Lecz wszystko musi się kiedyś skończyć.Tak było i w tym przypadku. Z biegiem czasu powolutku zaczęło się psuć. Zamiast o imprezach i pogawędkach  wszyscy po kolei na poważnie zaczęli myśleć o związkach. Znajdowali dziewczyny/ chłopaków. Spotkanie stawały się co raz rzadsze, ale nadal istniały. Co prawda nie obyło się bez kilku rozstań, owocujących  długimi nocami w towarzystwie wódki i dobrych kumpli, ale w końcu wcześniej czy później zawierali związki małżeńskie a priorytetem stawała się rodzina i jej powiększanie. Mój najlepszy przyjaciel Yuu niedawno po raz drugi został ojcem. Nie przepadam za dziećmi, w szczególności tymi małymi, mimo to pojawiłem się na przyjęciu zorganizowanym właśnie z tej okazji. Wszyscy zachwycali się małym, okropnym i przerażająco hałaśliwym bachorem. Tylko mnie skutecznie odpychał.

Zostaje niewyjaśnione, co ja właściwie tu robię? Czy nie powinienem spieszyć się teraz do dziewczyny, może nawet żony? Albo chociażby poinformować ją o ucieczce pociągu ? Z całego grona jedynie ja pozostałem sam. Samo słowo związek mnie odrzuca. Za dużo zobowiązań, utrata indywidualizmu, za dużo starań o względy drugiej osoby i wiele innych minusów. Zamiast ciepłego domu w którym zawsze ktoś czeka wybrałem alkohol. Przynajmniej on jeden mnie nie ogranicza. Jedyne czego szczerze nienawidzę to kac. Zdołałem już nabrać wprawy, żeby nie okazywać w pracy w jakim faktycznie stanie jest mój organizm po nocnym piciu. Przez cały tydzień chodzę niewyspany. W dni wole spędzam w łóżku prawie całe 24 godziny.

Zamówiłem kolejne z rzędu, 3 już piwo. Barman z niechęcią napełnił kufel i uważnie prześwietlając mnie wzrokiem postawił naczynie przede mną.
- Hey Satoshi, to co zwykle - miejsce koło mnie zajął szeroko uśmiechnięty brunet. Zapewne miał co świętować. Zresztą nie moja sprawa.
- O pierwszy raz cię tu widzę - odwraca się przodem do mnie.
- nie mieszkam w okolicy - odburknąłem,
- jestem Yutaka ale wolę być nazywany Kai - wysuwa rękę w moim kierunku. Chłopak najprawdopodobniej szuka rozmowy. Z Kimkolwiek. Pech chciał, ze wypadło na mnie.
-  Kouyou, po prostu Kouyou - ton mojego głosu nie ulegał zmianie.
- Więc co tu robisz Kou? - właściwie co go to obchodzi? Czy będę niemiły mówiąc "a co się robi w barze, yy?" ?
- pociąg mi uciekł i postanowiłem jakoś przeczekać ten czas - dlaczego w ostatniej chwili zmieniłem wypowiedź? Muszę przyznać jest w nim coś interesującego, pociągającego do głębszego poznania. Urody również mu nie brakowało. W tym momencie rodzi się pytanie dotyczące mojej orientacji, mam racje?

Dla rozwiania wszelkich niepewności, powiem, że nie jestem gejem. Podobają mi się kobiety.. Mężczyźni również. Jak ktoś wpadnie mi w oko to staram się spędzić z nim tę noc. Płeć nie ma dla mnie większego znaczenia.
- pijany raczej daleko nie zajedziesz - uśmiech nie znikał z jego ust, uwydatniając tym urocze dołeczki. W mojej opinii wyglądało to jakby niezbyt wiedział co się wokół niego dzieje bądź też nie miał nic do powiedzenia.
- nie jestem pijany - zaprotestowałem, w głowie tylko lekko mi się kręciło. Wziąłem do ust sporego łyka piwa. W między czasie barman zdążył zaserwować, zamówioną przez niego szklankę whisky.
W odpowiedzi uraczył mnie rozbawionym spojrzeniem.
- czym się zajmujesz ?- zmieniłem temat, Wolę unikać tematu zanim nawet się zaczął. Nie jestem uzależniony, w każdej chwili mogę przestać pić.
- Właściwie to niczym. Kiedy jest ciepło podejmuję prace dorywcze. Zimą chwilę przepracuję tu, chwilę tam. Głównie skupiam się na tym co lubię. Jestem perkusistą. A ty? - zawiesił ramię na moim, jego dłoń przywarła do szyi, miał wyjątkowo miłą w dotyku skórę.
- Nudna robota 12 godzin za biurkiem - nie chcę zanudzać opowieściami o mojej codzienności w pracy agenta ubezpieczeniowego. Od prawie 5 lat pracuję w tej samej firmie. Do Tokyo przyjechałem 9 lat temu. Wydaje się, że to było zaledwie wczoraj. Tamte czasy chociaż nie obfitowały w pieniądze, były najwspanialszymi w moim życiu. Zaczynałem od zera, kompletnie nie znając miasta. Do tamtego momentu ani razu nie byłem w stolicy, większość swojego życia spędzałem w moim ojczystym mieście Kanagawa. Nad przeprowadzką zacząłem intensywnie myśleć wiele miesięcy przed podjęciem tak poważnego kroku. Większe miasto dawało mi większe możliwość rozwoju. Tak też dzień po 17 urodzinach pożegnałem rodziców, wszystkich znajomych i ruszyłem w nieznane.
- hę? Nie wyglądasz na kogoś takiego
- co masz przez to na myśli? - ma racje, mój ubiór całkowicie różni się od formalnego. Firmowy garnitur leżał głęboko w biurowej szafce na 15 piętrze budynku oddalonego kilka kilometrów stąd. Natomiast na sobie miałem już lekko poszarpany czarny t-shirt  z logo Iron Maiden, bluzę z kapturem oraz czarną skórzaną kurtkę o kroju zbliżonym do ramoneski. Pomijają strój, moje włosy zawsze sięgały dalej niż za ramiona, w dodatku ostatnimi czasy poprzez zaniedbanie zyskały sporo na długości, do takiego stopnia, że nie jednak dziewczyna z Shibuya mogła się takowymi poszczycić.
- wyglądasz jak ojciec rock'n rolla ! - odstawiłem pusty kufel, gestem dłoni oznajmiłem barmanowi ponowienie zamówienia.
- bez przesady - zaprzeczyłem bezzwłocznie.. Słyszałem całą masę różnych określeń, ale jeszcze nigdy czegoś tak nonsensownego.
-.. kształt twoich ust - zawahał się, uśmiech z jego ust powędrował na moje. Reakcje ludzi na defekt którego jestem posiadaczem nigdy nie przestaną mnie śmieszyć. Fascynujące, jak przez tak małą rzecz łatwo błędnie zaszufladkować człowieka.
Widząc moją reakcje na swoje słowa, sam ciepło się roześmiał.
Czas mijał, ilość pustych naczyń na blacie wraz ze stężeniem alkoholu we krwi nieustannie rosła.  Nasza rozmowa stawała się coraz bardziej interesująca i głośniejsza, przez co męcząca dla reszty klientów . Tracę kontrolę nad sobą i swoimi poczynaniami.
- uspokój swojego kochasia, albo stąd spierdalać - dudniący, basowy głos rozbrzmiał za moimi plecami, nieprzejęty tym kontynuowałem opowieść. Dokładniej to niemający sensu zbitek kilku całkowicie niepowiązanych historii.
Kai, będący w o niebo lepszym stanie niż ja (nie ma się co dziwić, jak dotąd wypił jedynie 3 szklanki whisky rozcieńczonej lodem ) zaczął uspokajać wzburzonego osiłka. Czynnikiem skutecznie mu to utrudniającym byłem JA.
- JEŻELI CI CHOĆ TROCHĘ ZALEŻY NA JEGO ZDROWIU BIERZ TEGO SKURWIELA ZA SZMATY I WYPIERDALAĆ! -ryknął, szturchając bruneta łokciem. Mężczyzna do końca stracił panowanie nad sobą. Mógłbym teraz powiedzieć, że wszystko co wydarzyło się dalej jest oczywiste, Yutaka oddalił się nie zważając na mnie, lecz los potoczył się inaczej ...
- Kou proszę, nie mów nic przez chwilę, dobrze? - szepnął wprost do mojego ucha z pełnym spokojem. - pomogę ci wstać, ok?
Zaskoczony jedynie kiwnąłem głową, na co chwycił mnie pod barki i delikatnie ale stanowczo pociągnął ku górze. Zakręciło mi się w głowie, nogi załamały się pod moim ciężarem. Chłopak ma naprawdę dobry refleks, w ostatniej chwili wybawił mnie od spotkania z podłogą.
Majacząc coś pod nosem zostałem wyprowadzony na dwór, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Zimny północny wiatr owiał moje nagie ramiona., w rozgrzanym atmosferą i wydzielającymi ciepło urządzeniami wnętrzu dawno pozbyłem się okrycia wierzchniego.
Domniemany perkusista posadził mnie na ławce, opatulił kurtką i usiadł obok.
Moje powieki stawały się ciężkie. Przez chwilę próbowałem walczyć z sennością. W końcu poddałem się i kompletnie odpłynąłem.


**

- O chłopie, chyba przesadziłeś - powitał mnie nieznajomy głos, ledwo co oprzytomniałem.
Leżę na czymś miękkim, chyba łóżku, głowa mi pęka. - codziennie tyle pijesz? - znów ten sam głos. Zmuszam się do otworzenia oczu, spodziewając się widoku nagiego mężczyzny przy moim boku.
Unoszę jedną powiekę. Mija jakiś czas nim przyzwyczaiłem się do oświetlenia.
Przy skórzanej sofie na której jeszcze chwilę temu spałem, kucał brunet z kubkiem parującej, aromatycznej herbaty. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, było duże i przestrzenne, jedynymi meblami była duża szafa na przeciwko okna i dużo mniejsza komoda przy przesuwanych drzwiach.
- wypij, dobrze ci to zrobi - podsunął mi kubek. Powróciłem wzrokiem do chłopaka. Kim on jest? Co ja tu robię? I co najważniejsze, gdzie tak właściwie jestem?
Odbieram herbatę i pociągam sporego łyka. Napój jest przerażająco słodki.
Wiem! Poznałem go wczoraj w barze, wypiłem z nim jedno czy dwa piwa.. i co dalej? To musi być jego mieszkanie. Spoglądam na swoje ubranie. Hę? Mam na sobie pachnącą proszkiem do prania niebieską koszulkę i luźne szare spodnie.
- przyniosę ci coś przeciwbólowego - oznajmił i wyszedł z pokoju. Gdyby nie rozpierający ból głowy, czułbym się genialnie w miękkiej pościeli.
Podniosłem się do siadu. Nie może przestać nurtować mnie jedno pytanie.
Wraca z opakowaniem paracetamolu. Dopiero teraz dostrzegam, że jest naprawdę pociągający, nawet sposób w jakim się porusza jest przeuroczy.
Uśmiechnął się. Szlag! Musiał zauważyć jak się na niego gapię.
- trochę mi zajęło dotarganie cię tutaj, zdążyłeś opowiedzieć mi o swojej podstawówce. - podał mi tabletki. Bez wahania łykam kilka i popijam ciągle gorącą herbatą - prześpij się jeszcze.
- która godzina? - nie wiem po co pytam, straciłem rachubę, nie wiem nawet jaki dziś dzień.
- 15
-  nie powinieneś być w pracy?
- wczoraj się zwolniłem. Zajefajne uczucie. - zaśmiał się. Racja, nie raz korciło mnie wygarnąć szefowi co tak faktycznie o nim sądzę, powstrzymuję się chyba jedynie dlatego, że nie chce mi się szukać nowej pracy. - przepraszam, jeżeli przeze mnie będziesz mieć kłopoty, ale tak słodko spałeś, że nie miałem serca cię budzić.
- najwyżej będziesz mi winny połowę wypłaty - położyłem głowę na jego ramieniu. Coś  mnie tchnęło i już nie mogłem, hm.. nie chciałem się wycofać. Od razu poczułem się lepiej. Nie wiem dlaczego.
Jego dłoń wylądowała w moich włosach.
- zdążyłem cię polubić, tyle o sobie opowiadałeś, że mam wrażenie jakby minęło więcej niż niecały 16 godzin.
- Jezu, musiałem cię serio zanudzić. Szkoda tylko, że nic nie pamiętam.
- Pod koniec drogi nie byłem w stanie zrozumieć ani słowa-  zmierzwił mi włosy.
- śnił mi się sen o spełnianiu marzeń - nagle mi się przypomniało.
- jakie są twoje?
- czy ja wiem..
- przestań, każdy o czymś marzy! - lekko przytulił mnie do siebie.
Skamieniałem, nie miałem ochoty wyrywać się z uścisku, a wręcz przeciwnie. To właśnie mnie przeraża.
Na usta nasuwał mi się krótka odpowiedź. 'Nie przestawaj'
*2*
- Nie. To nie było tak - chłopak delikatnie palnął mnie w czoło.
- Sugerujesz, że źle zapamiętałem dzień w którym moje życie nabrało sensu, kochanie? - pokazałem mu język. 
Tylko pomyśleć, że od tamtych zdarzeń minęło kilka miesięcy. Wszystko odwróciło si do góry nogami,przede wszystkim moje poglądy diametralnie się zmieniły. 
- Za każdym razem coś przekształcasz.
- Wcale nie! - zaprotestowałem. Nigdy nie potrafił przyznać się do swojej pomyłki.- jeżeli jesteś taki mądry to sam to opowiedz.
- Litości! Nie wytrzymam kolejnej godziny. Kiedy obiad? - Yuu siedzący po drugim końcu stołu energicznie zamachał rękoma. 
- Phi. A ty ciągle o jednym - założyłem ramiona. Kai na którego kolanach spoczywałem zaczął cicho chichotać, co nie obyło się bez mojej reakcji w postaci kuksańca. 
- Tak pięknie razem wyglądacie. Mogę wam zrobić zdjęcie? - zapytała dziewczyna której imienia nie pamiętam. Nie, to nie przez alkohol. Od prawie 5 miesięcy nie wypiłem nawet łyka, nie licząc odrobiny szampana, oczywiście jednorazowo. 
- nie ma takiej potrzeby. Znajdź w encyklopedii pod słowem 'seksowny' - nie lubię uwieczniania wszystkiego. Zrobi 300 zdjęć, zrzuci na dysk i nigdy więcej do nich nie zajrzy. 
- Chwila! To już tak późno?! My się zbieramy. Do następnego - Yutaka pociągnął mnie do wyjścia. Nie zdążyłem się pożegnać. Co on znów najlepszego wymyślił? Odkąd go poznałem przynajmniej nie mogę narzekać na nudę, przy nim to nie istnieje. Prawdziwy dzieciak z adhd i głową pełną przeróżnych pomysłów. 
- Co żeś znów wymyślił? - wtuliłem się w jego ramię, aby się ogrzać. Temperatura sięgała nieco ponad zero.
- Czyli z twoją pamięcią nie jest najlepiej, chyba powinienem kupić ci na to jakieś tabletki - troskliwie opatulił moją szyję szalikiem. Nie może mi czegokolwiek zarzucić, dla lepszego spamiętania wszelkie terminy zapisuję w notatniku, który zawsze mam przy sobie. 
Co do mojej pracy, Kai nie musiał mnie długo przekonywać.
-  W podziękowaniu dostałbyś darmową eksmisje na kanapę na czas nieokreślony.
-  Jak możesz być tak okrutny?!
- Mogłeś się nie godzić, na wspólne życie ze mną, skarbie - zatrzymał się na środku chodnika - hę? - również się zatrzymuję.
- Za dużo bym stracił. - wyciąga coś z kieszeni. Zaczyna się tym bawić. Delikatnie się zbliżam, dopiero teraz zauważyłem czym jest ów przedmiot. - chciałem ci kupić kwiatki na rocznicę no aaaa~le tak jakoś wyszło.
Kurwa! Jak mogłem zapomnieć o tak ważnym dniu. Prze pół dnia próbował mi to zasugerować. Mam wrażenie jakbym zaraz miał zapaść się pod ziemię. Nie mam nic dla niego. Nerwowo zacząłem obgryzać paznokcie. 
- Kou - przysuwa się na tyle, że swobodnie może zapleść ręce w moim pasie- chociaż zależy jak to liczyć, bo właś..
- Dobra, nic już nie mów - zamknąłem mu usta pocałunkiem. Oderwaliśmy się od siebie po czasie, żeby złapać oddech. 
Wręczył mi małe pudełeczko.
- Co to? 
- Sam zobacz - uchyliłem wieczko i spojrzałem do środka. 
- Baka! 
Brunet nie wytrzymał i wybuchnął nieopanowanym śmiechem - też cię kocham! - wydukał w końcu, ciągle nie mogąc się opanować. 
Ułożyłem usta na jego szyi i wbiłem zęby. 
- Muszę zostać masochistą,
Oderwałem się, pozostawiając po sobie czerwony ślad. 
- Kocham cię, wiesz? - szepnąłem. 
- Kiedyś nagram to wyznanie i będę słuchać cały dzień.
- Chodź do domu, bo zimno. - wsunąłem ręce kieszenie jego kurtki w poszukiwaniu rękawiczek. 
- Chciałbym jeszcze cię gdzieś zabrać, co ty na to? 
- Z tobą wszędzie - chwyciłem go za dłoń i pozwoliłem poprowadzić się w nieznane. 
Jeżeli kiedykolwiek powiedziałem, że miłość nie istnieje to muszę przyznać. Raz w życiu nie miałem racji. 


the end.

niedziela, 30 czerwca 2013

Ruki x Reita - pechowiec

Hey. Wreszcie koniec! Nie za wiele tego ale mam nadzieje, ze wywoła pozytywne emocje.
Od jutra wedle życzenia biorę się za opowiadanie Uruha x Kai. A jak na razie uciekam i życzę miłego czytania c:

~*~
Walizki spakowane. Jedzenie dla Korona przygotowane. Yutaka poinformowany. Smycz. Dokumenty zabrane. Ostatnie sprawdzenie bagażu. Wszystko było gotowe a nadal miałem wątpliwości. Jakaś obawa wewnątrz mnie nie dawała się zagłuszyć. Moje pierwsze wakacje od.. Właściwie, ostatni wyjazd na jakim byłem to obóz jeszcze we wczesnych czasach podstawówki. I pewnie by tak pozostało gdyby nie Kouyou. Mój najlepszy przyjaciel, który to całkowicie niedawno wparował do mojego mieszkania z wieścią brzmiącą mniej więcej tak: "Taka, za tydzień wyjeżdżamy do Francji!".
Z początku byłem pewny, że za żadne skarby tego świata nie dam się przekonać, ale jak widać nadal nie znam tego upartego faceta.
 Dzwonek do drzwi obwieścił przyjazd Takashimy.  Cały zestresowany powlokłem się by mu otworzyć.
- Gotowy? - na mój widok na jego twarzy zawitał promienny uśmiech. Skąd on ma w sobie tyle energii?
- Muszę poczekać na Yutake. Ma się zaopiekować Koronem - pociągnąłem go do salonu.
- Daj spokój. Dałeś klucze, nagrałeś się 30 razy na sekretarkę. Temu potworowi nic się nie stanie jak pobędzie trochę sam. - nigdy nie przepadał za moim pupilem, nie wiem dlaczego. Jak można nie polubić tego uroczego psiaka? Wziąłem na ręce obiekt naszej rozmowy. - eh, traktujesz go lepiej niż mnie- zrezygnowany chłopak spoczął w fotelu, który zawsze zajmował przebywając tu.

10 minut później w drzwiach pojawił się zdyszany Tanabe.
- sorki, że tak długo. Musiałem pomóc siostrze w przeprowadzce - wysapał - no  idźcie już, bo spóźnicie się na samolot - Takashima chwycił stojącą pod ścianą walizkę
- Kurna, co ty tam masz?! - zawołał zaskoczony, nie spodziewając się tak dużego obciążenia.
- potrzebne mi to! - lubię mieć wszystko prze sobie, co w tym dziwnego? Nigdy nie wiadomo co może się przydać. Założyłem nowe okulary, buty i wziąłem dużą torbę z bagażem podręcznym.
- moje maleństwo, będę za tobą tęsknić - mówiłem delikatnym tonem, głaszcząc zwierze ostatni raz przed wyjazdem. Nigdy się z nim nie rozstawałem na dłużej niż kilka godzin. Nawet podczas tak małego odstępu czasu nękały mnie myśli z najczarniejszym scenariuszem.
- Nie martw się Takanori, dobrze się nim zajmę - zapewniał mnie, non stop szczerzący się szeroko Yutaka.
Kou musiał na siłę zaciągnąć mnie do swojego samochodu.
- i nie puszczaj go samego! - krzyknąłem przez okno. W odpowiedzi brunet pomachał mi ręką. Czy na pewno słusznie postępuję zostawiając moje maleństwo z tym gościem?
Starszy ruszył. Jakoś nie przepadam za jazdą z nim, chyba od czasu gdy spowodował wypadek. Tamtej nocy wracaliśmy z imprezy na której trochę wypił. Straciłby dumę dając się usadzić na miejscu pasażera. W efekcie zawziętości, nadmiaru alkoholu uderzającego do głowy oraz zapewne kilku innych czynników wylądowaliśmy na rosnącym samotnie przy ulicy drzewie. Resztę nocy spędziłem w karetce, następnie na komisariacie aż w końcu o 5 rano autobusem dotarłem do domu. Niespełna 2 godziny później Takashima  wpadł z wizytą, opakowaniem lodów, setką zmartwień i  rzewnymi przeprosinami.
Oczywiście nie obyło się bez parogodzinnego focha z mojej strony, przez tego idiotę dłuższy czas miałem problemy z kręgosłupem, na szczęście nie było to nic zagrażającego mojemu życiu czy zdrowiu.

 Droga na lotnisko trwała niemiłosiernie krótko, chociaż tyle czasu wystarczyło mi do namysłu.
- nie lecę - oznajmiłem stanowczo, ciągnąc walizkę w stronę najbliższego przystanku autobusowego.
- nie wydurniaj się Taka-chan! - od dzieciństwa tak na mnie mówi. Bywało to irytujące, ale musiałem przyznać, że bardzo urocze.
- Nie chcę! Zostaję! Baw się dobrze! Paa! - na moje szczęście właśnie podjechał mój transport, wraz z bagażem szybko wpakowałem się do środka.
Odjeżdżając zerknąłem na tylną szybę, widok jaki ujrzałem wywołał we mnie smutek. Zawiodłem przyjaciela. Zepsułem mu urlop którego tak pragnął. Zmuszając mnie do czegoś nie mógł osiągnąć nic pożądanego. W ten sposób próbowałem zagłuszyć wyrzuty sumienia.
16 przystanków i znalazłem się w dzielnicy którą to jak wmawiam sobie od 2 lat 'zamieszkuję jedynie tymczasowo', mieszkanie może nie było pokaźnych rozmiarów ale za to okolica spełniała moje wszelkie oczekiwania. Cicha, spokojna okolica, dobra komunikacja i wbrew pozorom nie tak daleko do centrum. Z samego rana wybiorę się po moje kochanie. Mam nadzieje, że bezstresowo przetrwa noc z tym draniem.

Po otwarciu drzwi natychmiastowo udałem się do sypialni, dzień w pracy i przygotowania do felernej  podróży kompletnie mnie wykończyły.
Przebrany w czarną bokserkę z białym napisem 'MELT' i piłkarskie spodenki w tym samym ubarwieniu wsunąłem się pod miękką kołdrę i niemal natychmiastowo odpłynąłem do sennej krainy Morfeusza.

Za oknem panował nieprzenikniony mrok, obudzony niezidentyfikowanym odgłosem dobiegającym z salonu, niespełna rozumnie opuściłem wygodne posłanie i jak najciszej na palcach udałem się w miejsce skąd dochodziły ów odgłosy. Nie potrzebuję specjalistycznych kwalifikacji z dziedziny fonetyki by stwierdzić, że coś a raczej ktoś w tym momencie bezkarnie buszuje w moim mieszkaniu. Osoba ta musiała być poinformowana o moim wyjeździe. Moje podejrzenia padały na Yuu, dobrego znajomego Kou i Yutaki, posługiwali się nim (a zwłaszcza ten drugi) gdy trzeba było coś przynieść, zanieść, wynieść. Ogólnie rzecz biorąc w sprawach banalnie prostych a wyjątkowo nielubianych w kwestii wykonawczej. Co do osoby pana Shiroyamy, nie przypadliśmy sobie do gustu. Od pierwszego spotkania, później było już tylko gorzej. Wzajemne oskarżenia, kłótnie, były w tej relacji na porządku codziennym.
Moją obecność ujawniło głośne skrzypnięcie podłogi. Odgłosy rozgardiaszu momentalnie ucichły. Stoję jak sparaliżowany. Powolnie zaczyna ogarniać mnie strach. 3 kroki ciężkich butów, najprawdopodobniej glanów. Wstrzymuję oddech. Dociera do mnie jaką głupotę popełniłem. Lepszym rozwiązaniem byłoby od razu powiadomić policję. Niestety już stanowczo za późno. Kolejne 2 głośne kroki i stanąłem oko w oko z włamywaczem. Blondynem ubranym w kurtkę moro. Znakiem szczególnym było coś przypominającego bandaż zakrywający nos. W prawej ręce trzymał sportową torbę marki Nike, zaś w lewej odbijający promienie księżyca nóż.
Na mój widok, szybko zerwał się z miejsca i nim zdążyłem zareagować jego twarz znalazła się zaledwie kilka centymetrów przede mną. Głuchą ciszę zakłócało jedynie zdecydowanie za szybkie bicie serca.
- co mały, taki wścibski jesteś? - jego głos wywołał we mnie dreszcze. Nogi mam jak z waty. Czuję, że jeszcze moment a odmówią mi posłuszeństwa. - może byś łaskawie kurwa odpowiedział, jak coś do ciebie mówię, hę?
- to chyba ty powinieneś się tłumaczyć co robisz w moim mieszkaniu? - napadł mnie krótkotrwały przypływ odwagi. Próbowałem wychwycić położenie telefonu, niestety nie znalazłem go w zasięgu wzroku.
- Masz jakiś pomysł co mam z Tobą zrobić? - ignorując moją wypowiedź, rzucił kolejne pytanie. To oczywiste, że każdy odpowiedziałby "nic nikomu nie powiem tylko nie rób mi krzywdy"., "weź co tylko chcesz" Nie mógł zaleźć nic cenniejszego od kilku srebrnych bransoletek, pierścionków i naszyjników z części kolekcji której postanowiłem nie zabierać. Reszta leżała starannie ukryta na dnie walizki.. Zaraz! Co ja z nią zrobiłem?!
Nie otrzymawszy upragnionej odpowiedzi, odrzucił torbę i z całej siły chwytając za szyję przywarł mną do ściany. Zaciśnięta dłoń utrudniała mi złapanie oddechu w efekcie czego zacząłem się dusić.
- Trochę się zabawimy - ciepły, cuchnący alkoholem oddech oplatał moją twarz.
- Puść - czuję jakbym w gardle miał wielką gulę.
- Błagaj - szepnął wprost do mojego ucha, przygryzając małżowinę. Wyrywam się, szarpię, próbuję kopać, na próżno. Moja bezradność go bawi. Wolną rękę wsuwa w moje spodnie, przesuwa ją do mojej męskości.
- Puszczaj!! Proszę! - krzyczę jak najgłośniej, mając złudną nadzieję, ze ktoś mi pomoże. Dawno zdążyłem zafundować sobie nie najlepszą opinię wśród sąsiadów. Liczne imprezy niezażądane przez Kouyou, nocne hałasy, krzyki, głośna muzyka, nieciekawi goście często przebywający na korytarzu, mógłbym tak wymieniać jeszcze przez długi czas. Po kilku interwencjach policji, nie mających wielkiego wpływu, spotkało mnie kilka niemiłych niespodzianek w formie listów i petycji dotyczących mojej osoby, kiedy nawet to nie zadziałało, bezsilnie się poddali.
Zaczyna przesuwać dłoń w górę i dół, szarpię się jak tylko mogę, co jedynie pogarsza sytuację.
- Nie wyrywaj się, bo będzie bolało- szepnął z nutą zmysłowości, przyspieszając drażniące ruchy.  Na swój sposób jest to podniecające, dla pewnej grupy ludzi.
Z największym trudem udało mi się wyrwać z objęć blondyna. Adrenalina przepływająca przez moje żyły dała mi siłę do podjęcia ucieczki. Jak najszybciej rzuciłem się w stronę drzwi. Czego mogłem się po sobie spodziewać? Fakt, faktem zawsze byłem pechowcem, więc i tym razem zamiast w bezpiecznym miejscu skończyłem na podłodze w dodatku cały obolały. Kuląc się z bólu, chwyciłem za głowę, obraz przed oczyma przez moment rozmazywał się i wirował. Potrzebowałem zwiększenia koncentracji by w końcu mógł się wyrównać.
- To nic nie da mały - klęka, blokując mnie biodrami. Ręce powracają w to samo miejsce. Nie słucham, nadal próbuję uciec, krzyczę, proszę, wyrywam się. Na marne. Ta bezradność z początku wywołuje we mnie wściekłość, podsycającą  starania. Kiedy i to nic nie dało z moich oczu zaczynają spływać pierwsze łzy.
- Tak, właśnie tak, płacz - wyszczerzył się szeroko, zaczynając ściągać ze mnie ubrania.
Głośnie szlochy połączone z urywającymi się krzykami rozbrzmiewają w całym mieszkaniu. Wołanie na pomoc nie ma większego sensu, błaganie go również nie przyniesie oczekiwanego efektu, pozostało mi modlić się żeby ten koszmar skończył się jak najszybciej.
Żebra bolą mnie od płaczu, resztki sił upływają ze mnie z zabójczą szybkością. Rozpina rozporek czarnych bojówek.
- błagam - powiedziałem ostatni raz, zamykając oczy. W moim wyobrażeniu nie minęła sekunda a już czuję jak wsuwa się we mnie, aż do samego końca. Jak najmocniej.
Z mojego gardła wydziera się rozpaczliwy okrzyk. Paraliżuje mnie niemiłosierny ból, stopniowo zwiększający się gdy zaczyna się we mnie nierówno poruszać. Robi to brutalnie i chaotycznie, żeby zadać mi ból i równocześnie się zaspokoić.
Niemal całkowicie ze mnie wychodzi jedynie po to by z większą siłą ponownie wsunąć się głębiej.
Ból zwiększa fakt, że ostatnimi czasu żyłem w całkowitej abstynencji.
Kolejne kilka pchnięć i spuszcza się we mnie. Na przekór mnie, nie wychodzi od razu. Drażni się ze mną chwilę, wywołując kolejne krzyki i jeszcze większy ból. W końcu wycofuje swoja męskość i wstaje.
Bez słowa kieruje się do salonu. Słyszę dźwięk pakowania. Zabiera nie tylko swoje rzeczy i opuszcza moje mieszkanie.
Całkowicie pozbawiony sił leżę na zimnej posadzce. Ból rozprowadza się po całym  klejącym się od mieszaniny łez, potu i spermy ciele. Czuję się jak zwykła dziwka. Staram się jak najszybciej wyrównać płytki, urywany oddech.
Ludzie wykorzystują jedynie marne 10% swoich możliwości fizycznych, próbuję sięgnąć do rezerw, żeby wstać. Po kilku nieudanych próbach poddaje się. Leżę w bezruchu, nie mam nawet siły by płakać, łzy bezwładnie spływają po moich policzkach i bezgłośnie skapują na podłogę.

Nie wiem jak długo tak trwałem. Udało mi się podnieść. Podpieram się o ścianę i krzywiąc się z bólu wywołanego nawet najmniejszym ruchem. W powolnym tempie udaje się do łazienki by zmyć z siebie resztki nasienia.
Odkręcam wodę i od razu upadam. Zimny strumień płynący z prysznica obmywa moje ciało. Minuty mijają, aż przeradzają się w godzinę. Dawno zdążyłem to z siebie zmyć a nadal czuję się brudny.
Zrozumiałem, że dalszy prysznic nie zmieni mojego samopoczucia. Zapragnąłem jak najszybciej ponownie znaleźć się w łóżku.
Resztkami sił doszedłem do sypialni i bezwładnie runąłem na łóżko. Przez myśl przepłynęło mi żeby skontaktować się z Kouyou, nie żeby opowiedzieć mu co przed chwilą miało miejsce, po prostu chcę usłyszeć jego głos. Lecz równie szybko zrezygnowałem, po tonie od razu by poznał, że coś jest nie tak. Nie chcę psuć mu wymarzonego wyjazdu.
Muszę zasnąć. Obudzić się rano z krzykiem i stwierdzić, że całe nocne zdarzenie to jedynie niemający prawa bytu sen.

środa, 26 czerwca 2013

Info.

Ostatnio nie mam weny ._. 
Komentarze mogły by mi pomóc ; - ; 
Więc bardzo proszę. Podobało się? Pozostaw kilka miłych słów :3 
Pomóżcie biednemu chłopcu uwierzyć w ludzi.
W gruncie rzeczy mam nadzieje, ze mój kolejny twór pojawi się wkrótce i będzie lepszy niż poprzedni.
Trzymajcie się i komentujecie <3
~ Warumono.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Ruki x Reita - przypadek 2/2

[Reita]
Na powitanie obudził mnie pulsujący ból głowy, musiałem za dużo wypić, mam słabość do alkoholu i gdy już zacznę pić ciężko mnie powstrzymać. Z trudem zmusiłem się do otwarcia oczu, przez przerwy w żaluzjach do pomieszczenia wpadały zimne promienie słoneczne. Leżę w łóżku mogącym spokojnie pomieścić 3 osoby. Zamarłem, przy moim boku spał całkowicie nago wokalista, tulący się szczelnie do mojego ramienia. Moje obawy się potwierdziły, też nie miałem nic na sobie.
- o kurwa.. AAA!!! -  Mój krzyk obudził współtowarzysza. Malec spojrzał na mnie zaspanym wzrokiem, nie fatygując się zabrać dłoni - co się stało Akiś? - ziewnął. Zaistniała sytuacja nie wywarła w nim najmniejszego zdziwienia. Przysunął się bliżej.
- jak się spało? - zamruczał prowokująco.
- łeb mi pęka. - odsunąłem się.
- oh nie dziwię się, znowu za dużo wypiłeś- rękoma oplótł moją szyję. - chcesz kawy? - powiedziawszy to  przylgnął ustami do mojego czerwonego policzka. Jego usta były delikatne jak kobiece. Odskoczyłem od niego jak oparzony.
- my... Pieprzyliśmy się?! - wydukałem.
- nie pamiętasz? - w jego głosie wyczułem smutek - nie pamiętasz jak powiedziałeś, że też mnie kochasz?! Że bałeś się o tym mówić?! Kurwa jestem zbyt głupi, na chuj słucham jebanego pijaka - warknął, wybiegając do łazienki. Skłamałbym mówiąc, że jego ciało w pełnej okazałości nie przykuło mojego wzroku.
Co ja narobiłem? Miałem okazję przelecieć pociągającą dziewczynę, a zamiast tego z niewiadomych przyczyn wylądowałem  w łóżku z przyjacielem. Chwila, czy on właśnie powiedział 'też mnie kochasz' ? Ubrałem się, zabrałem wszystkie swoje rzeczy i bez słowa wyszedłem z pokoju.
[Ruki]
Jak mogę być tak tępy. Nawet dzieciak by w to nie uwierzył. Wykorzystałem okazję by móc go w sobie poczuć, a mój tępy mózg dopisał sobie całą resztę. Uderzyłam z pięści w drzwi. Nie przestawałem powtarzać czynności póki skóra na ręce n zrobiła się czerwona i zaczęła boleć.
[ Reita]
Nie mogłem zapomnieć słów wokalisty, panicznie próbowałem przypomnieć sobie choć najmniejszy fragment minionej nocy. Do stolika przy którym siedziałem dosiadł się Uruha.
- Uu zaszalało się bracie- wziął łyka aromatycznej kawy.
- A gdzie podziałeś Aoia? - starałem się zmienić temat.
- jeszcze śpi. W nocy trochę go pomęczyłem - uśmiechnął się niewinnie. Wywróciłem oczyma i bezwładnie położyłem głowę na stole.- mów co cię gryzie, bo wiedzę, że coś jest na rzeczy.
- po pijaku przespałem się z Rukim Wydaje mu się, że to coś więcej- nie dałby mi spokoju, w sumie potrzebowałem teraz rozmowy. Swoim piciem, mogłem rozbić zespół.
- Serio? Akira, tylko szczerze, jakie konkretnie emocje cię ogarniają, kiedy o tym myślisz? - Takashima interesował się psychologią, swoje nauki testował akurat na nas. Od kiedy go znam stara się wszystkim pomagać. To miłe, że jeszcze egzystują tacy ludzie.
- bo ja wiem - zastanowiłem się, przeżyłem szok uświadamiając sobie, że wcale nie czuję obrzydzenia. Wspomnienie nagiego ciała wokalisty wzbudziło we mnie przyjemny dreszcz - powiedzmy, że jest to ... Neutralne?
Jego usta wykrzywiły się ku górze - Akira, nie oszukuj samego siebie. Troszczysz się o niego, martwisz. Niby wszystko co robi przyjaciel, ale przynajmniej mógłbyś spróbować go uszczęśliwić. Jak nie wyjdzie to trudno, nie możesz się dusić. Posłuchaj mojej rady, proszę.
Jestem bi? Co mi szkodzi posłuchać najlepszego przyjaciela. Od liceum, dawał mi świetne rady, dzięki niemu    moje życie nabrało kolorów. To on przekonał mnie do założenia zespołu, opuszczenia rodzinnego miasta i umówienia się z Lindą.
- pogadam z nim - wstałem od stołu, zabrałem 2 kubki kawy i kawałek ciasta czekoladowego.
Stał przy zasłoniętym oknie, przez szparę przepuszczającą słońce obserwował krajobraz.Nie zdążył się ubrać. Podszedłem do niego od tyłu - Taka, posłuchaj. Przepraszam. Za ostro zareagowałem. Po prostu był to dla mnie niezły szok. Głupio wyszło. Zraniłem twoje uczucia. - objąłem go lekko w pasie. - wybaczysz mi?
Obrócił się żeby spojrzeć mi w oczy - Chyba też powinienem cię przeprosić Nie powinienem od razu krzyczeć. Nie twoja wina. Zapomnijmy o tym, co? - zmuszał się do wypowiedzeniowa tych słów.
- Nie chcę zapomnieć nocy z tobą której w ogóle nie pamiętam. Opowiedz mi jak było. Byłem dla ciebie wystarczająco dobry?
- Wystarczy ci, że powiem wspaniale?
- jak na razie wystarczy- uśmiechnąłem się, mierzwiąc jego rozczapierzone blond włosy. - ubierz się, co? - powiedziałem jak do dziecka. W odpowiedzi posłał mi prowokujące spojrzenie i machając tyłkiem poszedł do łazienki.
Wracasz. Dlaczego nie mogę oderwać od ciebie wzroku? Masz na sobie bluzkę którą ci podarowałem na zeszłoroczne święta. Nie sądziłem, że nadal ją masz a tym bardziej, abyś brał ją na wyjazd. Gdy tylko ją zobaczyłem w sklepowej wystawie od razu pomyślałem o tobie. Pasuje idealnie. Ogarnij się Rei!

Podszedłem do wokalisty, podałem mu kubek kawy, która dawno zdążyła wystygnąć. i ciasto.
Usiadł na łóżku, zakładając nogę na nogę, przyciągnął mnie do siebie. Zaskoczony nie zdążyłem zareagować i runąłem niemalże prosto na niego, prawie rozlewając napój.
Milczymy. Cisza staje się nieznośna, odczuwam silne pragnienie jej przerwania, ale tego nie robię. Trudno mi cokolwiek powiedzieć. Muszę sobie wszystko starannie poukładać.
- jedz - rzuciłem, dla maksymalnego przedłużenia czasu. Staram się na niego nie patrzeć. O dziwo posłuchał i zajął się wchłanianiem aromatycznego posiłku. Mała niezdara musiała się ubrudzić bitą śmietaną. Delikatnym, niepewnym ruchem starłem krem z jego nosa. Natychmiastowo przybliżył się do mnie. Odległość między nami nie była większa niż centymetr. Nie czekając na moją reakcję, złączył nasze usta w pocałunku. Jego ciepłe, aksamitne wargi przed chwilę, zdającą się trwać wieki nie wykonały najmniejszej czynności. Spokojnie trwając w miejscu.
Przez myśl przemknęły mi słowa Kouyou. Co może się stać? Tak, zrobię to. Pogłębiłem pocałunek.
Malec rozchylił lekko wargi, pozwalając mi wsunąć język do ich wnętrza. Połączył go z własnym w chaotycznym tańcu.
Jego małe dłonie oparły się o mój tors. Pospiesznie zaczęły się przesuwać to w dół to w górę. W końcu wsunęły się pod materiał koszulki, podwijając ją ku górze. Szybko się jej pozbył.
[Ruki]
Moje serce waliło jak szalone. Dalej był niespełna  rozumu? Trudno, nie powstrzymam się. Chce go poczuć w sobie. Teraz. Zabrałem się do rozpinania paska przyjaciela. Ulżyłem mu tym, ubranie powoli robiło się za ciasne.
Tak na ciebie wpływam Rei? Urocze.
Równie szybko sam zostałem w samych bokserkach. Jego usta znalazły się na mojej szyi, wywołując tym przyjemny dreszcz. Ogarniała mnie paląca fala gorąca, moje ciało było rozgrzane do czerwoności. Być może basista nie był obdarzony wybitną inteligencją ale za to jak całował. Nie do porównania. Silna dłoń znalazła się na moim podbrzuszu, usta powolnie zjeżdżały w dół.
[Reita]
Zjechałem ustami na delikatną klatkę, wyginającego się i coraz głośniej stękającego partnera.
- nie baw się tyle - wyjęczał, poganiając mnie. Najwolniej jak się tylko da przesunąłem dłonią na jego krocze, wywołując tym kolejny rozkoszny jęk.
Podsunąłem mu 2 palce do ust.
- n-nie chcę - zaprotestował
- ale będzie bolało.
- nie pierdol tylko mnie pieprz! - jak zwykle uparty, co ja poradzę? Nic.
W momencie gdy wsunąłem się w niego do samego końca z gardła wokalisty wyrwał się krzyk na tyle głośny, że reszta zespołu zakwaterowana w pokojach na drugim końcu korytarza wraz z resztą gości spokojnie mogła go usłyszeć.
Począłem się w nim poruszać. Zamknąłem usta młodszego pocałunkiem, tamując tym wydobywającą się z nich fale jęków.
Wyginał się blokowany ciężarem mego ciała, odchylając głowę w tył. Postanowiłem przyspieszyć tepa uprzedzając jego błagania.
Kolejny głośny krzyk w momencie gdy natrafiłem na jego prostatę.
- Akira! - po chwili doszedł, wykrzykując moje imię. Następne trzy pchnięcia później sam spuściłem się w jego wnętrzu. Dysząc ciężko wyszedłem z niego i opadłem wykończony na łóżko. Pomimo zmęczenia ogarniało mnie wspaniałe uczucie. Objąłem blondyna ramieniem. Chłopak sprawiał wrażenie nieobecnego, jakby zdarzenie sprzed chwili nadal trwało. Dopiero po chwili wrócił na ziemie, kładąc głowę na moim torsie.
- Reita.. - zaczął cicho, głosem upodabniającym się do niewinnego dziecka. Zabawne, na scenie zachowywał się jak zboczony perwers, chociażby poprzez posuwanie statywów, barierek i nie wiadomo co  jeszcze padło ofiarą krocza malca. Za to będąc ze mną sam na sam często wymuszał coś słodkim uśmieszkiem. Chociaż bywało to irytujące to muszę przyznać, że brakowało mi tej słodkości.
- słucham?
- kocham cię - szepnął mi do ucha, przygryzając je lekko.
- ja ciebie też - słowa same wyrwały się z mojego gardła. Nie, to nie z gardła lecz prosto z serca. Umysł już się nie liczy. Musiałem kompletnie zwariować chcąc spędzić resztę życia z tym małym wariatem.

 ~.~
To już niestety koniec, ale zaczynam pracę nad kolejnym opowiadaniem Reituki c:

czwartek, 20 czerwca 2013

Ruki x Reita - przypadek 1


[Ruki]
Po koncercie, pożegnaniu z fanami i podziękowaniu wszystkim za kolejne wspaniałe chwile do zapamiętania,  jako pierwszy zszedłem ze sceny. Pierwszą czynnością którą wykonałem było pochwycenie butelki z wodą. Jednym łykiem  opróżniłem ponad połowę jej zawartości.
- no chłopaki, dobra robota. - pochwalił nas menadżer.
- no a jak - roześmiał się Kai.
- przebierajcie się i ruszamy do Osaki- odwrócił się i opuścił pomieszczenie, zostawiając nas samych.
Spojrzałem po przyjaciołach. Aoi i Uruha śmiali się z czegoś, znów się do siebie klejąc. Ta dwójka od niedawna powoli zaczynała działać mi na nerwy. Rozumiem, są razem, kochają się, no ale na miłość boską nadal jesteśmy w pracy!
Przeniosłem wzrok na Reite, jednakże szybko zrezygnowałem. Chłopak stał pół nagi, łapczywie pijąc napój energetyczny. Jego zgrabnie wyrzeźbione ciało świeciło się od potu. Poszedłem do drzwi. Co się ze mną dzieje?
- Taka, gdzie idziesz? - rzucił za mną perkusista.
- zapalić - odburknąłem, Wyszedłem przed budynek, na przeciwko znajdował się mały sklep. Kupiłem w nim paczkę Marlboro Menthol Light. Wyciągnąłem z niej jednego papierosa, odpaliłem i zaciągnąłem się porządnie. Po chwili wypuściłem z ust chmurę szarego dymu.
[Reita]
Na pożegnanie dodałem kilka słów od siebie i zniknąłem za kulisami.
- no chłopaki, dobra robota. - usłyszałem słowa menadżera,
- no a jak - na ustach lidera widniał szeroki uśmiech. Podziwiam tego gościa, ledwo stoi na nogach na emituje od niego niezwykła energia. Zawsze gdy ma problemy zwalcza je promiennym uśmiechem.
- przebierajcie się i ruszamy do Osaki- bez wahania go posłuchałem i zrzuciłem z siebie górę stroju. Zerknąłem na Ruksa, przyglądającemu się naszej zespołowej parze. Mam wrażenie, że  ostatnio  mnie unika. Stał się jakiś milczący, jakby zamknięty w sobie.
- Taka, gdzie idziesz? - głos Kaia zmusił mnie do spojrzenia w stronę drzwi.
- zapalić -Maleństwo się złości. Dotarło do mnie, ze praktycznie nie wiem nic o jego życiu prywatnym.
- Też to zauważyliście? - westchnął Uru, obejmując Shiroyame.
- hę?
- małego Rukiego coś gnębi - najsłabszym punktem wokalisty były komentarze na temat jego wzrostu,  dlatego też staraliśmy się nie mówić tego w jego obecności.
- może się zakochał ? - zasugerował Tanabe - hmm ciekawe co to za dziewczyna, znając gust Chibi-chana musi być wyjątkowa.
- Ruki to pedał - tylko ja i perkusista byliśmy normalni w tym domu wariatów. Nie no, nie mam nic do homoseksualistów, Właściwie to nawet kiedyś eksperymentowałem jak to jest z mężczyznami, nie wyszło.
- fakt. Same cioty - zaśmiał się Kai żartobliwie. Obaj akceptowaliśmy orientację przyjaciół. Doskonale o tym wiedzieli.
- no dzięki- starszemu gitarzyście na szczęście nie  brakowało poczucia humoru i dobrze zinterpretował wypowiedź Yutaki.
- Akira, sądzę, że powinieneś  pójść z nim pogadać- Takashima rozczesywał swoje lśniące, rudawe włosy.
- Że ja? - burknąłem.Szkoda mi było tego dzieciaka, ale ewidentnie dawał mi do zrozumienia, że nie chce mieć ze mną do czynienia. Więc nie chcę się wtrącać wbrew jego woli.
- Zaufaj mi.
- jebnij jeszcze tekstem typu "kobieca intuicja' - chwyciłem bluzę. Na dworze było zimno, nie ma się co dziwić. Uroki póżno listopadowych nocy.
Szybko odnalazłem wokalistę wzrokiem. Nawet się nie przebrał, znów się przeziębi i znów pali. Podszedłem do niego od tyłu i zarzuciłem mu własną bluzę na ramiona.
- nie pal krasnalu - w mgnieniu oka obrócił się o 180 stopni i obdarzył mnie piorunującym spojrzeniem.
- bo ?- mruknął
- nie będziesz w stanie śpiewać - wyjaśniłem spokojnie, sam nie byłem święty. Wyglądał tak uroczo, ze aż uśmiech sam zawitał na moje usta.
- co się tak szczerzysz? - rzucił niedopałek na ziemie.
- Rusz dupę i idź się ogarnąć - pogoniłem bachora, popychając go do klubowych drzwi.
- nie dotykaj mnie - odwarknął
[Ruki]
- Rusz dupę i idź się ogarnąć - przez materiał bluzy poczułem jego dłoń między łopatkami. Przeszył mnie lekki dreszcz. W głębi siebie błagałem by nie wyczuł mojej reakcji.
- nie dotykaj mnie - wypowiedziałem wbrew sobie, oddałem mu okrycie i wróciłem do garderoby.
Wszyscy byli już dawno gotowi i zajmowali się pakowaniem  sprzętu.
- pospiesz się do cholery Matsumoto! - nasz menadżer łatwo dawał się wyprowadzić z równowagi. W szczególności przeze mnie. Na każdym kroku zawodziłem, razem z Kaiem niemal  codziennie się na mnie wydzierali. Niedawno nawet pojawił się temat zmiany wokalisty. Jednak szybko został zamknięty, reszta zespołu jednogłośnie oświadczyła, że Gazette to Reita, Uruha, Aoi, Kai i Ruki. Nikt więcej. Nikt mniej. Albo gramy razem albo wszyscy odchodzimy.
  Sceniczną kreację zamieniłem na czarne rurki, rozciągniętą koszulkę z logo Nirvany i czerwone Conversy. Takie same nosiłem będą w liceum. Zapakowałem swoje manele i wsiadłem do stojącego na tyłach budynku autobusu.
- dobra, mamy problem. Klub w ostatniej chwili oznajmił, że nas nie przyjmie. Mamy 2 dni wolnego, więc zatrzymujemy się dziś w hotelu w Sakai- Kai specjalnie podniósł głos, aby wszyscy go wysłuchali.
- genialnie - Aoi powinien się cieszyć, że będzie mógł spędzić więcej czasu sam na sam z Kouyou.
Nie, nie było genialnie. Zawiedliśmy naszych fanów, nie zależało to od nas, ale zawiedliśmy .  Po drugie, więcej wolnego czasu = więcej wolnego czasu z Reitą. Sprzeczności we mnie biły się o zwycięstwo. Chciałem być jak najdalej, nie musieć go widzieć, a jednocześnie znaleźć się w jego silnych objęciach. Móc usłyszeć bicie jego serca, sprowokować go do działania. Stop Ruki! Nie myśl tak! Koniec tego dobrego, debilu, myślący o tym o czym wyjątkowo nie chcesz myśleć. To brzmi lepiej. Zamknąłem oczy.
[Reita]
Takanori siedział kila rzędów za mną, postanowiłem kolejny raz podjąć próbę rozmowy. Dopiero gdy znalazłem się koło niego zauważyłem, że śpi z policzkiem przyklejonym do zaparowanej szyby. Wyglądał wyjątkowo spokojnie. Lekko drżał. Odruchowo przykryłem go kocem, co nie obyło się bez komentarza.
- Proszę, proszę. Książę odnalazł swoją śpiącą królewnę - zachichotał młodszy gitarzysta.
- nie chcę, żeby później marudził- zmieszałem się. Uruha dobrze wie, że wolę laski Duże cycki, zgrabne, długie nogi, płaski brzuch i jędrne, seksowne pośladki. Chodzący ideał. A Ruki? Już pomijając fakt, że jest facetem o delikatnej, dziecięcej urodzie, to wciąż trochę odbiega od tego opisu. Muszę przyznać ma swoje uroki. Uroczy, nieznośny dzieciak. Gdy nie śpi zazwyczaj zamienia się w prawdziwe diablątko. Wszędzie go pełno. Nigdy nie byłem u niego w domu. Mieszka na drugim końcu miasta, na przedmieściach. Podobno bardzo spokojna okolica. Z opowieści Yutaki dowiedziałem się, że w całym mieszkaniu panuje bałagan niemożliwy do opisania.
Między fotelami odnalazłem kilka batonów, zakupionych jeszcze w Tokyo.
[ Ruki]
- Matsumoto! - ktoś mną potrząsnął, wywabiając z krainy snów. Otworzyłem niechętnie oczy, jeszcze nie w pełni przytomnie uśmiechnąłem się na widok nachylającego się nade mną basisty. Zdziwiony pociągnął mnie z autobusu. Na ramieniu niósł 2 torby, większa była moją.
- możesz mi powiedzieć, co z tobą nie tak? - rozpoczął rozmowę, w końcu musiała się kiedyś zacząć.
- nic - a co mam ci debilu powiedzieć? Że zakochałem  się w przyjacielu, koledze z zespołu i świetnemu basiście w jednej osobie? Chciałbyś to usłyszeć?
- czyżby?
- taa kurwa!
- nie denerwuj się tak, po prostu czuję, że mnie unikasz. Jesteś smutny. Martwię się o ciebie. - martwisz się? O mnie? Serce mi zamarło, to jedynie kilka słów, w dodatku nie wiadomo czy wypowiedzianych szczerze, jeżeli nawet to nie z oczekiwaną przeze mnie intencją.
- i tak nie zrozumiesz ćwoku - odwróciłem wzrok.
- ej mały jak mam spróbować jak nie chcesz mi o niczym powiedzieć.
- a wiesz jak to jest kochać kogoś, kogo nigdy nie będziesz mógł mieć. Cierpieć codziennie widząc tą osobę. Dobrze zdając sobie sprawę, że to uczucie nie ma prawa do istnienia ?! - wypaliłem zirytowany. - zresztą zapomnij - dopowiedziałem, nim zszokowany chłopak cokolwiek odpowiedział zniknąłem za drzwiami pokoju 313.
[Reita]
 - i tak nie zrozumiesz ćwoku - mówiąc to, wyglądał jeszcze marniej. Nie wiem dlaczego miałem ochotę go przytulić.
- ej mały jak mam spróbować jak nie chcesz mi o niczym powiedzieć.- powiedziałem spokojnie, nie mogąc oderwać od niego wzroku. Z trudem powstrzymywałem pokusę. Takiego mogłem go nawet przelecieć.
- a wiesz jak to jest kochać kogoś, kogo nigdy nie będziesz mógł mieć. Cierpieć codziennie widząc tą osobę. Dobrze zdając sobie sprawę, że to uczucie nie ma prawa do istnienia ?! -krzyknął, wystarczająco głośno by reszta gości mogła usłyszeć, miałem wrażenie, że zaraz wybuchnie płaczem. Nigdy nie widziałem go płaczącego, wstydził się własnych łez. - zresztą zapomnij - zamurowało mnie. Czyżby chodziło mu o .. mnie?
- Ruki.. - szepnąłem, w niezłym szoku wlepiając wzrok w hotelowe drzwi. Ciągle trzymałem jego torbę. Zapukać? Oddać mu ją teraz? Osobiście? Nie chce mnie widzieć, a ja nie chce go wkurzać.
[ Ruki]
Z hukiem runąłem na ogromne, dwuosobowe łóżko Z moich oczu bezwładnie popłynęło kilka gorzkich łez. Akira dlaczego jesteś tak ślepy? Chciałbym żebyś tu teraz był, żebyś o wszystkim wiedział. Nie potrafię tego wypowiedzieć, boję się.
Myśl o nim spowodowała obfitszy potok łez.
Chcę poczuć twoje przyjemne ciepło, wtulić się w nie z całej siły i trwać tak do samego końca cokolwiek by  się działo. Pragnę Cię.
[ Reita]
Po kilku nieudanych próbach odnalazłem pokój lidera, po drodze widziałem niezłą laskę, chyba wybierała się do baru.
- Akira? Co tu robisz? - w pasie był owinięty hotelowym ręcznikiem, mokre włosy opadały mu na oczy a w ustach trzymał szczoteczkę do zębów.
- przecież mieszkamy razem głąbie - po jego reakcji nie bylem pewien.
- masz pokój z Rukim, jak zwykle mnie nie słuchałeś - oparł się o futrynę drzwi.
- Co?! Jak to?! Nie mogę zostać tu?! Kai, no kurwa weź! Dobrze wiesz, że ma do mnie jakieś wąty! - wrzasnąłem.
- Przykro mi, nie mam ochoty z Tobą spać - uśmiechnął się złośliwie - tak lepiej, będziecie mogli to sobie wyjaśnić.
- tak właśnie można na ciebie liczyć stary - wyszedłem trzaskając za sobą drzwiami.
Wróciłem pod drzwi pokoju który miałem dzielić z maleństwem. Postanowiłem, że zostawię rzeczy i pójdę na dół. Może uda mi się poderwać tą dziewczynę. Ostrożnie wszedłem do środka. Wokalista leżał na łóżku, odwrócony twarzą w drugą stronę, pewnie spał.
Odłożyłem torby, przykryłem go kołdrą i na palcach wyszedłem.
Zamówiłem butelkę wódki, blondynka siedziała przy stoliku koło wyjścia na taras.
- mogę się przysiąść? - uśmiechnąłem się.
- eee? A, tak, jasne.
Zająłem miejsce naprzeciwko niej - Co taka dziewczyna jak ty sama robi w tym  miejscu? - rozpocząłem rozmowę, w końcu byłem w swoim żywiole.
- to i owo - odparła tajemniczo, sącząc kolorowego drinka. Zainspirowało mnie to do otwarcia półlitrówki.
- chyba, że właśnie zająłem miejsce jej faceta.
- nie pomyłaś pan, że jest singielką?- mocny makijaż podkreślał jej kasztanowe oczy, całość dopełniały pomalowane na ostrą czerwień usta.
- tak piękna kobieta, pewnie nie może odpędzić się od mężczyzn.
- czeka na tego jedynego. I chciałaby poznać pańskie imię.
- Akira - wziąłem kolejnego z kolei łyka alkoholu.
- Naomi. - wyszeptała wprost do mojego ucha.
[Ruki]
Musze się przejść. Zszedłem na dół, przez szklaną szybę, oddzielającą hol od baru zauważyłem Suzukiego siedzącego w towarzystwie klejącej się do niego kobiety. Co za dziwka. Dlaczego mu się to podoba?  Widok wzbudzał we mnie zazdrość.  Nie mogłem dłużej na to patrzyć, wybiegłem na dwór, biegłem przed siebie póki zmęczenie nie wdało się we znaki.
Dlaczego zabolało? Dalej nieświadomie się łudzę?
Opadłem na parkową ławkę i odpaliłem papierosa. Zakryłem twarz dłońmi. Jestem beznadziejny.