Na powitanie obudził mnie pulsujący ból głowy, musiałem za dużo wypić, mam słabość do alkoholu i gdy już zacznę pić ciężko mnie powstrzymać. Z trudem zmusiłem się do otwarcia oczu, przez przerwy w żaluzjach do pomieszczenia wpadały zimne promienie słoneczne. Leżę w łóżku mogącym spokojnie pomieścić 3 osoby. Zamarłem, przy moim boku spał całkowicie nago wokalista, tulący się szczelnie do mojego ramienia. Moje obawy się potwierdziły, też nie miałem nic na sobie.
- o kurwa.. AAA!!! - Mój krzyk obudził współtowarzysza. Malec spojrzał na mnie zaspanym wzrokiem, nie fatygując się zabrać dłoni - co się stało Akiś? - ziewnął. Zaistniała sytuacja nie wywarła w nim najmniejszego zdziwienia. Przysunął się bliżej.
- jak się spało? - zamruczał prowokująco.
- łeb mi pęka. - odsunąłem się.
- oh nie dziwię się, znowu za dużo wypiłeś- rękoma oplótł moją szyję. - chcesz kawy? - powiedziawszy to przylgnął ustami do mojego czerwonego policzka. Jego usta były delikatne jak kobiece. Odskoczyłem od niego jak oparzony.
- my... Pieprzyliśmy się?! - wydukałem.
- nie pamiętasz? - w jego głosie wyczułem smutek - nie pamiętasz jak powiedziałeś, że też mnie kochasz?! Że bałeś się o tym mówić?! Kurwa jestem zbyt głupi, na chuj słucham jebanego pijaka - warknął, wybiegając do łazienki. Skłamałbym mówiąc, że jego ciało w pełnej okazałości nie przykuło mojego wzroku.
Co ja narobiłem? Miałem okazję przelecieć pociągającą dziewczynę, a zamiast tego z niewiadomych przyczyn wylądowałem w łóżku z przyjacielem. Chwila, czy on właśnie powiedział 'też mnie kochasz' ? Ubrałem się, zabrałem wszystkie swoje rzeczy i bez słowa wyszedłem z pokoju.
[Ruki]
Jak mogę być tak tępy. Nawet dzieciak by w to nie uwierzył. Wykorzystałem okazję by móc go w sobie poczuć, a mój tępy mózg dopisał sobie całą resztę. Uderzyłam z pięści w drzwi. Nie przestawałem powtarzać czynności póki skóra na ręce n zrobiła się czerwona i zaczęła boleć.
[ Reita]
Nie mogłem zapomnieć słów wokalisty, panicznie próbowałem przypomnieć sobie choć najmniejszy fragment minionej nocy. Do stolika przy którym siedziałem dosiadł się Uruha.
- Uu zaszalało się bracie- wziął łyka aromatycznej kawy.
- A gdzie podziałeś Aoia? - starałem się zmienić temat.
- jeszcze śpi. W nocy trochę go pomęczyłem - uśmiechnął się niewinnie. Wywróciłem oczyma i bezwładnie położyłem głowę na stole.- mów co cię gryzie, bo wiedzę, że coś jest na rzeczy.
- po pijaku przespałem się z Rukim Wydaje mu się, że to coś więcej- nie dałby mi spokoju, w sumie potrzebowałem teraz rozmowy. Swoim piciem, mogłem rozbić zespół.
- Serio? Akira, tylko szczerze, jakie konkretnie emocje cię ogarniają, kiedy o tym myślisz? - Takashima interesował się psychologią, swoje nauki testował akurat na nas. Od kiedy go znam stara się wszystkim pomagać. To miłe, że jeszcze egzystują tacy ludzie.
- bo ja wiem - zastanowiłem się, przeżyłem szok uświadamiając sobie, że wcale nie czuję obrzydzenia. Wspomnienie nagiego ciała wokalisty wzbudziło we mnie przyjemny dreszcz - powiedzmy, że jest to ... Neutralne?
Jego usta wykrzywiły się ku górze - Akira, nie oszukuj samego siebie. Troszczysz się o niego, martwisz. Niby wszystko co robi przyjaciel, ale przynajmniej mógłbyś spróbować go uszczęśliwić. Jak nie wyjdzie to trudno, nie możesz się dusić. Posłuchaj mojej rady, proszę.
Jestem bi? Co mi szkodzi posłuchać najlepszego przyjaciela. Od liceum, dawał mi świetne rady, dzięki niemu moje życie nabrało kolorów. To on przekonał mnie do założenia zespołu, opuszczenia rodzinnego miasta i umówienia się z Lindą.
- pogadam z nim - wstałem od stołu, zabrałem 2 kubki kawy i kawałek ciasta czekoladowego.
Stał przy zasłoniętym oknie, przez szparę przepuszczającą słońce obserwował krajobraz.Nie zdążył się ubrać. Podszedłem do niego od tyłu - Taka, posłuchaj. Przepraszam. Za ostro zareagowałem. Po prostu był to dla mnie niezły szok. Głupio wyszło. Zraniłem twoje uczucia. - objąłem go lekko w pasie. - wybaczysz mi?
Obrócił się żeby spojrzeć mi w oczy - Chyba też powinienem cię przeprosić Nie powinienem od razu krzyczeć. Nie twoja wina. Zapomnijmy o tym, co? - zmuszał się do wypowiedzeniowa tych słów.
- Nie chcę zapomnieć nocy z tobą której w ogóle nie pamiętam. Opowiedz mi jak było. Byłem dla ciebie wystarczająco dobry?
- Wystarczy ci, że powiem wspaniale?
- jak na razie wystarczy- uśmiechnąłem się, mierzwiąc jego rozczapierzone blond włosy. - ubierz się, co? - powiedziałem jak do dziecka. W odpowiedzi posłał mi prowokujące spojrzenie i machając tyłkiem poszedł do łazienki.
Wracasz. Dlaczego nie mogę oderwać od ciebie wzroku? Masz na sobie bluzkę którą ci podarowałem na zeszłoroczne święta. Nie sądziłem, że nadal ją masz a tym bardziej, abyś brał ją na wyjazd. Gdy tylko ją zobaczyłem w sklepowej wystawie od razu pomyślałem o tobie. Pasuje idealnie. Ogarnij się Rei!
Podszedłem do wokalisty, podałem mu kubek kawy, która dawno zdążyła wystygnąć. i ciasto.
Usiadł na łóżku, zakładając nogę na nogę, przyciągnął mnie do siebie. Zaskoczony nie zdążyłem zareagować i runąłem niemalże prosto na niego, prawie rozlewając napój.
Milczymy. Cisza staje się nieznośna, odczuwam silne pragnienie jej przerwania, ale tego nie robię. Trudno mi cokolwiek powiedzieć. Muszę sobie wszystko starannie poukładać.
- jedz - rzuciłem, dla maksymalnego przedłużenia czasu. Staram się na niego nie patrzeć. O dziwo posłuchał i zajął się wchłanianiem aromatycznego posiłku. Mała niezdara musiała się ubrudzić bitą śmietaną. Delikatnym, niepewnym ruchem starłem krem z jego nosa. Natychmiastowo przybliżył się do mnie. Odległość między nami nie była większa niż centymetr. Nie czekając na moją reakcję, złączył nasze usta w pocałunku. Jego ciepłe, aksamitne wargi przed chwilę, zdającą się trwać wieki nie wykonały najmniejszej czynności. Spokojnie trwając w miejscu.
Przez myśl przemknęły mi słowa Kouyou. Co może się stać? Tak, zrobię to. Pogłębiłem pocałunek.
Malec rozchylił lekko wargi, pozwalając mi wsunąć język do ich wnętrza. Połączył go z własnym w chaotycznym tańcu.
Jego małe dłonie oparły się o mój tors. Pospiesznie zaczęły się przesuwać to w dół to w górę. W końcu wsunęły się pod materiał koszulki, podwijając ją ku górze. Szybko się jej pozbył.
[Ruki]
Moje serce waliło jak szalone. Dalej był niespełna rozumu? Trudno, nie powstrzymam się. Chce go poczuć w sobie. Teraz. Zabrałem się do rozpinania paska przyjaciela. Ulżyłem mu tym, ubranie powoli robiło się za ciasne.
Tak na ciebie wpływam Rei? Urocze.
Równie szybko sam zostałem w samych bokserkach. Jego usta znalazły się na mojej szyi, wywołując tym przyjemny dreszcz. Ogarniała mnie paląca fala gorąca, moje ciało było rozgrzane do czerwoności. Być może basista nie był obdarzony wybitną inteligencją ale za to jak całował. Nie do porównania. Silna dłoń znalazła się na moim podbrzuszu, usta powolnie zjeżdżały w dół.
[Reita]
Zjechałem ustami na delikatną klatkę, wyginającego się i coraz głośniej stękającego partnera.
- nie baw się tyle - wyjęczał, poganiając mnie. Najwolniej jak się tylko da przesunąłem dłonią na jego krocze, wywołując tym kolejny rozkoszny jęk.
Podsunąłem mu 2 palce do ust.
- n-nie chcę - zaprotestował
- ale będzie bolało.
- nie pierdol tylko mnie pieprz! - jak zwykle uparty, co ja poradzę? Nic.
W momencie gdy wsunąłem się w niego do samego końca z gardła wokalisty wyrwał się krzyk na tyle głośny, że reszta zespołu zakwaterowana w pokojach na drugim końcu korytarza wraz z resztą gości spokojnie mogła go usłyszeć.
Począłem się w nim poruszać. Zamknąłem usta młodszego pocałunkiem, tamując tym wydobywającą się z nich fale jęków.
Wyginał się blokowany ciężarem mego ciała, odchylając głowę w tył. Postanowiłem przyspieszyć tepa uprzedzając jego błagania.
Kolejny głośny krzyk w momencie gdy natrafiłem na jego prostatę.
- Akira! - po chwili doszedł, wykrzykując moje imię. Następne trzy pchnięcia później sam spuściłem się w jego wnętrzu. Dysząc ciężko wyszedłem z niego i opadłem wykończony na łóżko. Pomimo zmęczenia ogarniało mnie wspaniałe uczucie. Objąłem blondyna ramieniem. Chłopak sprawiał wrażenie nieobecnego, jakby zdarzenie sprzed chwili nadal trwało. Dopiero po chwili wrócił na ziemie, kładąc głowę na moim torsie.
- Reita.. - zaczął cicho, głosem upodabniającym się do niewinnego dziecka. Zabawne, na scenie zachowywał się jak zboczony perwers, chociażby poprzez posuwanie statywów, barierek i nie wiadomo co jeszcze padło ofiarą krocza malca. Za to będąc ze mną sam na sam często wymuszał coś słodkim uśmieszkiem. Chociaż bywało to irytujące to muszę przyznać, że brakowało mi tej słodkości.
- słucham?
- kocham cię - szepnął mi do ucha, przygryzając je lekko.
- ja ciebie też - słowa same wyrwały się z mojego gardła. Nie, to nie z gardła lecz prosto z serca. Umysł już się nie liczy. Musiałem kompletnie zwariować chcąc spędzić resztę życia z tym małym wariatem.
~.~
To już niestety koniec, ale zaczynam pracę nad kolejnym opowiadaniem Reituki c:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz