środa, 20 lipca 2016

Burza


Dwudziestopięcioletni mężczyzna stał na balkonie swojego trzypokojowego apartamentu na Knightider Street i paląc papierosa wpatrywał się w przecinające, jak brzytwa,atmosferę strugi ulewnego deszczu. Z wnętrza mieszkania dochodził dźwięk ekspresu do kawy i włączonego telewizora
... W ciągu najbliższych dni nasz kraj nawiedzą liczne burze. Z największym natężeniem w południowej część Anglii.Temperatura będzie się wahać od 9 stopni w Londynie do 12 w Essex ...
    Potter odetchnął głęboko nasączonym wilgocią powietrzem po czym zgasił niedopałek i cisnął go do stojącej na metalowym stoliku popielniczki
- Czas coś zjeść, co psino? - z lekkim uśmiechem pogłaskał siedzącego przy jego nodze wiernego Doga Nienieckiego imieniem Maynard. Trzy lata temu. zmęczony samotnością zdecydował się zaadoptować brunatnego szczeniaka, który szybko stał się jego najlepszym i jedynym przyjacielem.
 Otrząsnął się, jakby chciał odgonić od siebie chłód i wrócił do mieszkania. Prostu do kuchni, zwabiony intensywnym zapachem mielonej kawy. Nalał sobie pełen kubek ciemno brązowego napoju a następnie sięgnął do lodówki po jedzenie dla czworonożnego przyjaciela i siebie.
Usiadł przy stole i rozkoszując się kawą oraz odgrzewanymi naleśnikami ze szpinakiem z poprzedniego dnia zaczął przeglądać gazetę codzienną. Po przeczytaniu trzy stronicowego artykułu o segregowaniu śmieci zerknął na zegarek. Za godzinę powinien być w biurze. Niechętnie wstał i poszedł do łazienki po drodze wrzucając brudne naczynia do zmywarki.
Poranna toaleta jak zazwyczaj  zajęła mu nie dłużej niż piętnaście minut. Otarł mokre, dobrze wyrzeźbione na siłowni ciało ręcznikiem i nałożył na siebie granatowy garnitur,  do tego przypadkowo trafnie dopasowany bordowy krawat. Już w lekkim pospiechu wsunął stopy w eleganckie brązowe buty i narzucił na ramiona płaszcz w podobnym odcieniu.
- Bądź grzeczny mały. Jak wrócę wezmę cię na porządny spacer - pogłaskał psa na pożegnanie i wyszedł z mieszkania, w ostatniej chwili przypominając sobie o zabraniu parasolki.
Po zejściu z trzynastego piętra, przejściu kilkunastu metrów i przejechaniu pięciu stacji metra znalazł się pod oszklonym gmachem ogromnej korporacji
- Potter! - na dźwięk swojego nazwiska odruchowo odwrócił się za siebie. Zaczął szukać wzrokiem znajomej twarzy ale nie był w stanie  rozpoznać żadnego z przechodniów
- Aż tak bardzo się zmieniłem, że już mnie nie poznajesz? - niespodziewanie tuż przed nim wyrósł jak z podziemi nieznajomy jasnowłosy mężczyzna. Uśmiechał się do niego podejrzanie
- Przykro mi, ale musiał mnie pan z kimś pomylić. A teraz, jeżeli pan wybaczy., Spieszę się do pracy - próbował go wyminąć, ale przybysz nie dawał tak łatwo za wygraną nadal torując mu drogę
- Pan? Potter, przy mnie nie musisz udawać - brunet przyjrzał się dokładniej swojemu rozmówcy. Wysoki,szczupły mężczyzna w prawdopodobnie przybliżonym mu wieku. Ubrany w czarny wełniany płaszcz do połowy łydki i szmaragdowy, jedwabny szal. Wyglądał o wiele bardziej elegancko niż on. Spojrzał w szaroniebieskie oczy mężczyzny lecz momentalnie speszył się odnalezionym w ich głębi chłodem
- Nie wiem skąd zna pan moje nazwisko ale widzę pana po raz pierwszy w życiu. Proszę mnie przepuścić - powiedział Harry z nutą zirytowania w głosie
Blondyn milczał, lecz nie ruszył się z miejsca
- Czyli naprawdę nic nie pamiętasz - stwierdził marszcząc brwi
- Może mi .. - Potter nie zdołał dokończyć swojej kolejnej uprzejmej prośby. Przybysz położył mu palec na ustach. Czym jedynie pogłębił zaszokowanie zielonookiego
- Zanim znów zaczniesz mnie zbywać, zastanów się nad tym, czy to nie podejrzane. Mieszkasz w mieszkaniu za kilka milionów funtów w centrum miasta, zajmujesz wysokie stanowisko w renomowanej firmie a nawet nie wiesz skąd się to wszystko wzięło. Nie pamiętasz nic sprzed siedmiu lat, prawda? Nie pytaj skąd o tym wiem ponieważ, po prostu wiem - blondyn uśmiechnął się w myślach triumfująco. Z całą pewnością teraz go zaciekawił. Zanim wytrącony z równowagi Potter cokolwiek odpowiedział mężczyzna wręczył mu swoją wizytówkę - Skontaktuj się ze mną to opowiem ci prawdę - uśmiechnął się i wycofał, dając Harremu przejść
Brunet spojrzał na wizytówkę "Draco Malfoy" głosił napisany pochyłymi, ozdobnymi literami napis na środku czarnej karteczki. Nic poza tym, żadnego numeru czy adresu
- Ale .. - zdezorientowany Potter odwrócił się żeby wyjaśnić to nieporozumieniem lecz za nim nikogo już nie było - ... nie ma tu żadnego ... - dodał sam do siebie, już kompletnie zbity z tropu. Stał tak wpatrzony w mijających go coraz rzadziej ludzi. Draco Malfoy zniknął tak szybko jak znikąd się pojawił - A z resztą.. - Kiedy w końcu się otrząsnął pędem pognał do znajdującego się na przedostatnim piętrze wieżowca biura. Wskazówki zegarka nieubłaganie zbliżały się do godziny dziewiątej. Szef Potter nie tolerował spóźnień, tym bardziej kiedy dzień pracy zarządu firmy miał zacząć się od ważnej konferencji z zagranicznym inwestorem. Dosłownie dwie sekundy przed czasem zielonooki dysząc jak początkujący biegacz po półmaratonie wpadł do sali konferencyjnej
- A już zastanawialiśmy się gdzie się pan podziewa, panie Potter - zajmujący miejsce naprzeciw drzwi starszy mężczyzna klasnął w ręce
- Przepraszam. Zatrzymała mnie ważna sprawa - wydyszał Harry, zaraz zabierając miejsce po lewicy szefa
- Panowie, ten każący nam na siebie czekać osobnik to właśnie szef do spraw marketingu. Pan Harry Potter - mężczyzna spojrzał na podwładnego surowym wzrokiem. Tak jak ojciec patrzy na syna gdy ten popełni jakiś błąd. Potter poluzował lekko krawat i czując na sobie skupienie zgromadzonych szybko przeszedł do zapoznania gości z celem dzisiejszego spotkania.
Obrady zabrały zebranym  resztę przedpołudnia. Skończono dopiero w porze lunchu.
Z sali wyszło dwunastu, zadowolonych z uzyskanych warunków współpracy, mężczyzn
- Gratulacje Potter - brunet poczuł na karku świszczący oddech szefa, który zapominając o udzieleniu mu nagany za niepunktualność, poklepał go po ramieniu i odszedł do swojego biura.
Brunet uśmiechnął się pod nosem. Tym razem mu się udało. Chociaż kiedy się porządnie zastanowił, od siedmiu lat, nie licząc ogromnej samotności, wszystko mu się udawało. Jakby ktoś za tym stał
"Zaczynasz wariować przez tego kolesia Potter. Ale skąd on tyle o mnie wiedział?" pomyślał siadając do biurka. Powinien zająć się zaległymi formalnościami ale jedyne co zdołał przez kilka godzin uczynić to wyciągniecie z kieszeni płaszcza wizytówki i przyglądanie się jej uważnie. Nawet przyszło mu na myśl żeby spojrzeć na karteczkę pod słońce. Nadal nic prócz wykaligrafowanego nazwiska się nie pojawiło. Potter westchnął zrezygnowany i cisnął wizytówkę do kosza na śmieci
- To bez sensu - mruknął pod nosem. Punktualnie o siedemnastej zabrał swoje rzeczy i szykując się do wyjścia spojrzał przez okno. Ulewa nie przechodziła. Zerknął na przelewających się  na ulicy pracowników którzy tak samo jak on zakończyli swój dzień pracy i zmierzali do domu.
Nie zamierzał być gorszy i dłużnej siedzieć w tym szklanym molochu, tym bardziej, że musiał jeszcze mimo tak paskudnej pogody wyjść z psem na spacer. Świadomie zdecydował się na rasę która potrzebuje dużo ruchu. Chciał mieć pretekst by wychodzić z domu gdziekolwiek indziej niż do pracy czy sklepu. Z tego samego powodu również jakiś czas temu wykupił karnet na siłownie.
Droga powrotna zajęła mu dłużej lecz nie licząc kilkominutowego spóźnienia pociągu i jeszcze większych tłumów na stacji metra, obyło się bez komplikacji.
Otworzył drzwi mieszkania. Od samego progu wyczuł, że coś jest nie tak. Cisza. Maynard nie przybiegł z radosnym szczekaniem powitać go entuzjastycznie po całodniowej rozłące jak miał w zwyczaju. Zaniepokojony wszedł do środka. Na drzwiach nie było śladów włamania a pies jeszcze rano był okazem zdrowie. Niepewnie wszedł do salonu gdzie, to co ujrzały jego oczy zadziałało na niego jak kubeł lodowatej wody
- Co ty tu robisz? - warknął zapominając nagle o tych wszystkich grzecznościach.
W jego salonie, na jego kanapie, z jego wiarołomnym psem przy nodze siedział ten sam nieznajomy blondyn. Draco Malfoy, o ile go nie okłamał co do nazwiska. Nieproszony gość podniósł wzrok przestając drapać jego pupila za uchem i uśmiechnął się subtelnie, w dziwnie znajomy sposób
- Przecież mówiłem, że się jeszcze spotkamy Potter - mężczyzna wydawał się nic sobie nie robić z jego wzburzenia - przyszedłem z tobą porozmawiać - podniósł się z wygodnego mebla głaszcząc ostatni raz Maynarda, który odsunięty od pieszczoty spojrzał tęskno za blondynem, w tej samej chwili zauważył przybycie swojego Pana. Zamerdał wesoło ogonem i z basowym szczeknięciem podniósł się z ziemni by podbiec do jego nogi. Brunet na moment zapomniał o swojej złości zatapiając palce w szorstkiej sierści zwierzęcia, lecz nie na długo.
Draco Malfoy zaczął przechadzać się po jego przestronnym i nienagannie czystym salonie
- Kiedyś byś bardziej ucieszył się na mój widok - zakpił, zatrzymał się przy białym, nowoczesnym stole z najnowszej kolekcji IKEA - wyjątkowe paskudztwo - skomentował przejeżdżając alabastrową dłonią po lśniącym, niedrewnianym blacie i szybko zabrał rękę jakby z obrzydzeniem
- Posłuchaj, nie wiem kim jesteś ale daj mi spokój. Nie wiem jak dostałeś się do mojego mieszkania i skąd w ogóle wiesz gdzie mieszkam ale jak jeszcze raz cię zobaczę to dzwonię na policję
- Policję? - nieznajomy zrobił minę jakby pierwszy raz w życiu słyszał to słowo - zapewniam cię, że nie zdziała to wiele - odparł tajemniczo
- Czego ode mnie chcesz?
- Już mówiłem, przyszedłem tu żeby z tobą porozmawiać
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi - Potter tracił resztki opanowania. Jego ręka nieświadomie sięgnęła do kieszeni marynarki, z której zaraz wydobył paczkę papierosów. Starał się nie palić w domu  lecz to była wyjątkowa sytuacja. Wyciągnął papierosa i wsunął go w bladoróżowe wargi. Nie zdążył nawet poszukać po kieszeniach srebrnej zapalniczki z wygrawerowanymi, zdobnymi ornamentami, którą dostał kiedyś od szefa w ramach premii i prezentu świątecznego, kiedy papieros sam się odpalił - co do cholery.. - brunet ze zdziwienia poczuł palpitacje serca. Czyżby rzeczywistość zaczynała go oszukiwać? Czy to wszystko było halucynacją? Może powinien udać się do lekarza? Może Draco Malfoy nie był prawdziwy, w końcu wiele na to wskazywało
- Zaskoczony?
- Ty to zrobiłeś?
- Nie powinieneś tego palić. Bezsensowny mugolski wynalazek. Co to w ogóle ma na celu? - blondyn skrzywił się z niesmakiem kiedy tytoniowy dym wpadł w jego wąskie nozdrza
- Mógłbyś odpowiedzieć normalnie na przynajmniej jedno moje pytanie? - Potter w końcu odważył się sprawdzić czy płonący papieros nie jest iluzją
- Spokojnie, odpowiem na znacznie więcej niż jedno
Młody szef działu przejechał dłonią po twarzy i westchnął ciężko. W swojej pracy na co dzień spotykał się z marudnymi i trudnymi do porozumienia ludźmi lecz przybysz był znacznie cięższym rozmówcą
- O czym, w takim, razie chciałeś porozmawiać? - po chwili niezręcznej ciszy postanowił się podporządkować temu, że to blondyn rozdaje karty a jemu przypada jedynie marna rola widza w tym przedstawieniu.
- Paradoksalnie o tobie. Prawdopodobnie nie będziesz chciał uwierzyć w trzy czwarte tego co ode mnie usłyszysz ale pozwól mi skończyć, a w łatwy sposób udowodnię ci moje racje
- Cokolwiek - mruknął Potter, chwycił stojącą na półce popielniczkę i strzepał do niej popiół z papierosa. W tym samym czasie jego rozmówca zdążył już przysiąść w skórzanym fotelu naprzeciw kanapy z tego samego kompletu. Spojrzał wymownie na bruneta żeby i ten usiadł.
Pod naporem tego nieznośnego wzroku Harry, czując dziwne speszenie, posłusznie zrobił co mu kazano. Położył popielniczkę na udzie i co chwila strącając nowo powstały popiół czekał na rozpoczęcie monologu
- Wiele osób jest przekonania, że nie powinienem ci o tym mówić, ale ..- młody pracownik korporacji odniósł wrażenie, że przybysz na ten jeden, krótki moment pomiędzy dwoma wyrazami stracił całą pewność siebie - ale sądzę, że nie powinieneś żyć całe życie w tej iluzji Potter
- Iluzji?
- Wszystko stworzone wokół ciebie jest kontrolowane przez kogoś
- Co masz na myśli? Chcesz mi wmówić, że żyjemy w jakimś Matrix'ie?
- W czym? - mężczyzna skrzywił się subtelnie, nie lubił być zaskakiwany obcymi mi stwierdzeniami - Potter posłuchaj i nie przerywaj mi póki nie skończę. Gdybyś skoczył teraz z okna to następnego dnia obudziłbyś się cały i zdrowy we własnym łóżku. Gdybyś nie zgodził się w czymś z szefem którego tak się obawiasz, nie straciłbyś tej pracy. Jesteś kontrolowany, zrozum to. Nie wiem do końca czyj to był pomysł, ale podejrzewam, że ministra. W ramach wdzięczności zamiast umieścić cię w Mungu po postradaniu zmysłów wspaniałomyślnie postanowił zapewnić ci pozornie szczęśliwe życie. Ale prawda jest jedna. Nie pasujesz tu. Zdarzają się nieraz dziwne rzeczy prawda? - zielonooki siedział jak wmurowany. Mógł uznać Draco Malfoy'a za szaleńca, lecz nie zrobił tego z jednego prostego powodu, siedzący naprzeciw mężczyzna wiedział o nim za dużo by być zwykłym uciekinierem z zakładu dla obłąkanych
- Nieraz mam wrażenie, że potrafię przesuwać przedmioty nie dotykając ich. Boże, dlaczego ja ci o tym mówię?
- Wytłumaczenie jest proste. Jesteś czarodziejem Potter
- Czarodziejem? - powoli dogasający papieros niemal nie wypadł spomiędzy jego warg. Dwudziestopięciolatek poczuł się trochę jakby ktoś próbował sprzedać mu ołówek wmawiając, że to tzrynastowieczny miecz. Nie wiedząc jak zareagować roześmiał się głośno - Ale się uśmiałem. To było naprawdę dobre. A teraz przestań żartować, powiedz co masz jeszcze do powiedzenia i odwal się ode mnie
- Sadzisz, że żartuję? - blondyn uniósł jasną brew do góry, zgrabnym ruchem wsuwając rękę w wewnętrzną kieszeń płaszcza na piersi. Wyciągnął z niej ciemnobrązowy, oszlifowany i wyrzeźbiony na kształt widywanej w filmach fantasy różdżki, drewniany patyk. Z ust mężczyzny padło kilka słów bardzo podobnych do łaciny a drzwi do pokoju zamknęły się z trzaskiem, rolety same opadły a lampa zaczęła świecić tak mocno jak jeszcze nigdy - Coś jeszcze chciałeś powiedzieć?
- To.. To niemożliwe
W odpowiedzi Malfoy machnął różdżką raz jeszcze by po chwili w rękach rówieśnika pojawiło się oprawione w zbitą ramkę ruszające się zdjęcie pary młodych, uśmiechniętych ludzi
- Pewnie nie pamiętasz, ale to twoi rodzice. Zabił ich ktoś kogo imienia nie powinno się wymawiać, mimo, że siedem lat temu ostatecznie go pokonałeś. Jesteś czarodziejem Potter i to nie byle jakim. Pokonałeś jednego z najpotężniejszych czarodziejów wszech czasów. Kogoś kto z zimną krwią mordował i kazał mordować innym.
- Nadal nie do końca rozumiem
- Podczas ostatecznej walki, zaklęcie które pozwoliło ci wygrać, usunęło ci także pamięć. Podobno byłeś w takim stanie, że wszyscy myśleli, że jesteś trupem. Przez miesiąc leżałeś nieprzytomny
- Podobno? Nie było cię przy tym? Kim jesteś?
- Na sam koniec? Nie. Odszedłem z rodziną. To trochę bardziej skomplikowane jak na ten jeden raz.
- Więc skąd wiesz?
- Jesteś legendą Potter. Poza tym, zanim straciłeś pamięć.. byliśmy ze sobą dość blisko.
- Blisko? To dlaczego ciągle mówisz do mnie po nazwisku?
- To mało istotne. Mogę kontynuować? - nie spotkawszy się z odmową, odchrząknął i ciągnął swój wywód - pracuję w Mungu, do którego cię wtedy zabrano. Tuż po wojnie było naprawdę ciężko znaleźć tam miejsce. Zważając na niechęć do ludzi takich jak ja. Ale z pewnych względów przyjęli moją ofertę pomocy, której i tak potrzebowali. Zajmowałem się tobą. Po dwóch tygodniach mojego pobytu, odzyskałeś w końcu przytomność i jak się okazało nie pamiętałeś kompletnie nic poza tym jak się nazywasz. Nie pamiętałeś ani mnie, ani Hogwartu, Czarnego Pana, swoich przyjaciół - blondyn spojrzał na wyświetlacz stojącego na regale zegarka elektronicznego - Powinni już tu być
- Kto tu powinien być? Co to ma znaczyć?
- Sam się przekonasz. Nie wierzę, że mnie nie kontrolują. Nie ufali mi, że nie będę próbował zniszczyć stworzonego przez nich mirażu - mężczyzna uśmiechnął się z politowaniem opierając wygonie głowę o mało komfortowe oparcie fotela. Draco Malfoy jakby przewidział przyszłość. Po niecałych pięciu minutach niezręcznej ciszy w pokoju pojawiła się znikąd dwójka osób. Kobieta i mężczyzna. Rudowłosy mężczyzna był ubrany w sweter w paski oraz obciskającą jego już nie tak zgrabne ciało flanelową marynarkę, która bez wątpienia pamiętała lepsze czasy i kondycję. Jego partnerka miała na sobie elegancką, szarą garsonkę
- Malfoy! - syknął przybyły
- Weasley, jak niemiło cię widzieć - prychnął ironicznie szarooki, prostując się w fotelu - właśnie sobie o was rozmawialiśmy
- Mówiłem żeby mu nie ufać, to podstępna szuja. Aż cud, że czekał siedem lat żeby zaburzyć spokój Harrego - mężczyzna, tytułowany "Weasley'em" zwrócił się do swojej towarzyszki z nieukrywanym wzburzeniem
- Uspokój się Ron. On próbuje cię sprowokować. Powiedz, Malfoy. Co chcesz tym osiągnąć? Umawialiśmy się przecież, że damy mu w końcu żyć spokojnie  poza tym wszystkim. Sądziłam, że tak samo jak my chcesz dobra Harrego. Nie zapominaj, że to ja przekonałam wszystkich żeby dopuścić cię do tego planu. Znałeś zasady.
- Owszem znałem i nie, nie miałem nadziei, że coś sobie przypomni jeżeli o tym myślisz. Nie jestem aż takim kretynem
Brunet przysłuchiwał się bacznie ich rozmowie, próbując w głowie ułożyć sobie wszystko w logiczną całość
-Więc? Czego chcesz?
Blondyn wzruszył ramionami, jakby tak naprawdę sam nie znał celu swojej wizyty
- Znudziło mi się bycie biernym obserwatorem i od początku nie uważałem tego za najlepsze wyjście. Dlatego w końcu zdecydowałem się wtrącić, chociaż niczego to nie zmieni i pewnie uznasz to za drwinę, to chciałem mieć czyste sumienie
- Czyste sumienie? Nie rozśmieszaj mnie Malfoy. Kogo próbujesz oszukać, ty jebany Śmierciożerco?! - Ron Weasley w końcu nie wytrzymał i ryknął na znienawidzonego mężczyznę. Kobieta ledwo go powstrzymała od rzucenia się w jego kierunku
- Ron, nie warto - mówiła spokojnie, zaciskając drobne dłonie na ramieniu towarzysza
Muszę być ze sobą blisko, pomyślał brunet. Nie wiedział skąd naszła go taka myśl. Przeczucie
- Co dokładnie mu powiedziałeś? - postanowiła kontynuować przesłuchanie nie zważając na pobudzonego rudzielca
- Nie za wiele. Zdążyłem opowiedzieć mu o wojnie i o tym dlaczego nic nie pamięta.
- Oho, nie zacząłeś od siebie. Zaskakujące - znów wtrącił się mężczyzna w przyciasnej marynarce
- Ron, proszę. W ten sposób nie da się pracować.
- Wybaczcie, że wam przerywam, ale mógłby mi ktoś wyjaśnić co tu się dzieje? - tym razem to Potter nie dał rady poskromić swojej ciekawości. Wszyscy zebrani spojrzeli na niego
- Tak, nadal tu jestem i o ile się nie mylę mówicie o mnie - mruknął odpalając kolejnego papierosa. W pokoju zapadła cisza. Każdy czekał aż ktoś inny postanowi ją przerwać, jednak ochotnik długo się nie znajdował.
  Blondyn przerzucił nogę na drugą nogę, kiedy dotarło do niego, że skupiło to trzy pary oczu na jego osobie westchnął cicho
- To właśnie twoi przyjaciele, o których wspominałem. Hermiona Granger i Ronald Weasley - nazwiska przybyłych wypowiedział od niechcenia nawet nie spoglądając na ich właścicieli - to między innymi oni wpadli na pomysł by traktować cię jak dziecko zapewniając ci wszystko i w sumie nic zarazem
- Domyśliłem się. Jest jedna rzecz która ciekawi mnie bardziej.. Dlaczego mi to wszystko mówisz? Przyznałeś, że niczego to nie zmieni. Poza tym, dlaczego akurat ty a nie oni? Nie przedstawiłeś się jako mój dawny przyjaciel. I dlaczego nazwał cię Śmierciożercą? Co to znaczy?
- To trochę więcej niż jedna rzecz Potter
- Odpowiedz mu. Niech usłyszy kim naprawdę jesteś Malfoy
Mężczyzna zignorował kąśliwą uwagę
- Oni, jak resztka Zakonu Feniksa, organizacji stworzonej do walki z tym którego pokonałeś, uznali, że nie wtajemniczenie cię w dawne życie i stworzenie pozorów nowego będzie dobrym rozwiązaniem. Ja od początku byłem przeciwny, ale nie specjalnie to wyrażałem chcąc zdobyć choć odrobinę ich zaufania żeby móc mieć minimalną kontrolę nad wszystkim. Nikt poza mną nie złamałby przysięgi, że nigdy żadne z nas nie będzie próbowało się z tobą skontaktować
- Żałuję, że od ciebie nie zażądaliśmy przysięgi wieczystej - Ronald Weasley nie mógł powstrzymać się od ciągłego wtrącania się w rozmowę
- Kontynuując.. Nigdy nie byliśmy przyjaciółmi. Próbowałem zdobyć twoją przyjaźń na początku szkoły, jednak wybrałeś ich. Od tamtego czasu przez parę lat kiepsko się dogadywaliśmy. Później, jakoś samo się tak zadziało, na piątym roku zaczęliśmy ze sobą normalnie rozmawiać. Od słowa do słowa..
- Czyli jednak byliśmy przyjaciółmi, a przynajmniej czymś w ten deseń
- Nie Potter. Byliśmy w czymś, nazywanym mianem "związku"
- Co?
- To co słyszałeś.Chyba nie muszę ci tego jaśniej tłumaczyć - lodowate spojrzenie skrzyżowało się na dłuższą chwilę ze wzrokiem rozmówcy
- Chcesz mi powiedzieć, że kochałem cię? - brunet przełknął głośno ślinę
- Przynajmniej tak twierdziłeś
- Jak mogę nic nie pamiętać?
- Magia - odparł chłodno. Osoba Draco Malfoy'a nie wzbudzała na nim wrażenie kogoś kogo mógł przed laty darzyć uczuciem. Wydawała mu się zbyt wyniosła i odległa. Czy on stał się taki po tym jak został odrzucony przez kogoś kogo kochał? Czy kiedyś był inny? Może dlatego nie jest w stanie odszukać go w umyśle. Usilnie próbował wyobrazić sobie siedzącego przed nim mężczyznę, uśmiechającego się. Próbował wyobrazić sobie jego śmiech. Jaki był?
- Chyba coś pominąłeś - tym razem odezwała się jak dotąd przez większość czasu milcząca Hermiona Granger
- O wszystkim pamiętam, nie musisz się martwić moją pamięcią. Pytałeś .. Śmierciożercy byli zwolennikami Voldemort'a. Walczyli z Zakonem a w pewnym momencie głównym celem było znalezienie ciebie i dostarczenie Panu by mógł cię zabić. Moja rodzina. Mój ojciec, popełnił kiedyś  poważny błąd popierając rację Voldemort'a, dołączył do niego i później, gdy ten powrócił po latach naprawdę tego żałował, ale jak większość bał się mu sprzeciwić. Kiedy ministerstwo było jeszcze wolne, złapano mojego ojca i wsadzono do Azkabanu, magicznego więzienia. Wtedy Voldemort, wściekły, że ten  zawiódł wybrał mnie na jego miejsce. Nie miałem wyboru. Oficjalnie staliśmy się wrogami, ale ty jakoś nigdy nie wierzyłeś, że mógłbym cię wydać, że byłbym zdolny kogoś zabić. I miałeś rację
- Oh, bo się wzruszę. Nie słuchaj go Harry. Malfoy'owie to kłamcy i manipulanci. Zawsze gardzili innymi - Weasley po raz pierwszy oficjalnie zwrócił się do dawnego przyjaciela. W tym czasie kobieta wyciągnęła różdżkę i wykonała nią bliżej nieokreślony ruch, jednak nic się nie zadziało.
- Malfoy, wiesz jakie są zasady - powiedziała no co jego pierwszy gość wzruszył ramionami i niespiesznie podniósł się z miejsca
- Zasady? Jakie zasady? O czym wy mówicie? - Potter tragicznie chciał pojąć wszystko, jak dziecko żądne wiedzy
W pomieszczeniu nagle zrobiło się tłoczno. Zaklęcie wypowiedziane przez brunetkę przywołało dwójkę ubranych identycznie mężczyzn. Obaj mieli na sobie mundury podobne do sowieckich. Nie wyglądali na otwartych na dialog. Bez słowa wyjaśnienia chwycili blondyna pod ramiona.
- Gdzie oni go zabierają? Co się dzieje?
- Do Azkabanu. Złamał prawo. Dobrze wiedział, że takie będą konsekwencje - wyjaśniła Hermiona Granger przyciszonym głosem. Brunet przyglądał się całej scenie z niedowierzaniem. Skoro wiedział, że straci wolność to po co to wszystko? Po co poświęcił się nadaremnie?
- Chciałbym go jeszcze spytać o jedną rzecz - zagubiony mężczyzna zatrzymał funkcjonariuszy - Zrobiłeś to dla mnie? Dla mojego dobra?
- Nie Potter, zrobiłem to dla swojego dobra -  odpowiedź skazańca kompletnie nie rozświetliła mu drogi. Wciąż nic nie rozumiał. Czuł jak kroczy po cienkim lodzie, który lada moment pęknie pod jego ciężarem. W ciszy obserwował jak strażnicy wyprowadzą Draco Malfoy'a z salonu.Niespodziewanie poczuł, że chyba powinien coś dodać
- Draco! - Na dźwięk swojego imienia szarooki odwrócił głowę w jego stronę, brunet mógł przysiąc, że w jego obojętnym wzroku zalśniła iskierka nadziei - Tak mi przykro - wymamrotał.Widział, że jego słowa rozczarowały mężczyznę ale taktownie nie dał tego po sobie okazać, jedynie ponownie odwrócił głowę i nie każąc się już więcej szarpać potulnie dał się wyprowadzić
   W tym momencie zdezorientowany dwudziestopięciolatek zrozumiał, że samotność na jaką zwykł narzekać była niczym w porównaniu do tego co przez te wszystkie lata odczuwał Draco Malfoy. Pustkę której nie dało się zapełnić żadnymi słowami.
- Spokojnie, jutro rano obudzisz się i nie będziesz więcej myślał o tym co dziś tutaj zaszło - z zadumy wyrwał go głos kobiety, podniósł na nią wzrok. W dalszym ciągu dzierżyła w dłoni różdżkę, którą teraz wycelowała prosto w niego
- Obliviate



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz