środa, 30 marca 2016

Kara - Drarry Oneshot

- To znowu twoja wina. Jesteś skończonym kretynem Potter - blond włosy chłopak mruknął z obrzydzeniem podnosząc z podłogi mokrą ścierę. Ich ostatnia kłótnia doprowadziła do tego, że teraz obaj zamiast spędzać czas na odpoczynku w pokojach wspólnych ich dormitoriów musieli za karę posprzątać bałagan który sami stworzyli na popołudniowych zajęciach z eliksirów. Zadanie z pozoru proste, ale w momencie gdy obaj nie mogli użyć przy tym nawet najprostszej magii, a arystokrata nie ma zielonego pojęcia do czego służy mop poprzeczka się podnosi
- Skończ już. Nie wiem jak ty ale mam zamiaru spędzać tu całego wieczoru - westchnął Wybraniec,
ścierając z blatu jednej z ławek lepką, zieloną substancję. Nie miał już siły na dalsze dyskusje ze Ślizgonem. Dzięki temu w jakich warunkach spędził dzieciństwo przynajmniej on wiedział wystarczająco dużo o porządkach domowych.
- No to przecież mówię żebyś robił to szybciej
- Chyba sobie kpisz. Nie będę wykonywał całej roboty za ciebie - Skończywszy doprowadzanie ławki do właściwego stanu, wyprostował się żeby odciążyć ,zaczynające go boleć od nienaturalnie przygarbionej postawy, plecy. Spojrzał na kontemplującego nad wiadrem brudnej wody towarzysza -Po prostu przetrzyj tą podłogę, od dwudziestu minut się do tego zabierasz - ten brak przystosowania Malfoya do normalnego życia wywoływał u Złotego Chłopca napad migreny
- No już, już! Nie poganiaj mnie - widząc na sobie zmęczone spojrzenie bruneta, które najwyraźniej nie miało zamiaru dać mu spokoju do czasu aż zabierze się za swoją część zadania z nieukrywanym zgorszeniem zaczął, na kolanach, myć podłogę - Niech ten staruch tylko poczeka aż mój ojciec się o tym dowie - mamrotał sam do siebie, wściekły za to upokorzenie
Harry aż uśmiechnął się pod nosem, zawsze bawiło go to w jaki sposób Ślizgon wyraża swoje oburzenie. Podwinął rękawy koszuli kompletnie zapominając o tym, że nie powinien tego robić. Bystre oko jasnowłosego szybko dostrzegło pokrywające przedramiona Pottera sznyty.
Wspólnymi siłami w czasie godziny dokończyli sprzątanie, chociaż osiemdziesiąt procent i tak zostało wykonane przez Wybrańca to było to wielkie osiągnięcie ponieważ po raz pierwszy w życiu współpracowali i obaj musieli przyznać, że wcale nie było tak źle. Dumbledor doskonale wiedział co robi wybierając właśnie taką formę kary
- Widziałem twoje ręce - Draco zagrodził brunetowi przejście w drzwiach. Skrzyżował ręce na piersi i spojrzał na niższego o pół głowy chłopaka oczekując wyjaśnienia
- Śmiało nabijaj się ze mnie. Szczerze mówiąc już mam to gdzieś
- Dlaczego to robisz? - wbrew przypuszczeniom reakcja Malfoya była zupełnie inna
- I tak tego nie zrozumiesz
- To mi wytłumacz - wrodzony upór kazał mu poznać również tą tajemnicę
- Nie wiesz jak to jest kiedy wszyscy na ciebie liczą a ty nie masz na tyle siły by sprostać ich oczekiwaniom. Nie wiesz jak to jest gdy ludzie oddają za ciebie życie, pokładają w tobie wszelkie nadzieję a ty nie jesteś w stanie pokonać własnych demonów. Myślisz, że chcę być Wybrańcem? Cholera, każdego dnia zastanawiam się dlaczego nie mógłbym być normalnym człowiekiem z pełną rodziną. Dla tego byłbym w stanie poświęcić magię. Nie chcę żeby ktokolwiek jeszcze zginął z mojej winy - wyznał Potter, zanim zdążył ugryźć się w język. Mówił szczerze jak po serum prawdy. Zwierzał się swojemu wrogowi, prześladowcy, komuś kto nienawidził go z zasady. Czuł, że jeszcze bardziej się tym pogrąża - Puść mnie, nie mam dziś siły wysłuchiwać jak się ze mnie nabijasz
- Nie mam zamiaru tego robić
- Więc po co to wszystko ? - Wybraniec zmarszczył brwi coraz mniej rozumiejąc zachowanie opanowanego, dziwnie spokojnego i poważnego rówieśnika
- Może nie wiem jak to jest być tobą. Ale wiem co to znaczy nie mieć wyboru i wpływu na własne życie. Kiedy wszyscy wiedzą lepiej co jest dla ciebie najlepsze, kiedy nie możesz sprzeciwić się woli rodziców, podtrzymywać tradycję. Wiem coś o tym
Wybraniec parsknął pod nosem - Czy to nie absurdalne?  Zawsze się nienawidziliśmy a teraz mówisz mi o czymś takim
- Tak naprawdę nigdy cię nienawidziłem. Zawsze uważałem cię za silniejszego ode mnie, zazdrościłem ci tej wytrwałości. Chciałem się z tobą zaprzyjaźnić
- No to właśnie widzisz jaka jest prawda
- Prawda jest taka, że oboje w tym jesteśmy - przyznał Malfoy, odsłaniając fragment prawego nadgarstka na którym widniały blade blizny - Wiem jak ciężko z tym skończyć. Wiem ile razy mówisz sobie, że to był ostatni raz a kilka dni później z płaczem brudzisz się w kałużach własnej krwi, wściekły na siebie, że znów to zrobiłeś. Wiem jak ciężko znaleźć inną metodę wyładowania emocji kiedy ciągle myślisz o tym żeby zadać sobie krzywdę. Dalej uważasz, że nic nie rozumiem Potter? Daj sobie pomóc - jego rozmówca stał wpatrując się w niego tępo. Nie miał powodu, żeby mu nie wierzyć ale szczerość blondyna w dalszym ciągu wydawała mu się podejrzana
- W porządku - powiedział nagle, nie wiedząc do końca na co właściwie się godzi. Draco Malfoy zaskoczył go jeszcze bardziej kiedy schylił się tak by jego usta znalazły się na wysokości jego własnych ust i musnął je tak lekko, jakby chciał poczuć ich smak. Od dawna chciał to zrobić
- Jesteś wspaniałym człowiekiem i nikt nie zginął z twojego powodu. Nie powinieneś się tym obwiniać - szepnął, spoglądając w błyszczące za szkłami przestarzałych okularów szmaragdowe oczy.
- Dlaczego chcesz mi pomóc? - Potter domagał się odpowiedzi
- Nie wiem. Od zawsze mi się podobałeś - Malfoy uśmiechnął się szarmancko. Brunet po raz pierwszy w życiu widział ten szczery uśmiech na twarzy Ślizgona, bez cienia złośliwości, przebiegłości czy kpiny. Wybraniec niespodziewanie poczuł z blondynem dziwną więź, jakby byli dawno nie widzącymi się dobrymi przyjaciółmi. Mieli wspólny problem. Targany impulsem stanął na palcach i obdarzył go niewinnym pocałunkiem, Dracon nie potrzebował większej zachęty by wsunąć język, rozchylając jego ciepłe wargi. Niewinność Harrego wydała mu się naprawdę urocza.
 Złoty Chłopiec przymknął powieki, rozkoszując się badaniem struktury i smaku ust rówieśnika. Przez dłuższą chwilę ciszę w komnacie mąciły jedynie ciche odgłosy dwójki całujących się osób.
Oderwali się od siebie tylko po to aby spojrzeć badawczo na tego drugiego i powrócić do namiętnych pocałunków.
 Potter nie do końca rozumiał co się dzieje. To było jak nowa, niezrozumiała magia. Uczucie którego jeszcze nigdy dotąd nie doświadczył. Wrażenie jakby coś wypełniało tą ,istniejącym w jego pokrytym żalem sercu, pustkę. Nagle przestał się bać.
Arystokrata ośmielił się otulić ramieniem drobne ale wyrzeźbione przez treningi Quiddich'a ciało,
- Mogę? - ciszę przerwał melodyjny głos Malfoy'a. Chłopak chwycił towarzysza za nadgarstek
- Co chcesz zrobić?
- Zobaczysz - z subtelnym uśmiechem odsłonił pocięte ręce Wybrańca, uważnie obserwując przy tym jego mimikę. Przyjrzał się ranom z obojętną miną, tak jakby był to jedyny widok jaki oglądał całymi dniami. Przejechał palcami po zgrubieniach na skórze - Dasz mi się rozebrać? - zapytał z zaskoczenia
- Co? Po co?
-Zadajesz głupie pytania, Potter. Chcę się z tobą kochać - powiedział dobitnie. Harry poczuł jak słowa Malfoya uderzają go, wywołując falę gorąca. Pokiwał głową dając mu tym swoją zgodę, wizja seksu z Draconem podniecała go jak nic co dotąd przeżył. Zwinne palce arystokraty zanurzyły się w materiał szaty Gryfona, pozbywając się tym ubrania znienawidzonego domu. Zielonooki nie pozostawał mu długo dłużny, chciał zobaczyć smukłe ciało Draco w pełnej okazałości. Teraz, natychmiast.  To co ujrzał rozszerzyło mu źrenice. Na porcelanowej skórze rąk wydawało się nie być miejsca niepokrytego chaotycznie skierowanymi we wszystkie możliwe strony białymi przecięciami. Jedne cieńsze, płytsze. Inne grubsze, głębsze i bardziej wypukłe. Ich właściciel nie zdawał się być zaskoczony reakcją kochanka a co najciekawsze wcale nie wstydził się stać przed nim w samej bieliźnie, z niczym co mogłoby zakryć, zdobyte w tak upadlający sposób, obrażenia. Malfoy doskonale wiedział o czym mówi, Złoty Chłopiec przekonał się tego na własne oczy.
- Długo masz zamiar tak stać i się gapić? - zagadnął jasnowłosy, łapiąc go pod uda. Posadził chłopaka na jednej z ławek, złączając przy tym ich wargi w pełnym pożądania pocałunku. Brunet zarzucił ręce na jego szyję, naturalny instynkt kazał mu otrzeć się o erekcję blondyna, wywołał tym podniecający jęk arystokraty, za wywołanie którego szybko został ukarany ukąszeniem w obojczyk. Usta i język Malfoy'a wnikliwie penetrowały ciało Potter'a. Organizmem Harrego targały nadchodzące falami spazmy rozkoszy. Chłodne dłonie zajmowały się jego wrażliwymi sferami, unikając jak dotąd jego twardniejącego penisa. Wybraniec musiał wykazać się ogromną cierpliwością, co było trudne dla jego młodego, nabuzowanego hormonami ciała, chcącego poczuć już to legendarne uczucie zjednoczenia. Jednak jego opanowanie zostało nagrodzone, uwaga Ślizgona  skupiła się na odznaczającej się na czarnym materiale bokserek wypukłości, zbliżył swoje usta i przyssał się do jego krocza, po chwili z bielizny Potter'a została mokra, od śliny i przedorgazmowej  wydzieliny, szmata. Długie palce pianisty szybko się jej pozbyły. Dłonie Dracona zaczęły pieścić biodra i pośladki Gryfona z należytą adoracją. W pewnym momencie jeden z palców zahaczył o dziewicze wejście bruneta. Chłopaka aż przeszył dreszcz
- Nie przestawaj, proszę - wyjęczał, gdy kochanek chciał cofnąć dłoń, wiedział, że swoim błaganiem o dotyk wzbudził w Draconie ogromną satysfakcję. Tym razem jednak już nie tylko dotknął, ostrożnie wsunął palec w jego wnętrze. Harry aż skrzywił się z bólu
- Potter, rozluźnij się trochę bo zrobię ci krzywdę - mruknął wprost do ucha Wybrańca modelowanym głosem.
- Łatwo ci mówić - odciął się brunet, oddychając podręcznikowo. Nie do pomyślenia, że taka prosta czynność sprawiła, że jego mięśnie zaczęły się powoli rozluźniać wpuszczając palec do końca.
Arystokrata zaczął go metodycznie przygotowywać na swoje wejście. Potter odchylił głowę w tył, nie przejął się nawet kiedy jego okulary wylądowały na ziemi, a na jednym ze szkieł powstała rozległa pajęczynka. Nie przejął się także, twardą, niewygodną, nieprzystosowaną do jego pleców ławką na której wpółleżał w wydaje się tak upokarzającej pozycji. Wzdychał głośno za każdym głębszym posunięciem palców Malfoy'a. Wypchnął biodra w przód, przypadkiem napierając kolanem na wzwód partnera. Draco jęknął głucho, czując ucisk na swoim pulsującym, gotowym do działania penisie. Nieuwaga Wybrańca ostatecznie rozwiała jego wahania, zdecydowanie wyjął z bruneta palce i zastąpił je własną męskością, natychmiast wchodząc do samego końca. Z piersi Harrego wyrwał się niepohamowany krzyk, czuł mieszankę przeszywającego bólu i porywającego podniecenia. Podczas pierwszych zdecydowanych pchnięć te dwa uczucia walczyły w nim o dominację. Bolało tak, że chwilami czuł, że nie wytrzyma już sekundy dłużej, a po chwili nastawała ta błoga rozkosz. Potter miał wrażenie jakby jego ciało było jedynie targaną spazmami błogości marionetką, jego głowa szarpała się na boki, nogi drgały, już nie kontrolował wykrzykiwanych myśli, a w głowie miał tylko głębokie, bezwstydne jęki kochanka.
Młody Malfoy obdarzał rozpaloną skórę Wybrańca licznymi pocałunkami. Jego szczęka drgała pod wpływem miłosnego uniesienia. Osiągnął swój cel, posiadł Złotego Chłopca. Tak jakby ta intymność nie była dla niego wystarczająca, pozostawił na szyi Potter'a purpurowe ślady nie do ukrycia pod kołnierzykiem koszuli. Gryfon będzie miał z czego się tłumaczyć.
Gardło bruneta piekło żywym ogniem - Mocniej... Jeszcze.. Tak... O boże jak dobrze - chrypiał
- Spójrz na mnie - polecił jasnowłosy stanowczo. Harry podniósł wzrok na odpływające w ekstazie oblicze Ślizgona. Głęboka zieleń jego oczu ,na które przez brak szkieł i tak nie wiele widział, zaszła mgłą, ledwo co dostrzegał zarysy jego twarzy, ale wiedział o co chodzi tamtemu. Chciał by Potter widział jak mu dobrze, chciał nawiązać z nim coś więcej niż tylko jednorazowy seks - Kończ Potter - to był rozkaz któremu nie mógł się sprzeciwiać. Nie powstrzymywał się już dłużej. Osiągnął szczyt wspaniałości, sklejając ich błyszczące od potu ciała lepkim nasieniem. U skraju orgazmu spiął mięśnie. Zaciskając się na członku Dracona. Blondyn poczuł przechodzące wzdłuż kręgosłupa i biegnące przez spojenie łonowe aż po sam czubek penisa ciarki, to było nie do opanowania. Wbił zęby w splamioną już jego obecnością szyję chłopaka. Poczuł na dziąsłach i języku metaliczny posmak krwi i sam doszedł do końca, głęboko we wnętrzu partnera.
Wybraniec doświadczył wrażenia rozchodzącego się wgłąb niego ciepła, po chwili penetrująca go męskość wysunęła się z niego z łatwością a Malfoy odsunął się od niego. Po opuszczonym ciele Pottera przepłynął podmuch zimnego wiatru. Gryfon podniósł się na łokciach i próbował rozejrzeć, jednak wszystko było niejasne, do momentu gdy znajoma ręka założyła mu na nos popękane okulary. Zza rys widział wyraźnie twarz Draco. Jasna grzywka kleiła się do jego czoła, zaczerwienione wargi były lekko rozchylone,próbując złapać powietrze, na jego skroni wystąpiły drobne krople potu. Mimo tego w dalszym ciągu wyglądał majestatycznie, jak prawdziwy, dumny siebie Malfoy
- Zbieraj się, ja posprzątam - zaoferował
- Chętnie na to popatrzę - Potter uśmiechnął się sam do siebie, odnajdując poszczególne elementy porozrzucanej jak układanka po podłodze garderoby. Ślizgon szybko wsunął na siebie ubrania i starając się ukryć uczucie deprawacji chwycił za ścierkę i zaczął przecierać ławkę z mieszaniny potu i spermy. Harry przyglądał mu się w milczeniu.
Kiedy blondyn skończył, oboje bez słowa wyszli z sali
- Hej Malfoy! - krzyknął Wybraniec za odchodzącym w stronę lochów mieszkańcem domu węża. Dracon obrócił się i widząc, że zanosi się na dłuższe pytanie podszedł do bruneta
- Co chcesz?
- Jutro w Pokoju Życzeń? Po kolacji?
- Tak ci się spodobało?
- Chciałbyś
- To widzimy się po kolacji.
- Nie powiesz nic więcej?
- Co?
- Nie wiem
- Kretyn z ciebie Potter, od początku miałem rację  - uśmiechnął się do niego i odszedł




3 komentarze: