Mam już jeden nóż w plecach
i nie ma tam miejsca
na następny.
Ja przyszedłem się kochać .
Odpada dylemat:
Kawa-herbata. Ja
Przyszedłem się kochać
przyszedłem tu umrzeć
- Potter
Strach na jego bladym obliczu sprawnie przerodził się w grymas niezadowolenia.
- Śledziłeś mnie ?- burknął ozięble.
- Chciałbyś - odparł bez zastanowienia, drobnymi kroczkami próbował zbliżyć się do niego jak do nieufnego stworzenia, którym poniekąd był. Małym, zbłąkanym kotkiem. Brunet aż się uśmiechnął na tę myśl.
- Nie podchodź do mnie- nogi Malfoya odruchowo zaczęły się cofać, tak, że Ślizgon po chwili poczuł jak w jego nienagannie czystych butach chlupocze lodowata woda. Był w potrzasku.
- Nie wydurniaj się Draco - Potter nigdy w życiu nawet w myślach nie nazwał blondyna po imieniu,dlatego też te słowa wywołały u oby z nich niemałe zdziwienie.
- Co ty odpierdalasz Potter?! - Dalsze cofanie nie miało sensu, z każdym krokiem robiło się głębiej a szanse natrafienia na zapaść rosły. Jego umysł zdążył już otrząsnąć się z szoku. Przecież nie był zwykłym człowiekiem, słabym, kruchym, bezbronnym w swojej naturze, potrzebującym cudzej pomocy. Mógł w jednej chwili powalić tego cholernego Pottera. Wynikłoby z tego male zamieszanie, ale ojciec pewnie pociągnąłby za kilka sznurków w Ministerstwie i cała sprawa odeszłaby w niepamięć. Na jego wargach pojawił się typowy dla Malfoyów cyniczny uśmieszek. Niedbałym lecz bardzo zgrabnym krokiem wybrnął na brzeg. O ile wcześniej było mu zimno, to teraz było to kurewsko lodowato.
Harry zauważył, że to cudowne, stojące na przeciw niego ciało całe się trzęsie. Nie myśląc za długo, ściągnął z siebie bluzę i wręczył ją Draconowi.
- Po co mi to coś? - chwilę rozważał swój kolejny ruch.Ostatecznie odebrał od bruneta ubranie i okrył się nim jak najszczelniej. Zabrał to co mu się należało. Jak zawsze - mugolska szmata- nie mógł się powstrzymać od komentarza.
Harry zaśmiał się głośno. Malfoy zmierzył go przenikliwie. Nie chciał jeszcze wracać do zamku, nie chciało mu się wysłuchiwać gadek podpitego Zabiniego, ogarniać płaczącej mu w ramię Parkinson. Usiadł pod pobliskim dębem, opierając plecy o szorstką korę. Liczył na to, że chłoptaś zrozumie ten gest i da mu spokój. Jak bardzo się przeliczył. Potter nie dał za wygraną i usiadł koło niego, zdecydowanie za blisko. Blondyn nonszalancko narzucił kaptur na twarz, na niego też nie miał ochoty patrzeć.
Harry odczuwał ulgę, spokój, pociechę przy jego boku natomiast Draco sprawiał wrażenie jakby znajdował się w szkolnej kozie i tylko odliczał minuty do końca odsiadki. Nawet nie miał już ochoty dogryzać Potterowi. Po paru chwilach ta cisza zaczęła mu nawet odpowiadać, ale tylko wtedy kiedy zamykał oczy i odcinał się od świata rzeczywistego.
- Więc, co tu robisz? - niewychowany mugolub zniszczył tę piękną atmosferę.
- Mogę o to samo spytać ciebie- burknął z wciąż zamkniętymi oczyma.
- Chciałem chwilę pomyśleć na spokojnie. Chyba sam rozumiesz dlaczego nie robię tego w Dormitorium.
- Taaa - po kilku kolejkach, któryś z szóstorocznych wpadł na pomysł, żeby puścić muzykę. Mugolską muzykę. O dziwo cały dom, prócz niego, Draco Malfoya ochoczo się zgodził. Dopił drinka i wymknął się.
- Sądziłem, że lubisz pić na umór- ponownie zaśmiał się ciepło. Podejrzanie. Jakby czytał w jego myślach.
- Powiedzmy -odparł krótko. Podniósł głowę i spojrzał tymi chłodnymi szarobłękitnymi oczyma wprost w szmaragdowe oczy Gryfona. Bruneta aż przeszył dreszcz - z faktu, że naruszyłeś mój spokój, jesteś mi coś winny.
- Chcesz mnie o coś prosić? Zapowiada się ciekawie. Co to takiego? - jego myśli były już hen hen daleko w nieprzyzwoitej krainie. Fala gorąca powoli zalewała jego twarz.
- Chyba nie wyraziłem się dość jasno. To nie jest prośba -zawzięcie w jego oczach nie pozwalało na sprzeciwy. Cudowny, nieugięty książę Slytherinu.
- Tak?
- Uderz mnie.
- Proszę? - myślał, że się przesłyszał
- Uderz mnie Potter.Jak najmocniej potrafisz - wstał. Myśli w głowie Harrego zaczęły niebezpiecznie się kumulować . Co jeżeli to kolejna oślizgła sztuczka? Spojrzał na wyczekujące spojrzenie Malfoya, było w nim coś niepopodrabianie autentycznego, coś krzyczącego, że jego właściciel tego właśnie w tym momencie potrzebuje. Tak jak niektórzy przytulenia, pocałunku, miłego słowa uspokajającego zszargane nerwy. On nie znał tych delikatnych gestów. Malfoyowie nigdy nie okazywali swojemu synowi rodzicielskiej miłości.
Z westchnięciem podniósł się z ziemi. Nie chciał okaleczać tej pięknej twarzy, tego wspaniałego ciała, ale pragnął mu pomóc, tak mocno, że mógłby zostać jego workiem treningowym.Przez chwilę przymierzał się do zadania pierwszego ciosu po czym wymierzył chłopakowi solidny prawy sierpowy, prosto w twarz. Draco zachwiał się na nogach, odruchowo zakrył obolałe miejsce dłonią. Gryfon już miał przeprosić
- No nieźle Potter - nie tracąc czasu,zdał brunetowi cios prosto w brzuch. Harry zgiął się w pół, wydawało się, że tylko po to by natychmiast powrócić do naturalnej pozy i odwdzięczyć się napastnikowi tym samym. Po kilkunastu ofensywach, kilku krwotokach i wielu mniej lub bardziej bolesnych obrażeniach udało mu się przygnieść Dracona na ziemię. Czuł na swoim ciele każdy płytki, szybki oddech blondyna. Wdech, wydech, wdech, wdech. Jego usta były przerażająco blisko. Chciał móc zatopić się w nich bez opamiętania,lecz zamiast tego dostał solidnego kopniaka. Nie obraziłby się gdyby zęby chłopaka zacisnęły się na jego szyi. Ukąsiły wrażliwą skórę.
Po kolejnej 'rundzie' na powrót odzyskał kontrolę. Miał wrażenie, że każdy fragment jego ciała płonie żywym ogniem, a przecież był silniejszy od Malfoya. Zerknął na dyszącego pod nim chłopaka. Jeszcze nigdy nie widział go tak spokojnego. To było trochę jak seks. Bardziej po męsku. To samo poczucie intymności, czegoś wspólnego,bardzo osobistego. Podniósł się do siadu, w taki sposób, że jego krok znajdował się na kroczu Ślizgona. 'Usługa za usługę' pomyślał i nachylił się by złożyć delikatny pocałunek na zakrwawionych, kusząco rozwartych wargach.
- Potter! - warknął, rozumiejąc co zaraz się zdarzy.
- Jest tam kto?! - na lewo, w sporej odległości od nich Hagrid był w trakcie drogi do Zakazanego lasu,w znanym tylko sobie celu. Przez wczesną porę nie był w stanie rozpoznać czy to zwierze czy ludzie kręcą się w miejscu gdzie nie powinno ich o tej godzinie być. Postanowił to sprawdzić.
Gryfon, widząc zbliżającą się w ich kierunku znajomą sylwetkę półolbrzyma zerwał się na równe nogi, pomógł wstać blondynowi i po chwili oboje resztkami sił biegli przez las.
- Ach ci młodzi, zakochani - zaśmiał się gajowy. Gdyby tylko wiedział..
**
Harry miał ochotę się śmiać. Mocno ściskał kościstą dłoń szarookiego, ciągnąc go za sobą. Nic innego się nie liczyło, nic. Słońce powoli wschodziło budząc świat ze słodkiego, sennego otępienia a on biegł, biegł trzymając go za rękę.
Cóż może być piękniejsze?
Nim się obejrzał stali pod gmachem zamku. Draco miał trudności ze złapaniem oddechu, jego mięśnie wytworzyły tyle kwasu mlekowego, że jeszcze chwila a przerósłby on ilość krwi pompowanej przez bijące w zawrotnym tempie serce.
- Do następnego, Potter - rozstali się na zamkowych schodach. Trzy proste słowa, zawiązały między nimi pakt.
Gwiżdżąc pod nosem, udał się do skrzydła szpitalnego. Chciał uniknąć natrętnych pytań przyjaciół.
Pani Pomfey wcisnął kit, że spadł ze schodów.Nie uwierzyła, ale nie zadawała zbędnych pytań.
Podała mu kilka eliksirów, założyła kilka opatrunków i po godzinie był jak nowo narodzony. Jak wspaniały jest żywot czarodzieja.
Podłoga pokoju wspólnego Gryffindoru była zasłana śpiącymi uczniami. Uśmiechnął się na widok śpiącej na kanapie pary obejmujących się przyjaciół. Poszedł się umyć.
Kiedy wrócił Ron i Hermiona już nie spali. Rudzielec uparcie tłumaczył coś dziewczynie.
- Gdzie się podziewałeś Harry ? - zawołała na jego widok
- Poszedłem wziąć prysznic. Wam radzę to samo
**
Poczekał na przyjaciół po czym wspólnie udali się na śniadanie do Wielkiej Sali.
Nałożył sobie porcję jajek z bekonem, co wywołało obrzydzenie w siedzącym naprzeciw rudzielcu. Choroba dnia poprzedniego.
Do sali wkroczył, a raczej dokuśtykał Malfoy w towarzystwie swoich przygłupawych goryli. Prawie się zakrztusił herbatą. Dlaczego chłopak nie zrobił nic z obrażeniami? Jego twarz była cała w siniakach.
Ron na ten widok nieoczekiwanie się rozpromienił.
- Ktoś w końcu dołożył temu palantowi - skomentował z zadowoleniem. Mina zrzedła mu gdy Ślizgon ruszył w ich kierunku. Podszedł do Harrego i bez słowa wręczył mu zakrwawioną bluzę.
Okularnik zaklął w myślach. Draco, dlaczego akurat teraz musiałeś to zrobić?
- H.. Harry? Skąd ta gnida miała twoją bluzę? - Ron spoglądał z przerażeniem to na przyjaciela, to na spoczywający w jego dłoni fragment odzienia. Lecz Harry nie odpowiadał. Myślami był przy wczorajszej nocy. W co on się wpakował w tym roku? Zwyciężenie Bazyliszka było nieporównywalnie prostsze od rozgryzienia Malfoya. Przeżycie w Turnieju Trójmagicznym bardziej oczywiste, a wizja walki z Voldemortem mniej przerażająca niż utrata tego ...
- Harry! Mówimy do ciebie! Harry!- Hermiona wraz z Ronem nie dawali spokoju.
- Spotkałem go wczoraj. Zaczął się mnie czepiać, więc chcąc mieć spokój dałem mu to czego chciał. Oczywiście mowa o bluzie. Najwidoczniej było mu zimno. Tyle - skłamał
- Nie widzisz w tym nic dziwnego? Naprawdę?
- Nie i skończmy już. Chciałbym dokończyć śniadanie, bo za dziesięć minut zaczynają się eliksiry. Mmm, te jajka są dziś wyjątkowo dobre. Na pewno się nie skusisz Ron?
Rudzielec pobladł i nic już nie mówił.

Dajesz rade z moim ulubionym shippem z HP! :D. Czekam na kolejny rozdzial!
OdpowiedzUsuń