wtorek, 7 stycznia 2014

Aoi x Ruki - Zimowy koszmar.

Spojrzałem sennie przez okno. Auta pospiesznie przemykały po równym asfalcie, mącąc ciszę skowytem silników. Słońce skrywało się za mglistą kotarą, zbierało się na śnieżycę. Westchnąłem i ponownie zamknąłem oczy. Jazda samochodem dziwnie na mnie wpływa, nigdy nie potrafię przetrwać całej podróży bez chociażby króciuteńkiej drzemki. Nagle poczułem coś mokrego na policzku. Za moimi plecami rozbrzmiewał tłumiony śmiech i flesz aparatu. Z mruknięciem niezadowolenia otworzyłem oczy. W odległości dwóch centymetrów od mojej twarzy nachylał się uśmiechnięty od ucha do ucha Aoi.
Siedzący z tyłu Uruha nie wytrzymał i parsknął śmiechem, pozostała trójka mu zawtórowała.
Zmarszczyłem czoło i z niesmakiem otarłem rękawem wilgotny policzek.
- Co wy odpierdalacie? - na moje pytanie odpowiedziała jeszcze donośniejsza salwa śmiechu - grry jak ja was nienawidzę - dodałem po czym obróciłem się na bok, i zasłoniłem twarz kapturem.

 Na dworze zaczynało grzmieć, kiedy samochód zatrzymał się u celu. Z ciemności wynurzał się  spory, stary budynek.
- Kai, czy to na pewno tu? - spytał zaniepokojony Uruha. Na dźwięk błyskawicy aż podskoczył na co basista w spółce ze starszym gitarzystą zaczęli rechotać.
- Przestańcie - uciszył ich lider - chyba wiem gdzie spędziłem połowę swojego dzieciństwa.
-  No czy ja wiem. Jak ktoś potrafi się zgubić w osiedlowym sklepie to co dopiero w drodze przez pół kraju. - wymamrotał pod nosem Aoi. Rozbrzmiała kolejna fala śmiechu.
Chwyciłem spoczywający w kieszeni telefon i rzuciłem nim w chłopaka.
- Weź ty się czasem zamknij. Wkurzasz mnie. - powiedziawszy, co miałem do powiedzenia wysiadłem z pojazdu.
Lodowaty wiatr opatulił mnie na powitanie. Skuliłem się w niedostosowanej do tej pory roku skórzanej kurtce. Ten człowiek irytuje mnie samą swoją obecnością. Dlaczego to właśnie tego błazna muszę tak beznadziejnie kochać?
- Wszystko w porządku? - Kai położył mi dłoń na ramieniu, wyrywając mnie z zadumy. Uśmiechnąłem się blado, odpowiadając kiwnięciem głowy. Chcąc uniknąć kolejnych pytań szybko skierowałem się do bagażnika po zajmującą ponad połowę jego objętości walizkę.
- Daj. - Shiroyama wyrósł przede mną jak z podziemi.
- Spadaj - odburknąłem, tylko jego pomocy mi brak.
Kolejny piorun z impetem uderzył jeszcze bliżej domu.
- Aaaaa ... A-Aoś! - przerażony Uruha taranując mnie po drodze, wpadł w ramiona czarnowłosego i wtulił się w niego czule. Odwróciłem się, nie chcąc podjuszać swojej zazdrości.

Po wejściu do wnętrza, nie dało się nie zauważyć, że posiadłość stała porzucona. Ozdobne tapety odchodziły od ścian. Żarówka w holu nie działała a deski skrzypiały pod stopami.
- Fajnie, że ktoś mi powiedział, że to wycieczka szlakiem japońskich nawiedzonych domów - powiedział kąśliwie Uruha.
- Przynajmniej znamy już odpowiedź dlaczego Kai jest taki nawiedzony - Reita, przepchnął się między nami, zmierzając do pomieszczenia naprzeciwko. - miałem nadzieję, że mają tu jakieś stuletnie konserwy. Padam z głodu! Chłopaki nie wzięliście nic do jedzenia?
- Spytaj Kaia, mnie ten cały wypad za miasto wyobrażał się całkiem inaczej. Myślałem, że Kaiowa mama coś upichci, zrobi herbatkę i pościeli łóżeczka. - Aoi rzucił na ziemię kolejną torbę. Akira wyciągnął z kieszeni telefon, po trwającej kilka sekund rozmowie z stojącym przed domem liderem, niezadowolony oznajmił, że ten również nie zabrał prowiantu.
Niepewnie usiadłem na chybotliwym kuchennym krześle, spuściłem głowę, kładąc ją na blacie. Po chwili do pomieszczenia wszedł Kai i rozpętało się piekło. Cała trójca przekrzykiwała się nawzajem kierując zażalenia.
- Wiecie co mam pomysł. Zamknijcie się wszyscy - powiedział spokojnie lecz stanowczo. - kiedy się tak przekrzykujecie nic nie idzie zrozumieć.
- Gdzie ty nas wywiozłeś? Chcesz nas zgwałcić i poćwiartować a później wygotować nasze kości? - rzucił basista.
- Czemu wygotować? - zaciekawił się Takashima, robiąc jedną ze swoich najdurniejszych min.
- Oj no, głodny jestem.
- Przecież dwie godziny temu jadłeś ciastka. - Uruha, korzystając z każdej okazji, oparł się o Yuu prowokująco.
- Jestem dorosłym mężczyzną. Co ty myślisz, ze najem się jakimiś nędznymi ciasteczkami ? Tym bardziej jeżeli KTOŚ powydłubywał z nich kawałki czekolady.
- Eh, pojadę poszukać jakiegoś sklepu. Kai, daj kluczyki. - wstałem. Większość mnie stanowczo sprzeciwiała się temu pomysłowi.
- Ruki, jesteś tego pewien? Nie znasz okolicy. - perkusista niechętnie ale podał mi kluczyki.
- Spokojnie, niedługo wrócę.
- Przywieź mi chipsy a mianuję cię bohaterem narodowym - rzucił za mną Suzuki.

Wsiadłem do środka srebrnej Toyoty. Spojrzałem w lusterko i przetarłem dłońmi twarz.
Przekręciłem kluczyk w stacyjce, pojazd zapalił. Niespodziewanie, drzwi po stronie pasażera otworzyły się z impetem i do środka wpadł Aoi.
- Co ty wyprawiasz?! - wrzasnąłem.
- Jeżeli myślałeś, że puścimy cię samego to się grubo myliłeś - powaga w jego głosie mnie zawstydziła.
Ruszyłem z miejsca.

To zabawne, chciałem uciec żeby nie musieć na niego patrzeć, a teraz siedzi pół metra ode mnie i udaje że patrzy na drogę a tak naprawdę wpatruje się we mnie. Czuję na sobie jego przenikliwe spojrzenie. Piękną głębie lśniących oczu.
- SKRĘCAJ! - w ostatniej chwili wykonałem rozkaz unikając kolizji z drzewem. Zatrzymałem się wstrząśnięty. Droga była całkowicie pusta więc mogłem sobie na to pozwolić. Zapadła cisza.
- Ruki, ty płaczesz? - odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy - spokojnie, nic się nie stało.
-  Spierdalaj.Nie płaczę.
- Tak, tak. Tylko oczy ci się pocą. - zachichotał, chcąc rozładować istniejące między nami napięcie. Widząc moją irytację spoważniał - naprawdę aż tak się wystraszyłeś? - jego ramię objęło mnie niezręcznie jak nastoletnią dziewczynę na pierwszej kinowej randce.
- Daj sobie spokój. Po prostu jestem zmęczony. - strząsnąłem je z siebie. Ruszyłem w dalszą drogę.
Po chwili przerwał ją kolejny problem.
- Co jest? Dlaczego zgasł? - walnąłem pięścią w kierownice. Starszy spojrzał na deskę rozdzielczą.
- Nie ma paliwa - oznajmił całkiem poważnie. - musimy zepchnąć go na pobocze - wysiadł z samochodu, ja tuż za nim. Temperatura spadła solidnie poniżej 0. Wiatr jedynie przybrał na sile.
- Kai nas zabije - stwierdziłem.
- Niestety masz rację. Jeszcze jedna sprawa, nie pomyślałeś, że nawet jeżeli w pobliżu jest jakiś sklep to o tej porze raczej stoi zamknięty na pięć spustów.
- Dlaczego nie powiedziałeś tego wcześniej? - skarciłem się w myślach jak mogłem o tym nie pomyśleć. Przecież to nie Tokyo gdzie na każdym kroku roi się od całodobowych sklepików.
W odpowiedzi jedynie wzruszył ramionami.

Gdy pojazd stał już pod gałęziami drzew, nie czułem rąk ani palców u stóp.
- I co teraz? - zaszczękałem zębami.
- Nie możemy tak stać w miejscu bo zamarzniemy. Spróbujmy wrócić szosą, to nie może być daleko. Jeżeli będziemy mieć szczęście może ktoś będzie przejeżdżał i nas podwiezie.
- Ja już zamarzłem. - wyobraziłem sobie, że zamiast palców w moich butach kryje się 10 kostek lodu.
- To co? Zrzucamy ciuszki i rozgrzewamy się własnymi ciałami by przetrwać?
- Może jeszcze będziemy się ruchać? - wcisnąłem dłonie do kieszeni. Na podwózkę nie było szans, tą drogę nikt nie jeździł, z trudem szedłem po skutym lodem asfalcie.
- Nie mam nic przeciwko. Hej, Ruki, też to widzisz? Czy to tylko fatamorgana? - wskazał palcem budynek prześwitujący między drzewami.
- Kto normalny buduje dom na takim zadupiu w dodatku w środku lasu? - zdziwiłem się, nie widząc drogi wjazdowej.
- Psychopaci. Wolisz zamarznąć na śmierć czy przenocować w tym domu? - obie opcje mnie nie pociągały, ale jeżeli już mam wybierać wolę umrzeć rozszarpany piłą mechaniczną niż spędzić kolejną godzinę na mrozie. Ruszyliśmy przez zaspy śniegu.
Biały puch sięgał mi do pasa i krępował każdy ruch. W końcu wykończeni stanęliśmy przed schodami. W oknie widniało światło. Nad drzwiami wisiała tablica z napisem "Hotel pod białym niedźwiedziem".
Chłopak nacisnął na klamkę, drzwi z oporem się otworzyły.
Przed kamiennym kominkiem stał stary fotel w którym ktoś siedział. Kobieta na nasz widok uśmiechnęła się miło. Nie wyglądała na psychopatkę, kanibalkę.
- Dawno już nikogo tu nie było. W czym mogę służyć? - podniosła się i zajęła miejsce przy recepcji.
- Wie pani jak dojść do tego opuszczonego domu? - Aoi oparł się o ladę, ja w tym czasie popędziłem do kominka, by chociaż odrobinę ogrzać zziębnięte ciało.
- Opuszczonego domu? Chodzi ci o ten elegancki dworek? Mój chłopcze, to piętnaście kilometrów stąd, w taką pogodę nie warto wychylać nosa z domu. W dodatku zanosi się na zamieć.
- Chcielibyśmy przed nią tam dojść. - upierał się gitarzysta.
- Droga nocą jest niebezpieczna, po ciemku łatwo się zgubić, a nie jedno czyha w krzakach. - łypnąłem na drzwi czy na pewno są zamknięte i nic niepożądanego się tu nie dostanie. - jeżeli tylko chcecie możecie tu przenocować.
- Tak. - wtrąciłem się. Właścicielka podała nam klucz, wskazała drogę i życzyła spokojnej nocy.

- Jak myślisz co miała na myśli, mówiąc "nie jedno czyha w krzakach" - weszliśmy do przydzielonego nam pokoju, było w nim lodowato. Najwidoczniej woda w kaloryferach musiała zamarznąć.  
- Na pewno lisy, wilki i inne leśne zwierzątka potrafiące egzystować przy tej temperaturze. - w pokoju znajdowało się. tylko jedno łóżko. Podwójne - dziś śpimy razem - oznajmił ochoczo.
- Przynajmniej mnie ogrzejesz - wskoczyłem pod kołdrę w samych bokserkach i w miarę suchej bluzie - stara jędza się teraz grzeje przy kominku a my zamarzamy - pisnąłem - w dodatku umieram z głodu.
- Wołałbyś spać na dworze?
- Nie, po tym co powiedziała nawet tu nie czuję się bezpieczny.
- A przy mnie? - gitarzysta zrzucił mokre od stopniałego śniegu ubranie i wpełzł pod kołdrę obok mnie.
- A przy tobie tym bardziej. - wtuliłem się w niego w poszukiwaniu ciepła. Objął mnie mocno. Zapadła cisza.
- Aoi śpisz? - spytałem w końcu.
- Nie. Co się stało?
- Łączy się coś z Kouyou? Wiesz o co mi chodzi. - szepnąłem, nie mogłem powstrzymać się od zadania tego pytania.
- Co? Dlaczego pytasz? - również szeptał, jego ciepły oddech owiał moją szyję, wywołując u mnie dreszcze.
- Tak po prostu, widzę jak na ciebie patrzy. - pominąłem to, jak  mnie to boli. Mój głos posmutniał.
- Jedynie się przyjaźnimy. Z resztą darzę uczuciem kogoś innego. - przytulił mnie mocniej.
- Ten ktoś nie byłby zadowolony gdyby dowiedział się co teraz robimy. - znów miałem ochotę się rozpłakać, tylko co by to zmieniło. Zacisnąłem powieki.
- Więc, pozwolisz, że spytam go o to. Ruki, kochanie masz coś przeciwko, że przytulam się z tobą by przetrwać? -  zamarłem. Nie, to nie dzieje się naprawdę. Balansuję na granicy jawy i snu albo mam halucynację. Mój mózg sam to wymyślił. Przeinaczył słowa mojego obiektu pożądania.
- Aoi co powiedziałeś? - zapytałem, czując gulę w gardle.
CDN

~~
Liczę na aktywne komentowanie. Krytyka bardzo mile widziana. :3

9 komentarzy:

  1. Yay ^^ Nareszcie coś nowego :3
    Wciągające, nie powiem. Fajnie, przyjemnie się czyta ^^
    Wyczaiłam błąd: Takeshima. No i jeszcze ta nieszczęsna trójka cyfrą, a nie słownie >.< Rozumiem żeby godzinę cyframi pisać, ale tak w tekście to mi trochę nie pasuje :/
    Ale i tak czekam na ciąg dalszy c:

    Wybacz, nie jestem mistrzem w pisaniu wybitnie długich komentarzy XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, nie zauważyłem tego. Już poprawiam. ; - ;
      O ile znajdę trochę wolnego czasu, a kolejnej nocy nie chcę zarywać xd, to kolejna część pojawi się jeszcze w tym lub na początku następnego tygodnia.

      Usuń
  2. Jeju ale mi się humor poprawił jak zobaczyłam nową notkę z tą parą :):) szalona uwielbiam Ciebie XD Świetnie się zapowiada naprawdę, jedyne jakie mam zastrzeżenie to to ze mi za krótko :( ale to tylko zaostrza moją ciekawość i chęć przeczytania następnej notki.
    Pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło. ^^ Miała być dłuższa. Przepraszam ale ten moment idealnie mi pasował na nagłe urwania. x3
      Również pozdrawiam.

      Usuń
    2. hej hej kiedy można się spodziewać następnej części ? mam nadzieje, że nie porzuciłaś bloga. Proszeni nie.
      Pozdrawiam i życzę weny :)

      Usuń
  3. swietne :3 Aoiki <3 czekam na nastepna czesc :3
    PS. bardzo irytujace jest podawanie za kazdym razem kodu z obrazka przy komentowaniu X.x

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam. Zostałaś nominowana do Liebster Award. Po pytania zapraszam tutaj: http://rottenbuyer.blogspot.com/2014/02/nowosci-liebster.html Miłej zabawy!(>ω・)
    PS. Przepraszam za spamik, konkretny komentarz do postu dodam... później~

    OdpowiedzUsuń
  5. czekam na kolejna czesc. swietne xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj, kochana. Czyżbyś zaniedbała nieco tego bloga, hmm? Czytam z zasady tylko Reituki, mam nadzieję że pojawi się tu tego więcej.

    OdpowiedzUsuń