środa, 16 października 2013

Aoi x Ruki - i don't know anything about you, my friend. cz4 (end?)

Minęło sporo czasu. Mimo wszystko chciałbym, aby czekanie się opłaciło. Miłego czytania :3
~~

Wszystko układało się idealnie. Cały czas poświęcałem Rukiemu. Pełne czułości dni i obfitujące w sex noce sprawiały, ze ten czas mogłem zaszufladkować jako najlepszy w swoim życiu.
Do czasu. W końcu nadszedł dzień corocznej odbywającej się w domu Kaia imprezy.
 Znudzony siedziałem przed telewizorem, kątem oka oglądając program przyrodniczy.
- Aoi! Pomóż! - z drugiego końca mieszkania rozległ się piskliwy krzyk. Zaniepokojony zerwałem się na równe nogi. Przed dotarciem na miejsce uprzedził mnie głośny huk.
W pomieszczeniu zastałem dość interesujący widok. Na podłodze leżała porozrzucana połowa zawartości szafy a między tym Ruki przykryty kartonem.
Widząc to nie mogłem powstrzymać chichotu. Na palcach podszedłem do chłopaka
- Oh kotuś, ciebie to nie można zostawić choć na sekundę samego? - docisnąłem pudło do ziemi, uniemożliwiając mu wydostanie się.
- Puszczaj - z środka dobiegł złowrogi warkot. Tektura aż się zatrzęsła - Spadaj stąd.
- Sam mnie wołałeś - ogarnął mnie głupawy napad śmiechu. Ledwo co mówiłem.
- Za późno. Aoi no !
- Co się mówi? - podroczę się z nim odrobinę.
- WYPIERDALAJ! - przez chwilę miałem uczucie jakbym siłował się z dzikim zwierzęciem.
- Nie, nie o to mi chodziło skarbie. - nie przestawałem się podśmiewać. Odpowiedział mi kolejny, tym razem kompletnie niezrozumiały warkot.
- Wynocha albo zero seksu przez najbliższe dwa tygodnie!! - ryknął na cały głos.
- Nie musisz być tak okropny - udałem rozczarowanie, lecz ciągle nie dawałem za wygraną. - Jakieś lepsze pomysły?
- Tak. Jak tylko cię dorwę to rozszarpię na kawałki i upiekę w piekarniku z jabłkiem w dupie.
- Buu, nie chcę skończyć na czyimś talerzu. A tak właściwie to nie wspominałeś ostatnio o wegetarianizmie?- powolutku zabrałem ręce i odsunąłem się po cichu. Pudło momentalnie odleciało do tyłu, odkrywając podrywającą się postać. Posłał mi mordercze spojrzenie i w mgnieniu oka rzucił się na mnie, wywracając nas obu na ziemię. Przygniótł mnie własnym  ciężarem,obejmując udami moją klatkę.
- O matko! - w dalszym ciągu nie przestawałem się śmiać. Krasnal najwidoczniej nie żartował, jego ostre ząbki wbiły się w skórę mojej szyi. - O matko! Gryzie mnie! - na te słowa, poczułem jak kiełki wbijają się mocniej. Krwiożercza bestia. - Zabiło mnie!
Oderwał się tylko po to by zatopić się w inne miejsce. Kilkakrotnie powtórzył czynność.
Na koniec z lekkim, nieziemsko uroczym uśmiechem opadł na mnie, wtulając się niewinnie. Nie mogłem się powstrzymać od pogłaskania go po głowie.
- Więc zamiast obiadem stałem się kanapą?
- Muszę cię rozczarować, ale nadal jesteś głupim Shiroyamą.
- Czyli nadal mogę zrobić to - przyciągnąłem jego twarz bliżej swojej i złożyłem na ustach sowity pocałunek.  Trwaliśmy tak pewną chwilę, w końcu obaj potrzebowaliśmy zaczerpnąć oddechu.
- Aoi - ten głos nie mógł zwiastować niczego dobrego.
- Tak? - już szykowałem się na  pytanie z serii  'kochasz mnie chociaż trochę' albo 'no bo wiesz, widziałem taką fajną torebkę, może poszedłbyś ze mną do sklepu' w ostateczności także 'kupisz mi...?'
- Nie spij się w trupa - szepnął jakby nieśmiało, co nieco nie pasowało do obrazu Takanoriego sprzed momentu.
- Hę? - zapomniałem już. Przecież to dziś.
- Nie mam zamiaru taszczyć cię do domu.
- Spokojnie, łóżko Kaia jest całkiem wygodne.
- Świnia.
- No co? - czy moja wypowiedź była nie na miejscu? Czy wszystko musi się kojarzyć z jednym. - po kilku głębszych wylądujesz tam razem ze mną... Chyba, że pomylę Cię z kimś innym. Chociaż to mało prawdopodobne, tylko ty jesteś taki niski.
- Już mówiłem jak bardzo mnie irytujesz?
- Dzisiaj tylko 80 razy. '
- To dobrze - jego aksamitne wargi musnęły mój nos. Nie oddałbym tego uczucia za żadne skarby.
- Kocham cię niziołku. - wyszczerzyłem się tak mocno, że mięśnie twarzy zaczęły mnie boleć.

Siedziałem z nogami na stole, wpatrując się w wolno przesuwającą się wskazówkę zegarka. Czekałem na Rukiego. Szykował się już od bitych dwóch godzin, kiedy to ja nałożyłem pierwszy z brzegu t-shirt i leżące w tym samym miejscu spodnie.
W końcu nadeszła ta przełomowa chwila. Drzwi łazienki niespodziewanie się otworzyły, w momencie gdy powoli zsuwałem  się z siedzenia.
Jego wejście do pokoju spowodowało, że znalazłem się na podłodze. Wyglądał olśniewająco. Makijaż idealnie pasował do bogatego w dodatki stroju. Na nogach miał wysokie obcasy, dzięki którym był mniej więcej mojego wzrostu.
- Łał - wpatrywałem się w niego jak w święty obrazek.
- Idziemy? Czy masz zamiar tak leżeć? - otrząsnąłem się i szybko wstałem.
Chwyciłem kurtkę i obaj wyszliśmy z mieszkania. Po drodze zatrzymaliśmy się żeby uzupełnić zapas alkoholu.
Dom a raczej willa w której mieszkał  Kai znajdowała się na obrzeżach miasta, w okolicy nie było wielu innych domów. Właśnie dlatego było to idealne miejsce dla takich okazji. Mimo dość wczesnej pory, przed posesją stało już kilka samochodów. Zaparkowałem nico dalej.
Ruki złapał mnie za rękę, pewnie przez to, że ledwo chodził w tych butach. Przemilczałem moje przypuszczenie, nie chcąc się narażać na niebezpieczeństwo. Moją uwagę przyciągnął samochód stojący na podjeździe. Nie miałem wątpliwości co do jego właściciela. W końcu nie każdy jeździ krwiści czerwonym jaguarem.
- Słuchasz mnie w ogóle? - Matsumoto trącił mnie łokciem
- Tak, tak - znów się zamyśliłem.
- To o czym mówiłem?- jakby tu szybko zmienić temat?
- Chodź szybciej bo strasznie tu zimno- nacisnąłem na klamkę, tak jak myślałem drzwi nie były zamknięte. W progu wpadłem na chcącego wyjść Uruhę.
- Ał.  - jęknął, przypadkiem oberwał butelką którą dzierżyłem w ręce.
- Dlaczego wszyscy tylko się na mnie wydzierają, tak nawet bez przywitania
- Aoi! - dopiero teraz zauważył, że miał zaszczyt wpaść właśnie na mnie. Rzucił mi się na szyję. Nie musiałem patrzeć na Rukiego, żeby wiedzieć, że właśnie w myślach przeklina naszego wspólnego przyjaciela. On również wyglądał inaczej niż na co dzień - Co ty taki szary? - byłem pewny, że nie obędzie się bez komentarza na temat mojego wyglądu.
- A ty po co się tak odpicowałeś jak szczur na otwarcie kanału? - zanurzyłem dłoń w gęstwinie jego bujnych loków.
- To ja nie będę wam przeszkadzał - malec z trudem się opanowując, poszedł w stronę kuchni. Chciałem za nim pójść, żeby go jakoś udobruchać.
- Pójdziesz ze mną po fajki? - nie czekając na zgodę, Koyou pociągnął mnie do furtki. Mój plan musiał poczekać.
- Nie chodzi tylko o wycieczkę do sklepu, prawda? - zacząłem rozmowę.
- Jak zwykle jesteś spostrzegawczy - zaśmiał się nerwowo. Wcisnąłem dłonie głęboko do kieszeni. Widzę, że będę musiał wyciągać to z niego na siłę.
- Więc, co jest na rzeczy?
- Eh, wiesz jak jest. Rzygam widząc jak on się z nim obmacuje - nie mogłem spodziewać się niczego innego. Od dawna Takashima był ślepo zakochany w Jinie. Kidy się o tym po raz pierwszy dowiedziałem, odnosiłem wrażenie, że ze wzajemnością.  Do razu pewnego.
- W czym jestem gorszy od tego Nii ?- imię chłopaka ledwo przechodziło mu przez gardło.
- On jest Nii a ty Kou, nie porównuj się do niego i nawet nie próbuj kolejny raz się do niego upodobnić.
- To co mam zrobić? Dlaczego po prostu nie może mi to być obojętne? Dlaczego on nie może być mi obojętny?
- Sądzę, że powinieneś mu w końcu powiedzieć co czujesz - objąłem go, widząc, że zaraz popłacze się jak małe dziecko.
- Nie mogę! Jednocześnie nie chcę tracić z nim kontaktu.
- Zaufaj mi - zatrzymaliśmy się, przed drzwiami sklepu całodobowego. Przez całe zakupy, milczał w zadumie. W drodze powrotnej wymieniliśmy jeszcze kilka zdań temacie. W drzwiach spotkaliśmy Reia taszczącego 3 zgrzewki wódki.
- O Uru coś ty się tak wystroił jak szczur na otwarcie kanału?
- Jak kreatywnie, nie potrafisz wymyślić nic samemu? - Koyou wsunął lodowatą dłoń pod koszulkę chuściaka. Ten pod wpływem zimna, prawie upuścił bagaż.
- Że jak? A właśnie, Aoi muszę ci coś powiedzieć. Zanieś to do salonu - położył zgrzewki przed Uruhą i popędził na górne piętro, dając znak żebym poszedł za nim. Trafiliśmy do łazienki. Zamknął drzwi na klucz.
- O co chodzi? - zapytałem, nie dając mu dojść do głosu. Moje zdziwienie pogłębiło się kiedy przyjaciel wyciągnął tablet.
- Mam najnowszą wersję pokemonów.
- Nadszedł czas na rewanż! - rozpromieniłem się.- tym razem wygram.
- Nie masz szans - zapominając o otaczającym nas świecie w pełni zajęliśmy się grą. Do wygranej brakowało mi tylko paru sekund, gdy drzwi zatrzęsły się.
- Idźcie pieprzyć się gdzie indziej! Zaraz się zesikam! - głos Kyo brzmiał jeszcze bardziej morderczo. Ten człowiek przez 3/4 swojego życia chodził wściekły na otoczenie.
- To sikaj do butelki! - Odkrzyknął mój rywal z satysfakcją.
- Pierdol się Suzuki! - na pożegnanie kopnął w drzwi.
Nie musieliśmy przerywać rozgrywki żeby wyposażyć się w alkohol, Reita wszystko przemyślał, zabierając ze sobą po 3 butelki piwa.
Kilka godzin później w końcu zeszliśmy ponownie na dół. Dom  był przepełniony ludźmi. Byli dosłownie wszędzie.
Mimo mrozu największe zainteresowanie wzbudzał jak zwykle basen.

 Zabawa trwała w najlepsze. Lekko szumiało mi w głowie ale to nic.
W tłumie wychytrzyłem, nieznanego mi przybysza. Pomachałem do niego.
- My się chyba nie znamy. Aoi jestem.
- Ai.
Tak zaczęła się długa, zakrapiana alkoholem rozmowa. Przerwał ją dzwonek telefonu.
- Osz, żeśmy się zagadali. Miło było cię poznać. Do następnego - zostawił mnie samego i zataczając się pijacko uciekł. Opróżniłem butelkę do końca.
Chyba o czymś zapomniałem. Ta myśl prześladowała mnie od samego początku. Cholera nie o czymś tylko o kimś! Ruki! Gdzie on jest? Rozejrzałem się. Nigdzie go nie widziałem. Zamiast tego zauważyłem, idącego w moją stronę szaleńczo radosnego Mayę.
- Hejo pysiu. Czo tam?
- Widziałeś gdzieś Rukiego?- wypaliłem bez przywitania.
- Nie. Chyba nie. Chociaż w sumie mógł to być on. A no chyba tak. Był gdzieś tam - z całej wypowiedzi zrozumiałem jedynie gest wskazujący na korytarz prowadzący na tyły domu.
Bez słowa poszedłem we wskazanym kierunku. Na parapecie siedział Ruki palący papierosa.
- Dlaczego się przede mną ukrywasz kotek? - na jego widok serce zaczęło ochoczej bić.
- Obiecałeś mi coś, tak?
- Nie denerwuj się skarbie - zmarszczyłem brwi. Chciałem oprzeć dłonie o jego kolana, ale uprzedził mnie i wstał. Moje dłonie opadły na chłodną imitację granitu.
- Człowieku ledwo chodzisz. Zawsze tak jest - próba objęcia do skończyła się na podłodze - Zawiodłem się na tobie. Z resztą po co się wysilam - zostawił mnie samego.

Poczułem się jeszcze gorzej, pijąc piwo z sokiem. Co chwilę odwracałem się za siebie z nadzieją, że zobaczę gdzieś Takanoriego. Za każdym razem przeżywałem rozczarowanie. Ciekawe co teraz robi? Gdzie jest?
Przeszedłem kilkukrotnie pokój w kółko i wyszedłem na dwór zapalić.

Pierwszym widokiem jaki zastałem był totalny chaos. Opakowania, pobite szkło, porozrzucane rzeczy i leżące na ziemi ciała. A między tym wszystkim całkowity brak Ruksa. Rozejrzałem się dokładniej. Mój mózg zbyt wolno przetwarzał informację. Rozprostowałem kości i rozpocząłem przeszukiwanie domu.
Nigdzie go nie odnalazłem. Do sprawdzenia pozostał jedynie pokój Tanabe, istna mordownia. Chował tam połowę asortymentu sex shopu. Niepewnie uchyliłem drzwi i zajrzałem do środka. Spod łóżka wystawały buty Takanoriego. Za to na meblu leżał właściciel domu. Nie byłoby w tym nic podejrzanego gdyby nie ubrania obojga z nich przykrywające komodę i kawałek podłogi.
Chwyciłem Kaia za ramiona.
- Kim jesteś? - spojrzał na mnie z przerażeniem.
- Nie wydurniaj się.
- Znamy się? - palnąłem się dłonią w czoło.
- Taa idioto. Jestem Aoi - moja cierpliwość wyczerpywała się w ekspresowym tempie.
- Aaa, Aoi. Nie poznałem cię.
- Czy mógłbyś proszę mi powiedzieć co takiego robiłeś w nocy z panem leżącym pod łóżkiem oraz dlaczego nie masz na sobie ubrania? - bez owijania w bawełnę przeszedłem do rzeczy.
- ... - policzyłem do trzech nim zadałem kolejne pytanie.
- Pieprzyłeś Rukiego?
- Nie chcę cię oszukiwać, nie pamiętam. Jesteśmy przyjaciółmi, Aoi
- Nie kończ - wstałem i pociągnąłem za kończynę mojego partnera. Wyciągnąłem go spod posłania, pierwsze promienie słońca spoczęły na jego twarzy, zmrużył oczka.
- Ubieraj się idziemy - poleciłem, o dziwo nie zaprotestował. Nawet nie odezwał się do mnie słowem

Szliśmy pokrytą białym puchem parkową aleją. Z powodu wczesnej pory i dnia roku, w okolicy nie było żywej duszy. Otwierałem usta i natychmiastowo je zamykałem, zdając sobie sprawę, że właściwie nie wiem co powiedzieć. Przed nami rozciągało się mały, zakute lodem staw. Na jego powierzchni urzędowało stado łabędzi. Ruki oparł się o barierkę, po omacku wyciągnął z kieszeni papierosa, odpalił go i zachłysnął się trującym dymem. Naiwnie łudziłem się, ze przejmie inicjatywę i rozpocznie rozmowę.
- Co robiłeś w nocy w pokoju Kaia? - wypaliłem, nie byłem w stanie dłużej znieść tej ciszy. Odpowiedziała mi cisza i kłąb dymu. - Spałeś z nim ?
- Jeżeli nawet to co z tego? - barwa jego głosu, była zimniejsza niż temperatura powietrza. Poczułem się jakby ktoś dał mi z liścia i ze śmiechem napluł w twarz. - Ty możesz robić co chcesz, to ja też - dodał, gasząc niedopałek o metalowe ogrodzenie. Zacisnąłem pięści schowane w kieszeniach. Jak najspokojniej.
- Ruki - szepnąłem, nie mogłem na niego spojrzeć bo moja wyobraźnia działała jak szalona. - Jak chcesz - odwróciłem się na pięcie. Nie chciałem uciekać. Więc dlaczego to zrobiłem?
- Zaczekaj! - krzyknął. Zdążyłem się oddalić na odległość 10 kroków. Odwróciłem się odruchowo. Nad nim unosiły się opary kolejnego papierosa. Powróciłem na swoje miejsce sprzed momentu. - Nic nie zaszło, byłem na ciebie wściekły i nadal jestem. - przytuliłem go od tyłu. - Prosiłem cię, żebyś nie pił za dużo, pewnie nawet tego nie pamiętasz. - chłód przeistoczył się w smutek, dopiero teraz dotarło do mnie, że zawiodłem.
- Postaram się być lepszy. Nigdy nie będę idealny, ale dla ciebie postaram się dosięgnąć jak najbliżej ideału.- ruchem wyjętym z jeziora łabędziego obróciłem go twarzą do siebie - Nie kłóćmy się więcej.
- Jestem za.
- A co powiesz na mały spacer - zaplotłem nasze palce, przy okazji odbierając mu używkę.
- Mhm - jego ręce owinęły się wokół mojej szyi. Na nosie poczułem delikatność jego języka. Nie potrzebował mojej nawigacji, żeby trafić na usta. Wsunąłem język w jego usta. Zęby Matsumoto delikatnie przygryzły moją dolną wargę. Od razu zrobiło się cieplej.

Nie puszczałem jego dłoni. Obejście parku trwało dłużej niż się spodziewałem. Pojedynczy mieszkańcy mijali nas z dziwnymi minami. Jedna starsza kobieta, postanowiła wyrazić swoją opinię, lecz nie zwracałem na nią uwagi. W brzuchu burczało mi już od dawna. Na widok reklamy Subway'a jeszcze namolniej upomniał się o pokarm.
- Wiem, że to głupie, bo właściwie tak jakby tak już jest - zaczął nagle, wydzierając mnie brutalnie jadalnej krainy marzeń.
- Mógłbym się dowiedzieć co jest takie głupie? - uśmiechnąłem się. Świadomie skręciłem w uliczkę prowadzącą do pobliskiego kompleksu restauracyjnego.
 - Kupmy wspólne mieszkanie.Chyba nas stać. Eh, jeżeli namawiam cię do zbytnich zobowiązań to..
- Cii. Najpierw wysłuchaj tego co ja mam do powiedzenia. Po pierwsze, mam zamiar się poddawać zobowiązaniom, są właśnie po to by udowodnić jak komuś zależy. A po drugie, sam nie wiesz jakie to urocze kiedy tak się zawstydzasz.
- Aoi, proszę cię - przygładziłem jego rozczochrane przez wiatr włosy.
- Mam pomysł, za tydzień odbywają się targi mieszkaniowe. - mrugnąłem z lekkim uśmieszkiem. - a teraz chodź, stawiam śniadanie - przepościłem go w drzwiach. Wnętrze było ciepłe i przytulne. Połowa stolików była zajęta. Udało nam się znaleźć bardziej zaciszne miejsce. Od razu dorwałem kartę. Wybrałem tosty z kurczakiem, sałatkę, czekoladową babeczkę i filiżankę białej kawy.
- Weź mi kawę i coś słodkiego, byle bez truskawek.
- Co ty masz z tą niechęcią do truskawek? - wstałem.
- Po prostu, jakoś mnie odrzucają.

Oczekiwanie na posiłek nie trwało długo, obsługa była tu bardzo dobra. Tak samo jak jedzenie.
Błyskawicznie pochłonąłem swoją porcję. Przed moim nosem zawisł widelec z nabitą truskawką.
- Zabieraj to ode mnie - rozkazał Ruki, otworzyłem posłusznie usta.
Owoc był miękki i soczysty.
Przyciągnąłem chłopaka do siebie i obdarzyłem go solidnym pocałunkiem.
- Fuj, smakujesz truskawkami.
- To masz problem - ponowiłem czynność niczym uparty dzieciak.

Rachunek za to był wysoki, udało mi się uprzedzić Rukiego, chcącego dorzucić kilka jenów. Machnąłem się o standardowy napiwek.
- Myślałeś kiedyś co będzie za 20 lat? - zamiast udać się w kierunku mieszkania karzełka, ruszyliśmy w dalszą przechadzkę po mieście.
- Jak to co? Nadal będę zajebisty - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
- Nie o to mi chodzi. Haha, zamiast zajebisty będziesz stary.
- Czy ty zawsze musisz mi rujnować marzenia. - kopnąłem go lekko z kolana w tyłek. To żadna przemoc, absolutnie. Jedynie sposób na okazywanie miłości. - No to o co?
- Tak, właśnie. - pokusił się o oddanie mi kopniaka. - Czy uda mi się tyle z tobą wytrzymać, czy w ogóle będziesz tego chcieć. O wszystkich możliwościach.
- Nie potrafisz już myśleć pozytywnie, gburku? - hm, właśnie wymyśliłem jak będę go nazywał. To  określenie idealnie do niego pasuje.
- A ty to .. A z resztą. Idź sobie.
- Nie obrażaj się od razu gburku.
- Skończ z tym.
- Ale z czym gburku? - zaprowadziłem go pod manufakturę. Wystawa była udekorowana samymi lizakami.
- Nie nazywaj mnie tak!
- Mały gburek, może być? - wepchnąłem chłopak do wnętrza sklepu.
- Nie!
- To w ramach wynagrodzenia kupię ci lizaka - podałem mu cukierka w kształcie serca.
- Wiesz, że mnie irytujesz?
- Na tym właśnie polega miłość kochanie.
- Chyba tak.
- Za dwa lizaki spełnisz moje życzenie?
- A czy ja wyglądam na złotą rybkę?
- Wyglądasz na gburka.
- Jeżeli życzysz sobie rychłej śmierci to możesz na to liczyć.
Zapłaciłem za torebkę słodyczy. Na ulicy gburek wskoczył mi na plecy. Jego ciężar nie sprawiał mi najmniejszego problemu. Sądziłem,że waży więcej. Gdybym to wypowiedział na głos bez wątpienia wpakowałbym się w kłopoty i tym razem nie dla żartów.
-   Dawaj lizaki i nieś mnie do domku.- rzekł władczo.
Ucieszyłem się, w końcu nie często trafia się taka okazja.

Chodzenie po schodach z obciążeniem nie było już tak łatwe.
Zdyszany przekroczyłem próg. Dzieciak natychmiast stanął na własne nogi. Chwyciłem go za rękaw, uniemożliwiając podróż do łazienki.
- Hej, nie tak łatwo. - szepnąłem mu do ucha. Odsłoniłem i przejechałem językiem po bladej szyi.
- Nigdzie się nie wybieram - wyjął z ust lizaka i oblizał go prowokująco. Z szerokim uśmiechem zrzuciłem z siebie kurtkę. Wsunąłem dłoń w jego włosy i szarpnąłem.
Powolnie otarł się kroczem o moje udo.Pospieszając mnie.
- Błagaj - rozkazałem. W odpowiedzi klęknął przede mną zębami rozpiął mi rozporek. Nie czekając ni chwili objął wargami mą męskość. Mocniej naparłem na ścianę o którą się opierałem. Z ust wyrwało mi się ciche westchnięcie, gdy głowa kochanka zaczęła w równym tempie się poruszać. Pozwoliłem mu to robić tak długo jak chciał.
W końcu podciągnąłem go ponownie go góry - rozbieraj się - poleciłem, z zadowoleniem patrząc jak oblizuje usta. Posłuchał mnie i po chwili stał przede mną całkiem nagi. Przesunąłem palcami po jego łopatce aż do sutków, drażniąc je lekko. Uniosłem go i położyłem na szafce, zrzucając przy tym na podłogę stos rzeczy, w tym przenajświętsze kosmetyki Takanoriego. Nawet nie zwrócił na to uwagi, pochłonięty obcałowywaniem mojej klatki. Jego biodra znajdowały się idealnie na wysokości mojego krocza.
Złapałem go za szyję - spójrz na mnie - jego ciało lekko drżało.
- Yuu - westchnął z podnieceniem w głosie. Miałem ochotę nieco się zabawić. W pobliżu znalazłem szalik, nada się. Związałem mu nim ręce, w usta wsunąłem trzy palce, unosząc brodę Rukiego. Przymknął powieki. Wyglądał ślicznie, przebiegł mnie dreszcz.
Wolną ręką rozchyliłem jego nogi, przy okazji dając mu lekkiego klapsa. Uwolniłem jego usta, klejące się od śliny palce wsunąłem głęboko w jego wnętrze. Jęknął głośno, jak szaleniec. Słoki dźwięk dla mych uszu.  Mocno poruszyłem palcami.
- Ah.. Aoi.. Proszę. Już. Chcę! - wykrzykiwał pojedyncze wyrazy między jękami. Sam nie mogłem się doczekać. Wyciągnąłem palce i z trudem się pohamowując, powolnie wszedłem w niego.
- Yuu! - dyszał ciężko. Wsunąłem się głęboko a następnie prawie całkowicie z niego wyszedłem. Wyginał się pode mną, pojękując uroczo.
Ponowiłem czynność tym razem szybko, coraz szybciej. Zacisnął zęby z bolesnej rozkoszy. Obaj ociekaliśmy potem. Czułem, że zaraz dojdę. Takanori mnie uprzedził.
Urywającym się głosem wykrzyknął moje imię, sklejąc nasze brzuchy nasieniem. Jego wejście ciasno zacisnęło się wokół mojej męskości. Doszedłem niedługo po nim. Przygniotłem go lekko swoim ciężarem do mebla. Wsłuchałem się w szalone bicie serca malca. Wraz z oddechem powolutku zaczęło się uspokajać.
Niespodziewanie, wybijając się ze spokoju. Wbiłem się w jego usta, słodko, zachłannie.
Szarpnął się, co nieco mnie zdziwiło.
- Rozwiąż mnie - wypowiedział cicho. Zamiast spełnić prośbę, arafatką sprawnie splątałem jego nogi, wziąłem go na ręce i zaniosłem do salonu. Uwielbiałem mieć nad nim władzę absolutną.
Usiałem na kanapie, kładąc go na sobie.
- W co ty pogrywasz? - nie szarpał się, nie protestował.
- Ciii - szepnąłem - kocham cię - zamknąłem mu usta pocałunkiem, na który momentalnie odpowiedział. Wstałem i wyszedłem z pomieszczenia.
- Aoi nie wydurniaj się - dobiegło mnie zza pleców - wracaj tu.
Zaczerpnąłem głęboki oddech przed ponownym pojawieniem się w pokoju.
- Co to? - spojrzał na mnie pytająco, w ręku dzierżyłem małe, granatowe pudełeczko.
- Spróbuj mi to odebrać, kochanie - klęknąłem przed nim. Byłem absolutnie pewny siebie.
Zębami chwycił końcówkę wstążki. Dawałem mu fory, inaczej za żadne skarby świat by tego nie osiągnął.
Szarpnął materiał, dolna połówka opakowania spadła na jego kolana. Bacznie przyglądałem się jego minie.
Ze zdziwienia, poprzez zaskoczenie przerodziła się we wzruszający uśmiech.
- Poważnie? - błyszczące ślepia wlepiły się w moje.
Położyłem dłonie na jego udach, wyczułem jak się wzdryga czując na skórze chłód moich rąk - czy wyglądam jakbym żartował? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
- Po tobie można się wszystkiego spodziewać - podjął próbę uwolnienia się z więzów.
- Więc spójrz na mnie i posłuchaj skarbie- sięgnąłem dłonią by poluzować szalik - wyjdziesz za mnie?
Uwolnione ręce zaplótł na mojej szyi - często mnie irytujesz i wkurzasz ale nie wyobrażam sobie życia bez ciebie głupku.
- Zwykłe "tak" by wystarczyło - poczułem się najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi - to moja odpowiedź na pytanie co będzie z nami za 20 lat.  

3 komentarze:

  1. Świetne, przeczytałam wszystkie możliwe cześć i czuje niedosyt. strasznie lubią tą parę. Mam nadziej że napiszesz coś jeszcze z nimi w roli głównej.
    Pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A więc zapraszam na nowe opowiadanie. Mam nadzieję, że również Ci się spodoba.
      Pozdrawiam~

      Usuń
  2. moj ulubiony paring :3 te ich ciete riposty <3 XD

    OdpowiedzUsuń