piątek, 5 lipca 2013

Uruha x Kai - pozytywna zmiana poglądów-

Ohayo. Trudno było oderwać się od South parku, ale jakoś się udało. Tylko proszę, mnie nie bić, jeżeli się nie spodoba ^ ^'
~*~

Zdyszany zatrzymałem się na peronie.
- Ja pierdolę - warknąłem pod nosem, właśnie uciekł mi pociąg. Kolejny przyjedzie dopiero za godzinę. Nie mam zamiaru czekać tak długo na mrozie. Być może przesadzam, w rzeczywistości kalendarzowa zima skończyła się ponad 3 tygodnie temu ale pogoda na najbliższe dni nie zapowiadała się kolorowo. 
Ruszyłem przed siebie. W pierwszej chwili wpadłem na pomysł odwiedzenia przyjaciela z czasów liceum, od jakiegoś czasu planowałem odnowienie tej znajomości. 
Jednak skończyłem jak zwykle przy kieliszku wódki w obskurnym barze na przedmieściach.
Ostatnio co raz więcej czasu spędzałem w tego typu miejscach, niegdyś po pracy codziennie spotykałem się ze znajomymi, nie koniecznie przy alkoholu. Miło spędzaliśmy czas na rozmowie, zabawie i weekendowych wypadach za miasto. Lecz wszystko musi się kiedyś skończyć.Tak było i w tym przypadku. Z biegiem czasu powolutku zaczęło się psuć. Zamiast o imprezach i pogawędkach  wszyscy po kolei na poważnie zaczęli myśleć o związkach. Znajdowali dziewczyny/ chłopaków. Spotkanie stawały się co raz rzadsze, ale nadal istniały. Co prawda nie obyło się bez kilku rozstań, owocujących  długimi nocami w towarzystwie wódki i dobrych kumpli, ale w końcu wcześniej czy później zawierali związki małżeńskie a priorytetem stawała się rodzina i jej powiększanie. Mój najlepszy przyjaciel Yuu niedawno po raz drugi został ojcem. Nie przepadam za dziećmi, w szczególności tymi małymi, mimo to pojawiłem się na przyjęciu zorganizowanym właśnie z tej okazji. Wszyscy zachwycali się małym, okropnym i przerażająco hałaśliwym bachorem. Tylko mnie skutecznie odpychał.

Zostaje niewyjaśnione, co ja właściwie tu robię? Czy nie powinienem spieszyć się teraz do dziewczyny, może nawet żony? Albo chociażby poinformować ją o ucieczce pociągu ? Z całego grona jedynie ja pozostałem sam. Samo słowo związek mnie odrzuca. Za dużo zobowiązań, utrata indywidualizmu, za dużo starań o względy drugiej osoby i wiele innych minusów. Zamiast ciepłego domu w którym zawsze ktoś czeka wybrałem alkohol. Przynajmniej on jeden mnie nie ogranicza. Jedyne czego szczerze nienawidzę to kac. Zdołałem już nabrać wprawy, żeby nie okazywać w pracy w jakim faktycznie stanie jest mój organizm po nocnym piciu. Przez cały tydzień chodzę niewyspany. W dni wole spędzam w łóżku prawie całe 24 godziny.

Zamówiłem kolejne z rzędu, 3 już piwo. Barman z niechęcią napełnił kufel i uważnie prześwietlając mnie wzrokiem postawił naczynie przede mną.
- Hey Satoshi, to co zwykle - miejsce koło mnie zajął szeroko uśmiechnięty brunet. Zapewne miał co świętować. Zresztą nie moja sprawa.
- O pierwszy raz cię tu widzę - odwraca się przodem do mnie.
- nie mieszkam w okolicy - odburknąłem,
- jestem Yutaka ale wolę być nazywany Kai - wysuwa rękę w moim kierunku. Chłopak najprawdopodobniej szuka rozmowy. Z Kimkolwiek. Pech chciał, ze wypadło na mnie.
-  Kouyou, po prostu Kouyou - ton mojego głosu nie ulegał zmianie.
- Więc co tu robisz Kou? - właściwie co go to obchodzi? Czy będę niemiły mówiąc "a co się robi w barze, yy?" ?
- pociąg mi uciekł i postanowiłem jakoś przeczekać ten czas - dlaczego w ostatniej chwili zmieniłem wypowiedź? Muszę przyznać jest w nim coś interesującego, pociągającego do głębszego poznania. Urody również mu nie brakowało. W tym momencie rodzi się pytanie dotyczące mojej orientacji, mam racje?

Dla rozwiania wszelkich niepewności, powiem, że nie jestem gejem. Podobają mi się kobiety.. Mężczyźni również. Jak ktoś wpadnie mi w oko to staram się spędzić z nim tę noc. Płeć nie ma dla mnie większego znaczenia.
- pijany raczej daleko nie zajedziesz - uśmiech nie znikał z jego ust, uwydatniając tym urocze dołeczki. W mojej opinii wyglądało to jakby niezbyt wiedział co się wokół niego dzieje bądź też nie miał nic do powiedzenia.
- nie jestem pijany - zaprotestowałem, w głowie tylko lekko mi się kręciło. Wziąłem do ust sporego łyka piwa. W między czasie barman zdążył zaserwować, zamówioną przez niego szklankę whisky.
W odpowiedzi uraczył mnie rozbawionym spojrzeniem.
- czym się zajmujesz ?- zmieniłem temat, Wolę unikać tematu zanim nawet się zaczął. Nie jestem uzależniony, w każdej chwili mogę przestać pić.
- Właściwie to niczym. Kiedy jest ciepło podejmuję prace dorywcze. Zimą chwilę przepracuję tu, chwilę tam. Głównie skupiam się na tym co lubię. Jestem perkusistą. A ty? - zawiesił ramię na moim, jego dłoń przywarła do szyi, miał wyjątkowo miłą w dotyku skórę.
- Nudna robota 12 godzin za biurkiem - nie chcę zanudzać opowieściami o mojej codzienności w pracy agenta ubezpieczeniowego. Od prawie 5 lat pracuję w tej samej firmie. Do Tokyo przyjechałem 9 lat temu. Wydaje się, że to było zaledwie wczoraj. Tamte czasy chociaż nie obfitowały w pieniądze, były najwspanialszymi w moim życiu. Zaczynałem od zera, kompletnie nie znając miasta. Do tamtego momentu ani razu nie byłem w stolicy, większość swojego życia spędzałem w moim ojczystym mieście Kanagawa. Nad przeprowadzką zacząłem intensywnie myśleć wiele miesięcy przed podjęciem tak poważnego kroku. Większe miasto dawało mi większe możliwość rozwoju. Tak też dzień po 17 urodzinach pożegnałem rodziców, wszystkich znajomych i ruszyłem w nieznane.
- hę? Nie wyglądasz na kogoś takiego
- co masz przez to na myśli? - ma racje, mój ubiór całkowicie różni się od formalnego. Firmowy garnitur leżał głęboko w biurowej szafce na 15 piętrze budynku oddalonego kilka kilometrów stąd. Natomiast na sobie miałem już lekko poszarpany czarny t-shirt  z logo Iron Maiden, bluzę z kapturem oraz czarną skórzaną kurtkę o kroju zbliżonym do ramoneski. Pomijają strój, moje włosy zawsze sięgały dalej niż za ramiona, w dodatku ostatnimi czasy poprzez zaniedbanie zyskały sporo na długości, do takiego stopnia, że nie jednak dziewczyna z Shibuya mogła się takowymi poszczycić.
- wyglądasz jak ojciec rock'n rolla ! - odstawiłem pusty kufel, gestem dłoni oznajmiłem barmanowi ponowienie zamówienia.
- bez przesady - zaprzeczyłem bezzwłocznie.. Słyszałem całą masę różnych określeń, ale jeszcze nigdy czegoś tak nonsensownego.
-.. kształt twoich ust - zawahał się, uśmiech z jego ust powędrował na moje. Reakcje ludzi na defekt którego jestem posiadaczem nigdy nie przestaną mnie śmieszyć. Fascynujące, jak przez tak małą rzecz łatwo błędnie zaszufladkować człowieka.
Widząc moją reakcje na swoje słowa, sam ciepło się roześmiał.
Czas mijał, ilość pustych naczyń na blacie wraz ze stężeniem alkoholu we krwi nieustannie rosła.  Nasza rozmowa stawała się coraz bardziej interesująca i głośniejsza, przez co męcząca dla reszty klientów . Tracę kontrolę nad sobą i swoimi poczynaniami.
- uspokój swojego kochasia, albo stąd spierdalać - dudniący, basowy głos rozbrzmiał za moimi plecami, nieprzejęty tym kontynuowałem opowieść. Dokładniej to niemający sensu zbitek kilku całkowicie niepowiązanych historii.
Kai, będący w o niebo lepszym stanie niż ja (nie ma się co dziwić, jak dotąd wypił jedynie 3 szklanki whisky rozcieńczonej lodem ) zaczął uspokajać wzburzonego osiłka. Czynnikiem skutecznie mu to utrudniającym byłem JA.
- JEŻELI CI CHOĆ TROCHĘ ZALEŻY NA JEGO ZDROWIU BIERZ TEGO SKURWIELA ZA SZMATY I WYPIERDALAĆ! -ryknął, szturchając bruneta łokciem. Mężczyzna do końca stracił panowanie nad sobą. Mógłbym teraz powiedzieć, że wszystko co wydarzyło się dalej jest oczywiste, Yutaka oddalił się nie zważając na mnie, lecz los potoczył się inaczej ...
- Kou proszę, nie mów nic przez chwilę, dobrze? - szepnął wprost do mojego ucha z pełnym spokojem. - pomogę ci wstać, ok?
Zaskoczony jedynie kiwnąłem głową, na co chwycił mnie pod barki i delikatnie ale stanowczo pociągnął ku górze. Zakręciło mi się w głowie, nogi załamały się pod moim ciężarem. Chłopak ma naprawdę dobry refleks, w ostatniej chwili wybawił mnie od spotkania z podłogą.
Majacząc coś pod nosem zostałem wyprowadzony na dwór, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Zimny północny wiatr owiał moje nagie ramiona., w rozgrzanym atmosferą i wydzielającymi ciepło urządzeniami wnętrzu dawno pozbyłem się okrycia wierzchniego.
Domniemany perkusista posadził mnie na ławce, opatulił kurtką i usiadł obok.
Moje powieki stawały się ciężkie. Przez chwilę próbowałem walczyć z sennością. W końcu poddałem się i kompletnie odpłynąłem.


**

- O chłopie, chyba przesadziłeś - powitał mnie nieznajomy głos, ledwo co oprzytomniałem.
Leżę na czymś miękkim, chyba łóżku, głowa mi pęka. - codziennie tyle pijesz? - znów ten sam głos. Zmuszam się do otworzenia oczu, spodziewając się widoku nagiego mężczyzny przy moim boku.
Unoszę jedną powiekę. Mija jakiś czas nim przyzwyczaiłem się do oświetlenia.
Przy skórzanej sofie na której jeszcze chwilę temu spałem, kucał brunet z kubkiem parującej, aromatycznej herbaty. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, było duże i przestrzenne, jedynymi meblami była duża szafa na przeciwko okna i dużo mniejsza komoda przy przesuwanych drzwiach.
- wypij, dobrze ci to zrobi - podsunął mi kubek. Powróciłem wzrokiem do chłopaka. Kim on jest? Co ja tu robię? I co najważniejsze, gdzie tak właściwie jestem?
Odbieram herbatę i pociągam sporego łyka. Napój jest przerażająco słodki.
Wiem! Poznałem go wczoraj w barze, wypiłem z nim jedno czy dwa piwa.. i co dalej? To musi być jego mieszkanie. Spoglądam na swoje ubranie. Hę? Mam na sobie pachnącą proszkiem do prania niebieską koszulkę i luźne szare spodnie.
- przyniosę ci coś przeciwbólowego - oznajmił i wyszedł z pokoju. Gdyby nie rozpierający ból głowy, czułbym się genialnie w miękkiej pościeli.
Podniosłem się do siadu. Nie może przestać nurtować mnie jedno pytanie.
Wraca z opakowaniem paracetamolu. Dopiero teraz dostrzegam, że jest naprawdę pociągający, nawet sposób w jakim się porusza jest przeuroczy.
Uśmiechnął się. Szlag! Musiał zauważyć jak się na niego gapię.
- trochę mi zajęło dotarganie cię tutaj, zdążyłeś opowiedzieć mi o swojej podstawówce. - podał mi tabletki. Bez wahania łykam kilka i popijam ciągle gorącą herbatą - prześpij się jeszcze.
- która godzina? - nie wiem po co pytam, straciłem rachubę, nie wiem nawet jaki dziś dzień.
- 15
-  nie powinieneś być w pracy?
- wczoraj się zwolniłem. Zajefajne uczucie. - zaśmiał się. Racja, nie raz korciło mnie wygarnąć szefowi co tak faktycznie o nim sądzę, powstrzymuję się chyba jedynie dlatego, że nie chce mi się szukać nowej pracy. - przepraszam, jeżeli przeze mnie będziesz mieć kłopoty, ale tak słodko spałeś, że nie miałem serca cię budzić.
- najwyżej będziesz mi winny połowę wypłaty - położyłem głowę na jego ramieniu. Coś  mnie tchnęło i już nie mogłem, hm.. nie chciałem się wycofać. Od razu poczułem się lepiej. Nie wiem dlaczego.
Jego dłoń wylądowała w moich włosach.
- zdążyłem cię polubić, tyle o sobie opowiadałeś, że mam wrażenie jakby minęło więcej niż niecały 16 godzin.
- Jezu, musiałem cię serio zanudzić. Szkoda tylko, że nic nie pamiętam.
- Pod koniec drogi nie byłem w stanie zrozumieć ani słowa-  zmierzwił mi włosy.
- śnił mi się sen o spełnianiu marzeń - nagle mi się przypomniało.
- jakie są twoje?
- czy ja wiem..
- przestań, każdy o czymś marzy! - lekko przytulił mnie do siebie.
Skamieniałem, nie miałem ochoty wyrywać się z uścisku, a wręcz przeciwnie. To właśnie mnie przeraża.
Na usta nasuwał mi się krótka odpowiedź. 'Nie przestawaj'
*2*
- Nie. To nie było tak - chłopak delikatnie palnął mnie w czoło.
- Sugerujesz, że źle zapamiętałem dzień w którym moje życie nabrało sensu, kochanie? - pokazałem mu język. 
Tylko pomyśleć, że od tamtych zdarzeń minęło kilka miesięcy. Wszystko odwróciło si do góry nogami,przede wszystkim moje poglądy diametralnie się zmieniły. 
- Za każdym razem coś przekształcasz.
- Wcale nie! - zaprotestowałem. Nigdy nie potrafił przyznać się do swojej pomyłki.- jeżeli jesteś taki mądry to sam to opowiedz.
- Litości! Nie wytrzymam kolejnej godziny. Kiedy obiad? - Yuu siedzący po drugim końcu stołu energicznie zamachał rękoma. 
- Phi. A ty ciągle o jednym - założyłem ramiona. Kai na którego kolanach spoczywałem zaczął cicho chichotać, co nie obyło się bez mojej reakcji w postaci kuksańca. 
- Tak pięknie razem wyglądacie. Mogę wam zrobić zdjęcie? - zapytała dziewczyna której imienia nie pamiętam. Nie, to nie przez alkohol. Od prawie 5 miesięcy nie wypiłem nawet łyka, nie licząc odrobiny szampana, oczywiście jednorazowo. 
- nie ma takiej potrzeby. Znajdź w encyklopedii pod słowem 'seksowny' - nie lubię uwieczniania wszystkiego. Zrobi 300 zdjęć, zrzuci na dysk i nigdy więcej do nich nie zajrzy. 
- Chwila! To już tak późno?! My się zbieramy. Do następnego - Yutaka pociągnął mnie do wyjścia. Nie zdążyłem się pożegnać. Co on znów najlepszego wymyślił? Odkąd go poznałem przynajmniej nie mogę narzekać na nudę, przy nim to nie istnieje. Prawdziwy dzieciak z adhd i głową pełną przeróżnych pomysłów. 
- Co żeś znów wymyślił? - wtuliłem się w jego ramię, aby się ogrzać. Temperatura sięgała nieco ponad zero.
- Czyli z twoją pamięcią nie jest najlepiej, chyba powinienem kupić ci na to jakieś tabletki - troskliwie opatulił moją szyję szalikiem. Nie może mi czegokolwiek zarzucić, dla lepszego spamiętania wszelkie terminy zapisuję w notatniku, który zawsze mam przy sobie. 
Co do mojej pracy, Kai nie musiał mnie długo przekonywać.
-  W podziękowaniu dostałbyś darmową eksmisje na kanapę na czas nieokreślony.
-  Jak możesz być tak okrutny?!
- Mogłeś się nie godzić, na wspólne życie ze mną, skarbie - zatrzymał się na środku chodnika - hę? - również się zatrzymuję.
- Za dużo bym stracił. - wyciąga coś z kieszeni. Zaczyna się tym bawić. Delikatnie się zbliżam, dopiero teraz zauważyłem czym jest ów przedmiot. - chciałem ci kupić kwiatki na rocznicę no aaaa~le tak jakoś wyszło.
Kurwa! Jak mogłem zapomnieć o tak ważnym dniu. Prze pół dnia próbował mi to zasugerować. Mam wrażenie jakbym zaraz miał zapaść się pod ziemię. Nie mam nic dla niego. Nerwowo zacząłem obgryzać paznokcie. 
- Kou - przysuwa się na tyle, że swobodnie może zapleść ręce w moim pasie- chociaż zależy jak to liczyć, bo właś..
- Dobra, nic już nie mów - zamknąłem mu usta pocałunkiem. Oderwaliśmy się od siebie po czasie, żeby złapać oddech. 
Wręczył mi małe pudełeczko.
- Co to? 
- Sam zobacz - uchyliłem wieczko i spojrzałem do środka. 
- Baka! 
Brunet nie wytrzymał i wybuchnął nieopanowanym śmiechem - też cię kocham! - wydukał w końcu, ciągle nie mogąc się opanować. 
Ułożyłem usta na jego szyi i wbiłem zęby. 
- Muszę zostać masochistą,
Oderwałem się, pozostawiając po sobie czerwony ślad. 
- Kocham cię, wiesz? - szepnąłem. 
- Kiedyś nagram to wyznanie i będę słuchać cały dzień.
- Chodź do domu, bo zimno. - wsunąłem ręce kieszenie jego kurtki w poszukiwaniu rękawiczek. 
- Chciałbym jeszcze cię gdzieś zabrać, co ty na to? 
- Z tobą wszędzie - chwyciłem go za dłoń i pozwoliłem poprowadzić się w nieznane. 
Jeżeli kiedykolwiek powiedziałem, że miłość nie istnieje to muszę przyznać. Raz w życiu nie miałem racji. 


the end.

2 komentarze:

  1. Hahahaha xD Cudo. "Musze zostać masochistą" - powala na łopatki. Albo "Pijany nie zajdziesz zaleko.-Nie jestem pijany!" Ojj, uśmiałam sie...:D Świetnie piszesz i mam nadzieje na coś nowego w najbliższym czasie.Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej dziękuję Q.Q <3 Ano, właśnie pracuje nad kolejnym. Będę się starać opublikować jak najszybciej ;D

      Usuń